piątek, 25 lipca 2014

Przystojniak

Wieczorna kąpiel, Jaśko siedzi w wannie i się bawi, ja go doglądam. W pewnej chwili spoglądam w lustro i rzucam
- Patrz, Jaśko, jakiego masz przystojnego farmę ;)
- Wcale nie ! To Jaś jest przystojny !

Jak Najpiękniejsza wytrzyma z dwoma Narcyzami w domu ?

czwartek, 24 lipca 2014

Wujatki

Mamy gości pomagających ogarnąć temat wakacyjnego niedoboru urlopu. Babcia z Amelką opiekują się Jasiem. Właściwie to Babcia próbuje zapanować nad dwoma nadaktywnymi żyjątkami. W celu odciążenia Babci, choć odrobinę, wziąłem dzień wolnego. Z zaleceniem Najwspanialszej z Żon i Matek, abym zapewnił żyjątkom odpowiednie dla warunków stolycy rozrywki. Nawet podsunęła mi kilka pomysłów, jak rejs statkiem (stan Wisły za wysoki), CN Kopernik (może być straszna kolejka i problem z biletami), ZOO (mogą wpaść na wybieg słoni czy żyraf), skansen (100 km za miastem) czy zamek w Czersku (bez odrobiny cienia). Ja oczywiście miałem swoje pomysły, ale z dziewczynką do czołgu chyba głupio iść, na Starówce żar z nieba, Twierdza Modlin wydała mi się niezbyt ciekawa na ten dzień, żadnych imprez militarnych nie było, a sam stwierdziłem, że Zamek Królewski będzie nudny dla kilkulatków. Więc - trzeba zorganizować wyprawę w poszukiwaniu dzikiej przyrody, w chaszcze nieprzebyte. Wybór padł na Park Skaryszewski. Najbliżej :) W dodatku jedzie się tam tramwajem, dodatkowa atrakcja. I chwila chłodu...
Skoro dzika przyroda, to trzeba zacząć tropić zwierzynę. Konkretnie wujatki. Czyli wiewiórki. Rude. I dzikie. Na zanętę jesteśmy wyposażeni w paczkę orzeszków. Ziemnych. W łupinkach, nie solonych w puszce ;)
Dotarliśmy. Szukamy wujatek. Po drodze ze dwie mijamy, dzieci zachwycone, ale ja uparcie zmierzam w stronę "Wujatkowej Górki", gdzie zwykle  przebywają stadami. Tym razem... Cóż, chyba było im za gorąco, bo ledwie kilka rozproszonych spotkaliśmy. Zostaliśmy więc tropicielami wujatek.
Z początku dzieciaki nie wiedziały, jak ich szukać. Dostrzegałem jakąś w oddali, wskazywałem kierunek. Po kilku same zaczynały je dostrzegać że 100 metrów. Powoli, ostrożnie podchodziliśmy. Kusząc je odwiecznym
- Basia, Baśka, naści orzeszka.
Parkowe wujatki oswojone, wysuwały do nas pyszczki, brały orzeszki. Tylko... zaraz zlatywały się też wielkie czarne ptaszyska kradnące orzechy. Jasiek, dzielny obrońca przyrody, rozganiał je w obronie wujatek. Zabawę mieliśmy świetną. Dzieci też :)

Potem w domu opwiedziałem Najambitniejszej i Najbardziej Pomysłowej z Żon o przebiegu dnia. Cóż, chyba nie podzielała mojego entuzjazmu. Potem kątem ucha zasłyszałem, jak przez słuchawkę  opowiada swej Siostrze, a mojej Szwagierce
- Wiesz, jaką atrakcję dzieciom w mieście zapewnił Michu ? Karmienie wiewiórek !!!
Z otchłani słuchawki dobiegło parsknięcie śmiechu. Nawet nie tłumione. .. Szukałem oparcia we własnej Siostrze. Też nie znalazłem, za to uraczyła mnie opowieścią, jak to Jej mąż a mój Szwagier w ramach atrakcji dla dwulatki wziął Ją do marketu na dział motoryzacyjny, a potem na jedną rundkę na bujane autko. Fajnie.
Cóż, kobiety są jakieś inne...

środa, 23 lipca 2014

Czwarta nad ranem

Czwarta nad ranem.
- Tataaa !
Chwila na ocknięcie się. Ukochana śpi. Idę sprawdzić, w czym rzecz
- Czemu nie śpisz koło mnie ?
Ok, kładę się na podłogę. Po chwili słyszę miarowy oddech, podejmuję próbę powrotu do łóżka. Własnego.
- Tata, dokąd Ty idziesz ?
Bez słowa kładę się z powrotem.
- Wiesz co, Tata ? Daj mi rękę, będę trzymał żebyś nigdzie nie poszedł...

poniedziałek, 21 lipca 2014

Pestka

Coś drobnego trzeba było pomóc Babci. Podnieść coś z podłogi czy wyjąć z lodówki, już nie pamiętam. Jasiek zawsze gotów do pomocy, zwłaszcza w kuchni
- Ja to zrobię, bez pestki !
???
- Coś mówiliście o robieniu z pestką...

Ktoś z rodziny chyba niedawno rzucił "To dla mnie pestka" czy coś podobnego. Nowy zwrot przyswojony :)

piątek, 18 lipca 2014

Czyste auto

Dziecko u Babci, nadmiar wolnego czasu i chęć zrobienia wszystkiego, na co nie ma zwykle czasu i możliwości. Wybór padł na czyszczenie wnętrzności wściekłej lochy, czyli auta od środka. Z zapałem podszedłem do tematu, szyby fotele plastiki bagażnik... Dwa dni doskonałej zabawy, efekt jest. Lśni jak w salonie nówka sztuka :)
Pojechaliśmy po dziecko. Wróciliśmy z dwoma. Trzy godziny jazdy i.... ciasteczko kanapka soczek buty oparte o fotel. Wypakowałem walizy, nieśmiało spoglądam do środka. Ja w ogóle kiedyś czyściłem to auto ? Z przodu nadal nówka, tył wrócił do stanu ustalonego, normalnego... Muszę dobrudzić przód, żeby nie było takiego kontrastu ;)

czwartek, 17 lipca 2014

Wieczór bez dziecka

Więc po wywiezieniu Jasiulka do Babci usiedliśmy wieczorem na kanapie. Otworzyłem jakieś piwo, Najpiękniejszej nalałem drinka. Co tu robić, jak się zachować ? Ostatni raz w takiej sytuacji byliśmy jakieś 5 lat temu... Przerwałem ciszę niespokojnym głosem
- Zobaczę, czy Jaś się nie odkrył...
Odruch Pawłowa, reakcja automatyczna... W sumie nie jest łatwo przestawić się na nową sytuację. Zwłaszcza, gdy człowiek w kilka dni próbuje nadrobic wszystkie zaległości "bo przecież mamy czas". Zwłaszcza zaległości w sprzątaniu i remontach. I wyjściach z domu.

Wieczorem, w łóżku, czegoś nam brakowało. Coś było nie tak. Po chwili zdaliśmy sobie sprawę, że próbujemy usłyszeć spokojne pochrapywanie z drugiego pokoju...
Trochę jak tykanie starego  zegara. Które niby przeszkadza, ale gdy zegar się zepsuje nie można zasnąć, brakuje tego rytmicznego tik-tak :)

środa, 16 lipca 2014

Dziecko na wakacjach

Jaś wyjechał do Babci na wakacje. No, wywieźliśmy go.  Samego. Pierwszy raz. Z duszą na ramieniu...
Pojechał na cały tydzień. Z perspektywą, że jak zacznie tęsknić, płakać, to za dwa dni pojadę na ratunek. Cóż... Ostatecznie kończy się drugi tydzień pobytu. I jakoś nie rozpacza. Nie płacze. Tęskni, ale trzyma się dzielnie. Zaskoczeni jesteśmy, że tak dzielnie daje radę :) Nawet z nim gadamy przez telefon i nie powoduje to ataku tęsknoty. Umie już chłopak panować nad emocjami. Potrafi też je wyrażać. Jest dobrze :)
Inna sprawa, że rodzinka zapewniła mu pakiet atrakcji. Basen, działka, karmienie kaczek, mecz ligi okręgowej, zmoknięcie na deszczu, wypad do kina, pyszne śniadania z czym tylko chce... Gdzie mu lepiej niż u Babci i Cioci ? Tym bardziej, że na widok Jasia trzy lata starsza miejscowa kuzynka stwierdziła, że Ona też idzie na tydzień do Babci, Dzieciaki były szczęśliwe, babcia... dała radę ;)
Pod koniec już odliczał dni, już mu się mocno dłużyło, powtarzał że chciałby już weekend, ale łezki nie ironił. Dzielny chłopak :)
A potem... Po wybuchu szczęścia, gdy po niego pojechaliśmy, zabraliśmy do domu też Babcię. Jeszcze tydzień nam pomoże. A oprócz babcią zabrała się z nami jasiowa kuzynka. Też wyjechała na wakacje, do Cioci i Wuja, no i do Jasia :-) Czyli mamy pełną gwaru chatę :) Teraz tylko zapewnić im jakieś atrakcje trzeba...