niedziela, 20 kwietnia 2014

Drogi prezent

Idzie Wielkanoc. Idzie zajączek z prezentami. Do mnie nie przychodził. Nie było takiego zwyczaju w domu i już :)

Czasem na zakupach Jaś wypatrzy jakąś zabawkę, której zakup akurat nam nie leży. Albo brzydka, albo droga, albo bubel. Zresztą, nie za każdym razem trzeba mu coś kupić, uczy się czekać lub przyjmować odmowę. Albo mu tłumaczę, że coś jest bylejakie i znajdziemy *KIEDYŚ lepsze, albo, że za drogie. Z reguły rozumie. Argument "drogie" działał przy LEGO, którego niestety nie da się za często kupować, chociaż obaj je uwielbiamy. Nigdy nie było tupania z gatunku "ja chcę !!!", tu chyba mamy sukces wychowawczy i brak frustracji. Z jednej strony ma sporo zabawek, z drugiej - bawimy się z nim i nie ma braków w zaspokojeniu potrzeb. Udało mi się wszczepić dziecku zamiłowanie do nich :) Zresztą, nie było to trudne.

Robimy przed świętami mniej lub bardziej delikatny zwiad, o czym marzy. -- Klocki LEGO CITY !!!
Ok, zgodne z intencjami wychowawczymi :)
- Jasiu, a jaki zestaw byś chciał ? Jaki pojazd ?
Daliśmy mu wybór, czas do namysłu. Sami jesteśmy ciekawi, co wymyśli. Z zastrzeżeniem, że nie ma mowy o kolejnych wozach strażackich - tych mamy pod dostatkiem... Pomysły rzucał różne, różne zestawy widział w sklepach. Cysterna, policja, wyścigówka, TIR z lawetą. W pewnym momencie, bardzo nieśmiało,  cichutko, mówi
- Już wiem, co bym chciał... Ale to jest bardzo drogie... Betoniarkę...
W tym momencie uświadomiłem sobie, ile Młody już rozumie.  Że jest na tyle mądry, że rozumie, że nie może mieć wszystkiego. Marzy o różnych rzeczach, ale nie musi ich mieć. Dojrzały człowiek :)

Ostatecznie ciągle przewijało się hasło "karetka", więc w tą stronę poszliśmy. Czeka nas wybuch radości - i kilka godzin wspólnego składania. Damy radę ! Wspólnie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz