Jaś wyjechał do Babci na wakacje. No, wywieźliśmy go. Samego. Pierwszy raz. Z duszą na ramieniu...
Pojechał na cały tydzień. Z perspektywą, że jak zacznie tęsknić, płakać, to za dwa dni pojadę na ratunek. Cóż... Ostatecznie kończy się drugi tydzień pobytu. I jakoś nie rozpacza. Nie płacze. Tęskni, ale trzyma się dzielnie. Zaskoczeni jesteśmy, że tak dzielnie daje radę :) Nawet z nim gadamy przez telefon i nie powoduje to ataku tęsknoty. Umie już chłopak panować nad emocjami. Potrafi też je wyrażać. Jest dobrze :)
Inna sprawa, że rodzinka zapewniła mu pakiet atrakcji. Basen, działka, karmienie kaczek, mecz ligi okręgowej, zmoknięcie na deszczu, wypad do kina, pyszne śniadania z czym tylko chce... Gdzie mu lepiej niż u Babci i Cioci ? Tym bardziej, że na widok Jasia trzy lata starsza miejscowa kuzynka stwierdziła, że Ona też idzie na tydzień do Babci, Dzieciaki były szczęśliwe, babcia... dała radę ;)
Pod koniec już odliczał dni, już mu się mocno dłużyło, powtarzał że chciałby już weekend, ale łezki nie ironił. Dzielny chłopak :)
A potem... Po wybuchu szczęścia, gdy po niego pojechaliśmy, zabraliśmy do domu też Babcię. Jeszcze tydzień nam pomoże. A oprócz babcią zabrała się z nami jasiowa kuzynka. Też wyjechała na wakacje, do Cioci i Wuja, no i do Jasia :-) Czyli mamy pełną gwaru chatę :) Teraz tylko zapewnić im jakieś atrakcje trzeba...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 16 lipca 2014
Dziecko na wakacjach
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz