Odświeżyłem stare hobby. Sklejam F-22, niewypał amerykańskiego wyścigu zbrojeń. Przypominam sobie warsztat, ćwiczę drobne ruchy pędzla. Coś wyjdzie lepiej, co innego gorzej, jak w życiu. Nabieram wprawy przed dużym Tygrysem leżącym od kilku lat na szafie.
W toku prac uświadomiłem sobie brak wszystkich potrzebnych materiałów. Musiałem pójść po szpachlówkę. Poczułem się trochę jak prawdziwy polski blacharz handlujący autami po dziadku z Reichu :)
Siłą rzeczy, czy też organizacji dnia i rodzinnej logistyki, wybrałem się tam z Jasiem. Hmmm... Jak się można było spodziewać, dostał oczopląsu. Autka, samoloty, statki, czołgi..Chciał wszystko naraz, obejrzeć, dotknąć... I co wprawilo mnie w zachwyt, nie usłyszałem
- Kupisz mi ???
tylko
- Zrobisz kiedyś taki samochód ? (pokazywał jakiegoś ZIŁa z Krasnoarmiejcami) A może zrobimy go kiedyś razem ?
Poczułem sukces wychowawczy i edukacyjny. Muszę w końcu kupić mu samolocik do złożenia wspólnego.
A potem, nagle
- Tata, patrz jak świetna trasa dla samolotów ! Zróbmy taką dla mnie !!!
Co za trasa dla samolotów ?! Jakaś makieta lotniska stoi na wystawie ? Prowadzi mnie za rękę
- Tatuniu, tam, taką jak ta na pudełku !
Sprzedawca już zaczął szukać odpowiednika wśród towarów. Tym razem udało mi się wymigać od zakupu lotniskowca w dużej skali... Ale pomysł kusi, zapadł mi w pamięć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz