poniedziałek, 23 czerwca 2014

Telefon

Telefon mi się zepsuł. Zdarza się, gwarancja jest, problem niby niewielki. Awaria też niby niewielka, fotoaparat odmówił współpracy.
Tylko jak zwyklew chwili, w której akurat by się przydał... I chyba odwiecznym zwyczajem wszystkich ojców, z automatu w pierwszej chwili ochrzaniłem Młodego o współudział w psuciu. Owszem, kilka razy mu upadł. Tak samo jak mi. Zresztą, sam mu go daje do zabawy. . Potem głupio mi się zrobiło i Go przeprosiłem. Młodego, nie telefon.
Na marginesie: oddanie telefonu do serwisu kosztowało mnie 3 godziny w salonie. Paranoja. Za to dostałem telefon zastępczy. Nokię C2 :-) To jest maszyna, Jasiek nie umiał jej włączyć;)
I zaraz zaczął zabawę w dzwonienie. Wziął telefon Najwspanialszej. Dzwonił do mnie. Musiałem odebrać. Zamienić kilka słów. Oddzwonić z wypożyczonej perełki techniki. I tak dwadzieścia razy...
Siedzwałem na fotelu. Jasiek na kanapie. Niecałe dwa metry ode mnie. On włączył głośnomówiący...

piątek, 20 czerwca 2014

Języki na wakacjach

Jasiek nie jest fanem osłuchiwania się z językami obcymi. Czasem coś do niego zagadamy "po innemu", co spotyka się z natychmiastowym protestem
- Mówcie do mnie po normalnemu !
Przyznam, że Najwspanialsza ma na tym polu większe sukcesy... Może francuski lepiej mu brzmi w uszach ? Chociaż przyznam, że czasem wsłucha się w książeczkę po angielsku. Albo śmieje się w głos z rosyjskich pogawędek. Jak ma dobry humor, oczywiście ;)

Wybieramy się na urlop. Za granicę. Do kraju słowiańskiego, więc nie przewiduję większych barier językowych. Językiem tzw ogólnosłowiańskim zawsze się człek dogada. Czyli jakimś koszmarnym zlepkiem polskiego, lokalnego i rosyjskiego. Bez odwoływania się do starocerkiewnosłowiańskiego :) Zawsze działa. Jestem zdecydowanym wrogiem popadania w śmieszność, gdy dwaj bracia Słowianie komunikują się po angielsku. Ewentualnie w ostateczności ;)
I w ramach przygotowań do urlopu opowiadam Jaśkowi różne ciekawostki. I przygotowywuję go na zabawę z językiem :) Uczę go, jak się będzie mówić dzień dobry czy dziękuje. Ogólnie łapie klimat, ale zrodziła mu się w główce wątpliwość
- To ludzie tam nie mówią po polsku ?
- Nie. Ale to bardzo podobny język, powinniśmy ich rozumieć.
- A czy Oni będą mnie rozumieć ???
Jasiek jest strasznym gadułą. Uwielbia pogaduchy w sklepie, tramwaju itp. Więc rozumiem jego zmartwienie :)
- Jak będziesz mówił wyraźnie i powoli, to Cię zrozumieją.
- Super !

Zapowiada się ciekawie :)
Dobrze, że mu nie powiedziałem, że będziemy jechać też przez Węgry...

czwartek, 19 czerwca 2014

Samolot

Planujemy wakacje. Wybraliśmy miejsce, zaczynamy ogarniać przygotowanie. Do urlopu jeszcze mnóstwo czasu, ale trzeba kilka rzeczy wymyślić i zawczasu przygotować, żeby potem nie było wszystko naraz i na ostatnią chwilę. Jasiek między nami, siedzi i słucha. Sami go nakręcamy, że pojedziemy w fajne miejsce, jakie tam będą atrakcje itp I w pewnym momencie pyta z zapałem
- A polecimy tam samolotem ???
- ??? Skąd Jaśku taki pomysł ? Naszym autkiem pojedziemy przecież.
- A nie możemy samolotem ? Bo ja nigdy nie leciałem i bardzo bym chciał...

Nie powiem mu przecież, że jeszcze się w życiu nalata. Nie zrozumie, czemu nie. Coś tam mu bąknąłem, że to za blisko. I że w samolocie wszystkie nasze rzeczy by się nie zmieściły. Chyba przeszedł nad tym do porządku dziennego.

A na marginesie, jak ten świat się zmienił. Mi w jego wieku do głowy by to nie przyszło. Po prostu ludzie z reguły nie latali. Przeciętni ludzie. A dziś ? Nawet mi się czasem zdarza, więc nie dziwota, że też mu się lot zamarzył :)

środa, 18 czerwca 2014

Wychowanie

Synuś trochę się rozbisurmanił :) Przy wieczornym usypianiu przeszedł już samego siebie. Nie zdzierżyłem, sięgnąłem po groźby. Chyba synek jest trochę rozpieszczony.
- Jasiek, koniec tego dobrego, czas brać się za Twoje wychowanie na poważnie !
- Tatuś, ale ja już przecież jestem wychowany !
- ?! - czy to już bezczelność - nie wygląda na to...
- Przecież na występach w przedszkolu dla mamy i taty dziękowaliśmy Wam za wychowanie :)

I co z takim zrobić ? ;)

wtorek, 17 czerwca 2014

Występ w muzeum

Jaś wieczorami w wannie ćwiczył piosenkę o katarynce. Popołudniami na rowerku też. Szykują jakieś występy, pomyślałem sobie...
Przedszkole brało udział w chyba konkursie na rysunki kamienic praskich. Dzieci starsze.
Któregoś dnia oznajmił, że Jego i jeszcze kilkoro dzieci Pani wzięła do biblioteki koło sklepu kapciowego. I to jest specjalna biblioteka, w której nie wypożycza się książek tylko ogląda obrazy. Narysowane przez dzieci. Znaczy - galeria albo wystawa w bibliotece. A biblioteka dzieli pomieszczenie z biurem budowanego Muzeum Warszawskiej Pragi. Coś mi zaczęło świtać, gdy prawie zrozpaczony żalił się, że Pani nie mogła znaleźć do stroju butków z jego numerkiem dwa i osiem, miała tylko dwa i siedem, a takie mogą być za małe...Byli na próbie... I będą występować na wystawie obrazów. Pozostało pozostawić sprawy swojemu biegowi.
Następnego dnia.
- Jak tam było w przedszkolu ?
- Mieliśmy występy ! I byłem przebrany w takie spodnie i kamizelkę w kratkę, i śpiewaliśmy o kataryniarzu !
Więc, Jasiek zadowolony, występ udany, pochwaliłem go i poszliśmy na lody uczcić sukces sceniczny. Dumny był jak byk.

Szkoda tylko, że nie mieliśmy żadnej info z przedszkola, że dzieci mają taką uroczystość. Choćby po to, żeby dziecko pochwalić. I ewentualnie pójść zobaczyć. W końcu dla rodzica to też powód do dumy. 

wtorek, 10 czerwca 2014

Teatrzyk rodzicielski

W przedszkolu istnieje teatrzyk rodzicielski. sam się zgłosiłem celem rozpoczęcia kariery aktorskiej. Z reguły mamy same się zgłaszały. Tatusiowie byli raczej zgłaszani przez mamy ;)
Będę debiutował na scenie w przedstawieniu luźno opartym na losach niejakiej Śpiącej Królewny. W dwóch rolach. Każda ma do wygłoszenia dwie kwestie. Właściwie dwa zdania ;) Plus droczenie się z żabą ;)
Próby były. Pomysły coraz lepsze. W pewnym momencie zastanawiałem się, czy my nie lepiej się bawimy niż dzieci na przedstawieniu ;) pod koniec próby kilkoro "aktorskich" dzieci wchodziło do sali, zajmowało miejsce na widowni... i patrzyły jak zaczarowane. Nie szalały, nie biegły do nas, tylko patrzyły, co rodzice wyprawiają.
Dzieci "trupy aktorskiej" też brały udział w przedstawieniu. Byli rycerzami. Dumnie maszerowali przez scenę. W dodatku we właściwych momentach :)
Nadszedł dzień premiery. Towarzystwo jakieś takie stremowane było, ale wszystko poszło sprawnie, nikt nagle nie zaniemówił, nie rozglądał się nerwowo w poszukiwaniu podpowiedzi. Dzieciaki obserwowały, śmiały się we właściwych momentach... Nawet biły brawo, więc - sukces. Szczęśliwie nie kazały nam budować :)

A ja wzbogaciłem się o nowy dokument do CV ;)

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Pączek

Uparł się, więc w drodze do domu kupiliśmy pączka. Nie wiedzieć czemu postanowił zjeść go w domu. Ok, dorosły pewnych rzeczy nie zrozumie.
Doszliśmy, zabiera się do jedzenia. Podpowiadam mu, żeby wziął talerzyk. Wziął. Pojawił się jednak problem.
- Tato, a po paczki będę miał klejące rączki..
Doskonale go rozumiem. Też nie lubię, jak jedzenie mnie brudzi. W miarę możliwości staram się jeść udka czy pizzę rękami. Nie jest to obsesja na poziomie Monka, ale... Co innego w plenerze, gdy to ja brudzę jedzenie ;) Mimo wszystko bagatelizuję
- To umyjesz ręce i już :)
Szykuje sobie w kuchni tego pączka. Nie zaglądam, nie wtrącam się. Jest samodzielny. Wchodzi do pokoju z pączkiem na talerzyku. Ok. poradził sobie. Tylko... Na dłoniach ma założone jednorazowe gumowe rękawiczki. Takie do sprzątania lub apteczki. Cóż... W sumie zaradny i pomysłowy chłopak, to plus.
Zjadł, wyrzucił rękawiczki, cel osiągnięty, problem weyliminowany :)