Zasypiamy. Tzn próbujemy Jaśka uśpić. Zażyczył sobie tego wieczoru, że oboje mamy go usypiać. My już przysypiamy, on jakby mniej. Położyłem się koło niego w łóżeczku. Nie do końca wiem, czy chciał się przytulić, czy traktował to jako dodatkową atrakcję wieczoru. Wszystko jedno.
W pewnym momencie widzę, że wreszcie zaczyna przysypiać.
- Tata, idź już poleżeć na podłodze...
Propozycja nie do odrzucenia. Znaczy - na poważnie zabiera się do spania. Nie byłby jednak sobą, gdybym trochę nie pociągnął tematu
- A dlaczego mam iść ? Tam jest niewygodnie...
Najbardziej Wyrozumiała spojrzała na mnie z wyrzutem pt. "nie rozbudzaj go !". A ten dziarsko
- W moim łóżeczku zrobiło się zbyt tłoczno !
Cóż... Stado pluszowych przyjaciół mu nigdy nie przeszkadzało, a Tatuś tak. Trafiony siłą argumentu poszedłem na podłogę. Za dwie minuty spał :)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
sobota, 24 maja 2014
Tłok w łóżeczku
poniedziałek, 31 marca 2014
Dźwięki domu
Cóż. Usypianie cowieczoczorne, niby rutyna...
Tego wieczoru Jasiek postanowił spać w szaliku. Bo mu zimno w szyję. Ot, nowa koncepcja na urozmaicenie wieczoru. Przewrażliwionemu mnie od razu, automatycznie, pojawił się w głowie obrazek zaplątanego w nocy szala i uduszonego dziecka. Taki głęboko zakorzeniony obrazek. Pewnie po 25 minutach sam by go zdjął. Ale mi włączyło się wpajanie mu zasad, żeby kiedyś działał z automatu w pewnych sytuacjach. Dyskusja o szaliku nie przynosi rezultatów. Przynajmniej tych oczekiwanych przeze mnie. Odwołuję się do szantażu. Z niesmakiem, ale czasem trzeba. Nie odda, nie będziemy słuchać muzyki do snu. Brak reakcji. Zabieram mu szalik. A ten urwis zaczyna się szarpać. Zabrałem. Sytuacja powoli przybiera postać walki o pozycję w stadzie. Męska próba sił. Wyłączam wieżę. On idzie włączyć. O nie, trochę przesadził. Światło wyłączone, cisza, śpimy i koniec. Z głębi mieszkania słyszę
- Bądź raz konsekwentny ! Powiedziałeś że nie ma muzyki to nie ma i już.
No to zaczął. łkać, jęczeć, zawodzić, chlipać. Łzy ronić i płaczliwie prosić, błagać, brać na litość i zmiękczać wroga. Przecież Tatko zawsze zmięknie. A tym razem postanowiłem być twardy. Powiedziałem nie to nie i koniec. Serce się kraje, ale cóż. Po długich kilku minutach trochę zmiękłem. I stwierdziłem, że od szlochów z łóżeczka głowa mi pęknie. Musiałem szybko coś wymyślić, co pozwoli mi zachować twarz. Mam !
- Jasiek, cichutko, posłuchamy dźwięków.
- Jakich dźwięków ?
- ćśśś.. słyszysz pociąg ?
- Przecież to dźwięk tramwaju !
Po chwili identyfikowania dźwięków zza okna, zaczęliśmy wsłuchiwać się w dom.
Sąsiad stuka za ścianą. Woda płynie w rurach. Mama postawiła filiżankę. Zegar równo tyka. Tego dnia akurat wiele się nie działo, Jaś o dziwo szybciutko zasnął.
Będziemy chyba próbować co kilka dni słuchać domu. Ciekawe, co usłyszymy ?
środa, 26 marca 2014
Usypianie bez Tatki
Wieczór, pora spać. Miałem ciężki dzień, a Jasiek odmawia współpracy. Szalący jest, według Jego słownika. Czasem tak ma. Doskonale go rozumiem, spanie to strata bezcennego czasu, w którym można tyle fajnych rzeczy zrobić :)
Więc próbuje spacerować po mieszkaniu, ma mnóstwo rzeczy do powiedzenia Mamusi, chce mu się pić skakać siusiać i boli go rączka. Brakuje kilku zabawek w łóżku. Spiewa. Stuka nogą w ścianę. Zwisa do połowy z łóżeczka. Musi mi dać buziaka we włosy. I różne takie. Ostrzegawcze wyłączanie muzyki "do snu" nie pomaga. Właściwie to wzmaga marudzenie, że nie dość, że światło zgaszone, to jeszcze nie ma ulubionej muzyki. A mi głowa pęka.
W końcu nie wytrzymałem, wyszedłem z pokoju. Ostateczność, rzadko wykorzystywany argument. Tylko on sam nie będzie leżał w pokoju i już. Z odsieczą ruszyła Najwspanialsza. Cóż... Wprowadziła natychmiast ostry reżim. Jasiek śpi i ani słowa. I zaczęło się chlipanie. Że On chce spać z Tuśkiem, tęskni, o z Tuśkiem fajniej się zasypia. Byłem twardy. Jakieś 15 minut. Najpiękniejszej też cierpliwość zaczęła się kończyć. Nie mieliśmy najlepszego dnia. Chlipa, pociąga nosem, łka i zawodzi.
Poddałem się, policzyłem do dziesięciu i wróciłem do Małego Potworka. Na progu postawiłem warunki - będę go usypiać, ale ma być spokój jak przy Muśce.
Zgodził się na wszystko. Kapitulacja bezwarunkowa.
Ale wchodząc do pokoju spojrzałem na Niego. Patrzył na mnie jak w obrazek, pełnia szczęścia w oczach, na twarzy, w całym Jasiu. Wreszcie przyszedł ukochany Tatuś ! Aż podskakiwał z radości i ulgi. Chyba tylko dzieci potrafi aż tak to okazać...
piątek, 7 marca 2014
Swędzi mnie
Przed snem.
- Swędzi mnie pod koszulą i nie mogę zasnąć.
- To się podrap i śpij wreszcie.
- Pomóż. Swędzi mnie w trzech miejscach, a nie mam tylu rączek !
- Rodzice, czemu się śmiejecie zamiast spać ?
piątek, 21 lutego 2014
Wspólne zasypianie
Usypianie. Kolejny odcinek.
Najpierw mnie zaskoczył. Zawsze zasypia sam w łóżeczku. Od urodzenia. Prawie zawsze. Z wyjątkiem okresów, gdy zasypiał na rękach. Szczęśliwie to były krótkie okresy. Ja czy Najpiękniejsza mamy miejsce obok łóżeczka.
Nigdy też nie wpadł na pomysł spania u nas w łóżku, przychodzenia w nocy itp. W swojej pościeli jest u siebie, widać czuje się tam dobrze i bezpiecznie. A potrzebę przytulasków i czułości zaspokaja w dzień. Tak ma i już.
Dlatego całkiem mnie zaskoczył, gdy kilka dni temu zaprosił mnie do swojego łóżeczka. "Tatuś, ale tam koło ściany się połóż, bo tu jest moje miejsce". Niech będzie. Podwinąłem nogi i jakoś się zmieściliśmy. Nawet w miarę szybko zasnął, ja zdobyłem nowe doświadczenie rodzicielskie.
A Młody chciał mi umilić pobyt w jego łóżeczku, nie wybijać z rytmu codzienności. Zapomniał, że Najbardziej Wyrozumiała ledwie toleruje fakt, że na pewnym etapie usypiania zanurzam się w otchłań internetu, zamiast nie wiem co robić, gdy Młody głęboko zanurza się w świat snu. Podobno wtedy dłużej zasypia :) I Młody na cały głos mi zaproponował
- Tatuś, ja już będę zasypiał, weź sobie telefon i poczytaj.
Co gorsza nie odpuścił, dopóki faktycznie nie wziąłem telefonu z szafki. Dopiero wtedy uznał, że wszystko jest na swoim miejscu i może spokojnie zasnąć.
poniedziałek, 17 lutego 2014
Kruki Odyna - konsekwencje
Kruki Odyna działają. Młody się przejął ich misją. Niestety. Fakt, Młody nie łazi przed snem po mieszkaniu z różnymi zachciankami. Za to któregoś dnia o czwartej nad ranem usłyszałem wołanie "Tatooo!!!". Czasem mu się to zdarza, więc wstaję, idę przykryć dziecię kołderką, ewentualnie podać pluszaka do przytulenia. Chwila i Młody śpi, a ja wracam do łóżka. Tym razem jednak ...
- Tato, czemu się kręcisz po domu, połóż się koło mojego łóżeczka i śpij, kruki przecież obserwują, czy ładnie śpimy.
Co było robić.. Zbyt przytomny potem w pracy nie byłem.
Innego dnia przy usypianiu... Światło zgaszone, Junior przytulony do Misiuni sobie o czymś rozmyśla, ja walcząc z sennością cichaczem zerkam w neta na telefonie. Cichaczem, żeby
- Młodego światło nie dekoncentrowało w procesie zasypiania
- wyrozumiała Druga Połowa nie zarekwirowała mi telefonu - podobno w tajemniczy sposób wpływa na czas zasypiania Potomka.
I nagle słyszę z łóżeczka głośne i pełne oburzenia
- Tata, wyłącz telefon ! I śpij ! Zapomniałeś, że kruki Odyna patrzą ?
Cóż... Każde show może być wykorzystane przeciwko Tobie...
czwartek, 13 lutego 2014
Kruki Odyna
Wieczór. Usypianie. Dziecko nadal pełne energii tylko kombinuje, jakby przedłużyć czas niespania.
Jak był malutki... Tzn w okresie gdy już chodził, a jeszcze spał w dzidziusiowym łóżeczku ze szczebelkami. Pół godziny kombinował, jakby tu się wydostać i dać nogę. To była zabawa, istne zapasy pełne śmiechu, walki o wyjmowane szczebelki, choć wtedy poziom mojej frustracji bywał wysoki. Kiedyś, w chwili desperacji, powiedziałem mu, że musi już cichutko spać, bo niedaleko jest dinozaur. W dodatku potupałem dyskretnie w ścianę, celem dostarczenia dowodu istnienia dinozaura. Chłopak mi się przejął. Chwilę mi zajęło przekonanie Go, że w łóżeczku jest bezpiecznie, bo dinozaur nie umie tam wejść. Właściwie to o to mi chodziło, żeby nie wychodził. Przed jakiś czas działało. W dodatku zasypiał trzymając mnie za rękę, bo tak chroni mnie przed dinozaurem.
"Kilka" lat później zaczęły się wieczorne spacery - pić, siusiu, jeść, buziak dla mamy, ... Dokonałem próby odświeżenia dinozaura. Szybko mnie usadził stwierdzeniem faktu, że dinozaury wyginęły. Wybił mi ostatni oręż z ręki...
I jak to mi, pojawił się w głowie szybki pomysł. Odyn ! Obserwuje, czy dzieci już śpią. I tym, które ładnie i szybko zasypiają, przysyła dobre sny. Oczywiście wrażliwiec przejął się faktem, że mógłby dostać zły sen. Jakoś to ogarnęliśmy i Młody zaczął myśleć. Zmusiło mnie to do stworzenia dość karkołomnej konstrukcji logiczno-mitologicznej. I oczywiście znacząco przedłużyło proces usypiania - punkt dla Niego.
- Tata, a skąd Odin wie, czy ja szybko zasnąłem ?
- Jest bardzo mądry i wie wszystko, co się dzieje w świecie. - próbowałem Go zbyć. Ciągle nie doceniam syna.
- Ale przecież go tu nie ma i nie widzi mnie.
Chrześcijańskie pojęcie wszechobecności bożej jest jeszcze zbyt abstrakcyjne. Mitologia nordycka dostarcza prostsze wyjaśnienia. Poszurałem lekko nogą po podłodze.
- Tata, co to za dźwięk, kto to ?
- Jak to, nie wiesz ? Przecież to kruki Odyna !
- Jakie kruki ?
- Te co latają po całym świecie i mówią Mu, kto powinien dostać piękny sen.
- Acha, to już zasypiam...
Okazało się jednak, że nieopatrznie rozbudziłem Jego ciekawość... Zaatakował mnie serią pytań o kruki. Oczywiście szeptem, żeby kruki nie usłyszały...
sobota, 11 stycznia 2014
We wspólnym posłaniu
Podczas świątecznego zjazdu rodzinnego podjęliśmy próbę uśpienia Jasia, kuzynki Amelki i kuzyna Wiktora w jednym łóżku. W ramach tzw atrakcji dla dzieci. Jak się można domyślić, ponieśliśmy fiasko na całej linii :)
Za dużo emocji. Do łóżka dostali jeszcze małego kotka i próbowali go w nim zatrzymać. Kotek zwinny jest, szybko dał dyla do bezpiecznej kryjówki.
Gdy wreszcie się ułożyli do zasypiania, Johnny zażyczył sobie swoich przytulanek. Ok, rzucam mu. To nie był jednak pomysł wyciszający przed snem. Radość Juniora przerwał głos Amelki
- Czy ja muszę dostawać po głowie ?!
Ups, a wydawało mi się, że trafiłem...
Chwila ciszy i nagle Młodemu zebrało się na wieczorne pogaduchy. Papla jak sklepilarka nie wiadomo o czym. Tym razem Amelka z Wiktorem chórem spytali
- Wuja, a czy Jaś zawsze tak gada ? Nie możemy zasnąć...
Potem co chwilę było słychać czyjeś "Auć" oznaczające, że sąsiad się przewracał na drugi bok i trafił w nogę rękę plecy brzuch... W końcu słysząc intensywność szturchnięć szeptów i ziewów interweniowałem ewakuując Jaśka do drugiego łóżka. I to była słuszna decyzja, po chwili sądząc z rytmu orzechów towarzystwo spało.
Wróciłem do świata dorosłych przy suto zastawionym stole. Niedługo po mnie ukazał się Wiktor z pytaniem
- Czy oni muszą tak głośno chrapać ?! Zasnąć nie mogę..
I tak z grubsza skończyło się wspólne spanie :)
środa, 4 grudnia 2013
Kołderka
Jasiek ma poszwę na kołderkę. Z jednej strony białą w niebieskie kropki, z drugiej niebiesko-białe paski. Od dawna ją ma.
Usypianie. Pada codzienne, uświęcone już tradycją i ceremoniałem wieczornym
- Tata, przykryj mnie.
Oczywiście co jakiś czas "przypadkiem" się odkrywa cały, co jakiś czas tylko nóżka nie wiadomo dlaczego zaczyna mu wychodzić, takie nasze wieczorne zabawy. Kilka razy co wieczór powtarzamy rytuał i wszystko gra. Niestety, co jakiś czas się pomylę i wtedy słyszę
- Tata, nie tak mnie przykryłeś !
- A jak ma być !
- Nie wiesz ?! Przecież paseczkami do góry, a kropki na dole mają być !
W końcu zapamiętam. Chyba. Od jakiegoś roku czasem się mylę i nie może mi to wejść w krew ;)
poniedziałek, 18 listopada 2013
Przed snem
Mamy nowe obyczaje wieczorne. Przed snem Jasiek musi pożegnać się z Mamusią. Początkowo to był mocny buziak na dobranoc i mógł zasypiać. Potem pojawiły się wędrówki. Jeszcze jeden buziak. Prztulanko. Jeszcze coś musiał opowiedzieć. I tak pół godziny, spacerów, przeplatanych próbami utrzymania go w łóżeczku. Postanowiliśmy go przykrócić. Pomysł o dziwo zadziałał :) Rytuał przypomina trochę rozbudowany ceremoniał powitań raperów z getta. A więc mamy cykl ruchów, gestów ceremonialnych:
1. Buziak - oczywiście mocny i soczysty
2. Przytulanko
3. Piątka - przybijana z rozmachem
4. żółwik
I z głowy, już nie wędruje. Siła rytuałów. Musimy coś jeszcze wymyślić na szybkie przyjście do wanny :)
piątek, 1 listopada 2013
Tropiciel
Przyjechaliśmy do Babci i Cioci. Nadszedł wieczór, czas do łóżeczka. Oczywiście zaczęło wymyślanie odwlekające. Siusiu, pić, kupka, jeść, buziak na dobranoc... Nagle przypomniał sobie, że MUSI umyć ząbki. W jego ustach, przy jego stosunku do higieny jamy ustnej... brzmi dość nietypowo... wręcz dziwnie... ale nie wypada odmówić ... niepedagogicznie... może to się nie powtórzyć... a na pewno odmowę przypomni nam w najmniej spodziewanej chwili... Więc wygrzebujemy z walizy pastę, szczoteczkę. I słyszymy
- Brakuje kubeczka ! Wyjmijcie kubeczek !
- Ale nie wzięliśmy.
- Jak to ?
- Nie ma go w walizce...
- No to jest odpowiednie zadanie dla Tropiciela !
Po czym wybebeszył walizkę, kubka nie znalazł. Mimo wszystko baaardzo długo i, trochę rozczarowany, wyjątkowo dokładnie wzorował ząbki. Czyżby tropił mikroby ?