Jaś wieczorami w wannie ćwiczył piosenkę o katarynce. Popołudniami na rowerku też. Szykują jakieś występy, pomyślałem sobie...
Przedszkole brało udział w chyba konkursie na rysunki kamienic praskich. Dzieci starsze.
Któregoś dnia oznajmił, że Jego i jeszcze kilkoro dzieci Pani wzięła do biblioteki koło sklepu kapciowego. I to jest specjalna biblioteka, w której nie wypożycza się książek tylko ogląda obrazy. Narysowane przez dzieci. Znaczy - galeria albo wystawa w bibliotece. A biblioteka dzieli pomieszczenie z biurem budowanego Muzeum Warszawskiej Pragi. Coś mi zaczęło świtać, gdy prawie zrozpaczony żalił się, że Pani nie mogła znaleźć do stroju butków z jego numerkiem dwa i osiem, miała tylko dwa i siedem, a takie mogą być za małe...Byli na próbie... I będą występować na wystawie obrazów. Pozostało pozostawić sprawy swojemu biegowi.
Następnego dnia.
- Jak tam było w przedszkolu ?
- Mieliśmy występy ! I byłem przebrany w takie spodnie i kamizelkę w kratkę, i śpiewaliśmy o kataryniarzu !
Więc, Jasiek zadowolony, występ udany, pochwaliłem go i poszliśmy na lody uczcić sukces sceniczny. Dumny był jak byk.
Szkoda tylko, że nie mieliśmy żadnej info z przedszkola, że dzieci mają taką uroczystość. Choćby po to, żeby dziecko pochwalić. I ewentualnie pójść zobaczyć. W końcu dla rodzica to też powód do dumy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz