Jedziemy przez Węgry, nadszedł czas tankowania. Nerwowo szukam na dystrybutorze oznaczeń Pb98, wszechobecny język z grupy ugrofińskich nie pomaga mi w tym. W końcu znalazłem coś mi mówiący niewielki napis "Pb RON 100" przy pistolecie oznaczonym Evo Neo V. Nalałem, widzę dość abstrakcyjną kwotę 16000 forintów, nie mam pojęcia czy to dużo czy mało, zmierzam do kasy. Oczywiście Młody zemną, zawsze to atrakcja w podróży. Nerwowo myślę, jak dziewczynie przy kasie pokazać, że "płacę za czwórkę", ona mówi tylko po swojemu, próba nawiązania kontaktu w jakimś szerzej znanym języku spaliła na panewce, nerwowo odliczam banknoty, szukam właściwych wśród sterty różnych walut w portfelu. A Młody zaczyna buszować między regałami, przynosi jakąś pluszową biedroneczkę. Minę ma błagalną, typu Kot ze Shreka ;) Dziewczyna przy kasie śmieje się w głos, ja szybko rzucam okiem na cenę bezkropkiej różowej biedroneczki - mniej niż benzyna, niech już będzie. Obaj dumni wracamy do auta. Najdroższa patrzy na biedroneczkę z wyrazem twarzy mówiącym "Michał, gdzie Twoja silna wola ?" ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz