Jedziemy przez Węgry, nadszedł czas tankowania. Nerwowo szukam na dystrybutorze oznaczeń Pb98, wszechobecny język z grupy ugrofińskich nie pomaga mi w tym. W końcu znalazłem coś mi mówiący niewielki napis "Pb RON 100" przy pistolecie oznaczonym Evo Neo V. Nalałem, widzę dość abstrakcyjną kwotę 16000 forintów, nie mam pojęcia czy to dużo czy mało, zmierzam do kasy. Oczywiście Młody zemną, zawsze to atrakcja w podróży. Nerwowo myślę, jak dziewczynie przy kasie pokazać, że "płacę za czwórkę", ona mówi tylko po swojemu, próba nawiązania kontaktu w jakimś szerzej znanym języku spaliła na panewce, nerwowo odliczam banknoty, szukam właściwych wśród sterty różnych walut w portfelu. A Młody zaczyna buszować między regałami, przynosi jakąś pluszową biedroneczkę. Minę ma błagalną, typu Kot ze Shreka ;) Dziewczyna przy kasie śmieje się w głos, ja szybko rzucam okiem na cenę bezkropkiej różowej biedroneczki - mniej niż benzyna, niech już będzie. Obaj dumni wracamy do auta. Najdroższa patrzy na biedroneczkę z wyrazem twarzy mówiącym "Michał, gdzie Twoja silna wola ?" ;)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
niedziela, 17 sierpnia 2014
piątek, 9 maja 2014
Sklep modelarski
Odświeżyłem stare hobby. Sklejam F-22, niewypał amerykańskiego wyścigu zbrojeń. Przypominam sobie warsztat, ćwiczę drobne ruchy pędzla. Coś wyjdzie lepiej, co innego gorzej, jak w życiu. Nabieram wprawy przed dużym Tygrysem leżącym od kilku lat na szafie.
W toku prac uświadomiłem sobie brak wszystkich potrzebnych materiałów. Musiałem pójść po szpachlówkę. Poczułem się trochę jak prawdziwy polski blacharz handlujący autami po dziadku z Reichu :)
Siłą rzeczy, czy też organizacji dnia i rodzinnej logistyki, wybrałem się tam z Jasiem. Hmmm... Jak się można było spodziewać, dostał oczopląsu. Autka, samoloty, statki, czołgi..Chciał wszystko naraz, obejrzeć, dotknąć... I co wprawilo mnie w zachwyt, nie usłyszałem
- Kupisz mi ???
tylko
- Zrobisz kiedyś taki samochód ? (pokazywał jakiegoś ZIŁa z Krasnoarmiejcami) A może zrobimy go kiedyś razem ?
Poczułem sukces wychowawczy i edukacyjny. Muszę w końcu kupić mu samolocik do złożenia wspólnego.
A potem, nagle
- Tata, patrz jak świetna trasa dla samolotów ! Zróbmy taką dla mnie !!!
Co za trasa dla samolotów ?! Jakaś makieta lotniska stoi na wystawie ? Prowadzi mnie za rękę
- Tatuniu, tam, taką jak ta na pudełku !
Sprzedawca już zaczął szukać odpowiednika wśród towarów. Tym razem udało mi się wymigać od zakupu lotniskowca w dużej skali... Ale pomysł kusi, zapadł mi w pamięć.
poniedziałek, 5 maja 2014
Dźwig
Kiedyś, pewnie z pół roku temu, Jasiek wymyślił, że chciałby mieć zabawkowy dźwig. Po co mu on ?
Kiedyś, w ramach koncepcji maszyn budowlanych, dostał koparkę. Potem wywrotkę. Ładowarkę. Nawet betoniarkę. Bawiliśmy się w plac budowy. Na tacy rozsypaliśmy jakąś kaszę czy ryż, kopaliśmy w niej doły, ładowaliśmy na wywrotkę itd. Mi w głowie pojawił się pomysł makiety do zabawy w budowę. Kiedyś pewnie zrealizuję...
Ale cóż to za budowa bez dźwigu ?
Więc w końcu się zlitowałem. Nad sobą też :) Ile razy przychodziła pocztą jakaś przesyłka, tyle razy słyszałem pełne nadziei
- Może to dźwig dla mnie jest w paczce ?
Paczka przyszła. Powiedziałem mu, że jest zaadresowana "do Jasia" - dzieci uwielbiają dostawać listy i paczki. Powoli sam rozpakował. Chyba już nie wierzył, że kiedyś może dostać dźwig - szczęka pełna mleczaków odbiła się od ziemi, oczy wyszły z oczodołów jak na kreskówkach, wydawał z siebie niezbyt artykułowane popiskiwania zachwytu. Zachwyt pełen, od kilku dni bez koparki nigdzie się nie rusza. Tylko czasem trzeba mu rozplątać sznurek, na którym wisi hak.
Mnie też podkusiło, żeby zabawę wzbogacić o podnoszenie różnych przedmiotów. W końcu do tego służy dźwig. Na pierwszy ogień poszły spinacze biurowe i małe karabińczyki. Szybko przestały wystarczać. A że Junior poznał już moje zdolności modelarskie, zażyczył sobie, żeby mu zrobić jakieś paczki skrzynki i kratownice. Cóż, nie mam wyjścia. Zawsze może to być pierwszy krok do makiety :)
A na marginesie... Już kiedyś pisałem, że spełniam własne marzenia z dzieciństwa kupując mu autka SIKU. Tanie nie są, weszliśmy w te bardziej skomplikowane. Ale raz, że porządne i mogą być bazą do przyszłej makiety kolejowej. A dwa - mają mnóstwo ruchomych elementów. W dźwigu wysuwa się teleskopowo ramię, na hak można coś zaczepić, sznur zwinąć na kołowrót, kabina się kręci, i nawet ma wysuwane nóżki do stabilizacji. W skali 87, więc malutkie. I nawet zachwycona Najwspanialsza orzekła, że warto, choćby ze względu na rozwój chwytności palców, czyli fachowo mówiąc motoryki małej :)
piątek, 25 kwietnia 2014
Skarby z szafy
Co jakiś czas, bardzo rzadko zresztą, robimy porządki, czyli lekką selekcję w jaśkowych zabawkach. Zabawkach książeczkach czy ubraniach z których wyrósł. Wędrują zazwyczaj do worka w szafie i tam kisną. Co jakiś czas są wydawane rodzinie i znajomym obsadzonych młodszymi dziećmi, na cele charytatywne itd itp. Lub trwają w szafie jako tzw pamiątki.
Szafa ma przeznaczenie ogólne, czyli poza tym są tam jakieś ubrania, buty narzędzia i co tam jeszcze z rozpędu wpadnie. Siłą rzeczy czasem ją otwieramy, coś z niej wyjmujemy. Nawet często. I czasami zdarzy się, że z głębi szafy, zza złożonego ładnie koca, zacznie wystawać worek zapomnianych skarbów. W którym kryje się autko, grzechotka, książeczka o Kasi i kotku czy ulubiona bluzka z dinozaurem. Czasami nawet sama wypadnie z szafy.
Takich momentów Jaś nigdy nie przegapi :)
- Czemu miś schował się w szafie ?
- O, moja ukochana książeczka o Tomku, musimy ją poczytać wieczorem !
- Moja koparka, tak dawno się nią nie bawiłem.
- Bluzka z dinozaurem ! Jutro pójdę w niej do przedszkola :)
I wyjmuje. Za naszą namową robi własną selekcję. Czyli w szafie z całego worka zostają 2 zabawki, ewentualnie sweterek, który już nawet przez głowę nie przejdzie.
Ba, przez kilka dni tak pilnuje swoich znalezisk, że nie ma mowy o ich schowaniu cichaczem.
Potem sami o nich zapominamy. Do następnych porządków...
niedziela, 20 kwietnia 2014
Drogi prezent
Idzie Wielkanoc. Idzie zajączek z prezentami. Do mnie nie przychodził. Nie było takiego zwyczaju w domu i już :)
Czasem na zakupach Jaś wypatrzy jakąś zabawkę, której zakup akurat nam nie leży. Albo brzydka, albo droga, albo bubel. Zresztą, nie za każdym razem trzeba mu coś kupić, uczy się czekać lub przyjmować odmowę. Albo mu tłumaczę, że coś jest bylejakie i znajdziemy *KIEDYŚ lepsze, albo, że za drogie. Z reguły rozumie. Argument "drogie" działał przy LEGO, którego niestety nie da się za często kupować, chociaż obaj je uwielbiamy. Nigdy nie było tupania z gatunku "ja chcę !!!", tu chyba mamy sukces wychowawczy i brak frustracji. Z jednej strony ma sporo zabawek, z drugiej - bawimy się z nim i nie ma braków w zaspokojeniu potrzeb. Udało mi się wszczepić dziecku zamiłowanie do nich :) Zresztą, nie było to trudne.
Robimy przed świętami mniej lub bardziej delikatny zwiad, o czym marzy. -- Klocki LEGO CITY !!!
Ok, zgodne z intencjami wychowawczymi :)
- Jasiu, a jaki zestaw byś chciał ? Jaki pojazd ?
Daliśmy mu wybór, czas do namysłu. Sami jesteśmy ciekawi, co wymyśli. Z zastrzeżeniem, że nie ma mowy o kolejnych wozach strażackich - tych mamy pod dostatkiem... Pomysły rzucał różne, różne zestawy widział w sklepach. Cysterna, policja, wyścigówka, TIR z lawetą. W pewnym momencie, bardzo nieśmiało, cichutko, mówi
- Już wiem, co bym chciał... Ale to jest bardzo drogie... Betoniarkę...
W tym momencie uświadomiłem sobie, ile Młody już rozumie. Że jest na tyle mądry, że rozumie, że nie może mieć wszystkiego. Marzy o różnych rzeczach, ale nie musi ich mieć. Dojrzały człowiek :)
Ostatecznie ciągle przewijało się hasło "karetka", więc w tą stronę poszliśmy. Czeka nas wybuch radości - i kilka godzin wspólnego składania. Damy radę ! Wspólnie :)
wtorek, 1 kwietnia 2014
Pożyczony króliczek
Odbiór z przedszkola. Wybiega z sali. W ręce trzyma jakiegoś nieznanego mi pluszowego królika.
- Cześć Tata, idę od razu do szatni !
- Czołem. A co to za zwierz ? - zdążyłem spytać zanim w pośpiechu zniknął w szatni. Lekko zbity z tropu pędzi ku mnie
- Majeczka mi pożyczyła. Szybko schowaj, żeby nie uciekł.
I szybko otwiera mi plecak, wsadza zwierza i zapina zamek
- Zapnę go żeby nie zmarzł i nikt go nie zobaczył.
Jakoś tak dziwnie się spieszy i nerwowo rozgląda na boki. Coraz bardziej to wszystko podejrzane. Pani Woźna też się zastanawia, co knuje ulubieniec przedszkola.
- Majeczka na pewno Ci go pożyczyła ?
- Taaak!
Ocho ! Pani Woźna idzie skonsultować sprawę z Majeczką. Owszem, pożyczyłamu. W przedszkolu do zabawy. I teraz na chwilę, żeby odłożył go na Jej półeczce w szatni. Po krótkich negocjacjach króliczek usiadł w szatni. Jasiek zrobił minę "Jeden cały nieszczęśliwy".
- Jest mi bardzo przykro, bardzo chciałem pożyczyć króliczka. - chlipie
Cóż. Majeczce też byłoby przykro. Jaś na pewno by nie chciał, żeby Jego przyjaciółka płakała. Chwila uzgodnień z Majeczką. Bardzo Jasia lubiącą. Ustalili, że nazajutrz zamienią się na jeden dzień przytulankami.
I tak Młody poznaje zasady rządzące stosunkami społecznymi, wzajemności itd itp. A nie, że wyrośnie taki "nie masz cwaniaka nad warszawiaka"...
czwartek, 20 lutego 2014
Skarb z piwnicy
Piwnica jak to piwnica. Graciarnia pełna pudeł po różnych rzeczach, starych sanek, narzędzi, zabawek z których Młody wyrósł. Przynajmniej w naszej opinii wyrósł...
Wybraliśmy się tam w poszukiwaniu kawałka drucika. Jak zwykle razem, w końcu to doskonała okazja do zabawy, odrobiny strachu, wypróbowania latarki itp. Męska wyprawa z gatunku odkrywamy świat i bawimy się w poszukiwaczy skarbów.
Oczywiście drucika nie znalazłem. Uchwyty do kanek na mleko będę próbował zrobić ze spinaczy biurowych ;)
Za to Junior zobaczył ogromną plastikową śmieciarkę, która przy okazji jakichś porządków tam została zaparkowana. Podczas poprzednich wizyt w loszku nie zwrócił na nią uwagi... I miałem cichą nadzieję, że tak już pozostanie ;)
- Tatuś ! Tu jest moja ukochana śmieciara ! Pamiętam, dostałem ją na osiemnaste urodziny !
Z liczbami to bywamy jeszcze na bakier. Czasem rzuci, że czegoś było sto czy milion, w znaczeniu ogromie dużo. Szczególnie tym milionem mnie ostatnio zaskoczył :)
I od razu muszę zapisać sobie, co mu kupić za kilkanaście lat, żeby z jakimś obciachowym zegarkiem nie wyskoczyć ;Więc dopadł pojazd. Mieliśmy nadzieję, że zjechał do piwnicy na stałe, a tu niespodzianka...
Ze śmieciarą w objęciach wkroczyliśmy do mieszkania, ku wielkiemu zdziwieniu Najpiękniejszej. Została udobruchana oświadczeniem, że stare sanki jednak zostały w piwnicy :)
wtorek, 3 grudnia 2013
Świneczki
Gospodarna część naszego małżeństwa była na zakupach. Radosnych. Kupiła dwa uchwyty, rękawice do gorących garnków. Nowoczesne, na oko gumowe. Osobiście nie jestem przekonany do gorącoodpornych tworzyw sztucznych. W moim świecie guma, plastyk i wszelkie inne poli- w cieple topią się i już ! Znam budowę, właściwości, wiem jak to działa - ale nie wierzę i już. Tak samo jak w to, że kupa żelastwa jaką jest samolot może latać.
Rękawice wspomniane w założeniu mają wprowadzać trochę radości do codzienności, więc nadano im kształt świńskich ryjków. Podobno śmiesznych.
Jasiek zapałał do nich uczuciem od pierwszego wejrzenia. Wdział na dłonie, podbiegł ku mnie i KLAPS - żabki zamknęły pyszczki. Chwila oczekiwania - Acha, mam się bać ! Dobra, wchodzę w to. Niestety, po pół godzinie znudziło mi się. żabkom mniej. A ja chyba fajniej się boję od Mamusi. Cóż. Nie miałem wyjścia.
Rano młody uchylił oczy i pierwszy dźwięk jaki wydał, zamiast "Cześć Tatuś" brzmiał "Gdzie moje żabeczki ?"
I po co my się szarpiemy na wypasione kreatywne zabawki, klocki Lego, autka, gry, układanki ?
poniedziałek, 25 listopada 2013
Lego
Smyk miał urodziny i imprezę dla swojej paczki. Dostał worek prezentów. Super. Większość trafionych. Przynajmniej dla Niego.
Przed imprezą kilkoro rodziców zapytało NAS, czym Jaś lubi się bawić. Kategorycznie zastrzegałem w takich przypadkach, że owszem, uwielbia wszystko co jest związane ze Strażą Pożarną, ale ilość wyposażenia ratowniczego w domu przewyższa stan posiadania stołecznej komendy PSP. Dlatego dostał też kilka książek, autobus przegubowy (strzał w "10"), sprzęt do kreatywnego malowania dinozaurów...
Większość rodziców jednak zdała się na wiedzę swych pociech o koledze. Pociechy na pytanie, co lubi Jasio nie mogły odpowiedzieć nic innego niż " STRAŻAKÓW !!! " :( W związku z tym kolekcja strażacka powiększyła się o film, książeczkę i ze cztery zestawy klocków pt. wóz strażacki. Hura...
Impreza skończyła się w porze sugerującej szybką kąpiel i usypianie, więc następny dzień zacząłem od wspólnego składania klocków w pojazdy. Trzy godziny. Nabieramy wprawy. Jaś dzielnie mi pomagał, co przy jego niecierpliwości wprowadzało chwile napięcia ;) W każdym razie całkiem sam składa już ludziki i koła. Nadziewa opony i koła, według jego terminologii.
I tu z frustracji pojawiła mi się w głowie refleksja. Mamy różne klocki, z miażdżącą przewagą Lego. Tym razem jeden z zestawów też był "pseudoLEGO". Wszystko, co nosi duńskie czerwone logo z białym napisem jest prawie idealne. Składanie to czysta przyjemność, nawet Junior sobie z grubsza radzi, mimo że wg oznaczeń jest na nie o rok za młody. Instrukcja czytelna, wiedzie człowieka jak po sznurku. Zestaw trzyma się kupy, nie rozpada przy najmniejszym ruchu ani spadku z kanapy, wszystko do siebie pasuje. Ba, najbardziej wrażliwe elementy są zdublowane - w razie zagubienia, złamania o co niełatwo ale wiadomo małe rączki są zdolne - jest zapas. Super hiper. Estetyka nieporównywalna z innymi. Do czego mogę się przyczepić okiem inżyniera ?
- w zestawach z mojego dzieciństwa dach pojazdu był podnoszony na zawiasie - teraz trzeba go odczepic by włożyć ludzika
- drzwi od luku narzedziowego odpadają przy dynamicznej zabawie
Nie ma rzeczy idealnych, wobec innych klocków to niuanse. Zabawa, zarówno składanie jak i odgrywania scenek, są przyjemnością, a nie prowadzą do frustracji, że ciągle się rozkłada, coś odpada, brzydkie i wkurzające.
Wiem, drogie, ale bez przesady. Zwłaszcza przy filozofii "lepiej jedno porządne kupić niż kilka bylejakich". Dzięki temu mamy załatwionych kilka tematów
- satysfakcję, że kupiliśmy dziecku coś wypasionego
- super kreatywną i rozwijającą zabawkę sprawdzona przez pokolenia
- zamiast 5 jakichśtam zabawek których nie ma gdzie trzymać jedną porządną, zajmująca mniej miejsca na półce - chyba że nas stać i poniesie nas kolekcjonerstwo - Lego wciąga ;)
- pamiętając o cenie podświadomie bardziej o nią dbamy i uczymy dzieci pilnować klocków, trzymać w jednym miejscu - dzięki temu nie mamy stosu elementów pod kanapa, za szafa, w butach...
- zaspokajamy własny sentyment i marzenia z dzieciństwa, kiedy może mieliśmy jeden zestaw będący najważniejszą zabawką
- więcej spokoju nie mamy, ale mniej nerwów nas kosztuje okrzyk "pobawimy się razem klockami ?!" niż "pomoż bo znowu mi odpadło !!!"
- uśmiech dziecka :)
itd itp
Po przerobieniu różnych Cobi, Dromaderów itp doszedłem do tego, o czym wiedziałem od początku. Tym bardziej, że za równowartość 2-3 zestawów "pseudo" można kupić fajny pojazd. Oczywiście marzy nam się zakup całej remizy strażackiej, ale wizja komornika nie jest kusząca ;)
poniedziałek, 9 września 2013
Furby
Junior ostatnio naoglądał się reklam i oznajmił, że chciałby Furby'ego. Coś tam mi się obiło o uszy, że to taka wersja gadającej lalki skrzyżowanej z Tamagochi.
Nie rozumiem tej zabawki, ale zakładam, że japońskie dzieci mają inne potrzeby, a rodzice uwarunkowania kulturowe. Technicyzacja i dehumanizacja sięga absurdu, to jak obca cywilizacja dla Europejczyka zanurzonego w spuściźnie filozofów greckich i dorobku renesansu. Z wpływami rozbuchanej duchowości mistyków katolików rzymskich i bizantyjskich.
A tu ? Skrzyżowanie cyborga z Golemem. Nawet do przytulenia się toto nie nadaje.
Idziemy sobie przez Smyka, stoi toto na centralnym miejscu, Jasiek zachwycony zaczyna pertraktacje. Dla dziecka czasem robi się wyłom w pryncypiach - stoi w pokoju chiński pociąg, zestaw Hot Wheelsów i trampki z BenTenem... Rzucam okiem na metkę. O k... Poczułem krew odpływającą z twarzy i kompletny brak zrozumienia dla rzeczywistości. Jaśka nie zachwyciła moja reakcja, ale zaakceptował moje prawo do ostatecznej decyzji.
Za chwilę jakaś dziewczynka przyciągnęła tam swą mamę, z takim samym zachwytem jak Jasiek wpatrywała się w potworka, jej mama z takim samym wyrazem twarzy jak ja nie powstrzymała mało cenzuralnej, spontanicznej reakcji. Dziewczynka była rozczarowana..
Świat zwariował. Daliśmy sobie narzucić iPhony, eBooki i papkę medialną, ale nie zabierajmy dzieciom lalki Zuzi. Ja do dzisiaj mam na półce swoją pluszową małpkę :)