Czwarta nad ranem.
- Tataaa !
Chwila na ocknięcie się. Ukochana śpi. Idę sprawdzić, w czym rzecz
- Czemu nie śpisz koło mnie ?
Ok, kładę się na podłogę. Po chwili słyszę miarowy oddech, podejmuję próbę powrotu do łóżka. Własnego.
- Tata, dokąd Ty idziesz ?
Bez słowa kładę się z powrotem.
- Wiesz co, Tata ? Daj mi rękę, będę trzymał żebyś nigdzie nie poszedł...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 23 lipca 2014
Czwarta nad ranem
wtorek, 20 maja 2014
Dziewiąta wieczór
Jaś zasypia o dziewiątej wieczorem. Regularnie.
Oczywiście, są wyjątki. Czasem jest tak zmęczony, że zaśnie pół godziny wcześniej. Czasem tak podekscytowany bądź rozemocjonowany, że nawet godzinę później. Jednak te wyjątki dotyczą nie więcej niż 5 - 10 dni w roku. Poza nimi punkt dziewiątą śpi. No, plus minus dziesięć minut i dokładność zegarka.
Nawet nie próbujemy tego zmienić. Są rzeczy niezmienialne całkiem niezależnie od nas.
Czasem jest wykończony, miał ciężki dzień, zmęczył się, był na wycieczce. Czasem my jesteśmy wykończeni trudnym dniem, w skrytości duszy chcemy mieć go z głowy, marzymy tylko, żeby jak najszybciej usnął. Nic z tego. Im bardziej się staramy, tym mniej On śpi .
Czasem wstanie przed szóstą rano. W dodatku w weekend. Cały dzień spiskujemy, knujemy, żeby go oszukać, położyć wcześniej. Chociaż pół godziny wieczorem zyskać. Nic z tych rzeczy.
Kładziemy go trochę wcześniej. Czytamy najkrótszą możliwą bajkę. Szczelnie zasłaniamy okno, usuwamy z pola widzenia wszystkie możliwe rozpraszacze, ściszam muzykę, udaję że sam śpię..
Próżny trud. Godziny zachodu słońca i przyjazdu pociągu też nie da się zmienić. Pogodzić się z pewnym faktami trzeba i już :)
sobota, 22 marca 2014
Zabawa w spanie
Dawno dawno, miał jakiś roczek. Mniej więcej. Raczej mniej. Usypiałem go. Coś tam gadałem czy śpiewałem, bawiliśmy się i powstrzymywałem go przed uciekaniem z łóżeczka. I znienacka zaczął się bawić w spanie. Pochrapywał nanibowo. Po czym otwierał oczy ze śmiechem i spojrzeniem pt "ale świetna zabawa, teraz Ty !" :)
A ja sobie z rodzicielską dumą uświadomiłem, że Maluszek osiągnął kolejny kamień milowy rozwoju. Zabawa abstrakcyjna, w udawanie. Byłem dumny jak paw ! To jedna z chwil, które głęboko mi utkwiły w pamięci.
Jedne zdarzenia przemijają, inne właśnie rodzic zapamięta na zawsze. Dlaczego akurat te nie inne ? Nie wiem. Ale wiem, które będę wnukom opowiadał. I niecierpliwie czekam na następne :)
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Niespanie
Dawno dawno temu, w czasach zupełnej niesamodzielności...
Borsuczek lubi jeść. Szczęściem nie wdał się we mnie. Za mną tata podobno biegał wokół stołu udając małpę, żebym tylko zechciał przełknąć kęs. Albo babcia sadzała na oknie, opowiadała niestworzone historię próbując przemycić w środku zdania choćby łyżkę domowych lanych kluseczek... Chwała Bogu, młody zżera wszystko. Prócz sałaty, którą może spałaszować tylko w przedszkolu. Taki ma kaprys :)
Dawno dawno temu, jeszcze gdy kopał przez brzuch... Potrafił mnie zbudzić kopniakiem przez dwie warstwy skóry.
Z lektur i opowieści miałem wiedzę, ile godzin Myszaty powinien spać, a ile czuwać w wieku miesiąca, dwóch, trzech... I miałem wyobrażenie, że śpi w sposób ciągły z dwiema czy trzema pobudkami na dobę. I że w ciągu tych pobudek pół godzinki nacieszy się światem, po czym spokojnie zaśnie. A karmienie książkowe co ok. trzy godziny to chyba w takim półśnie.
Niewiele później...
Kto te wszystkie bzdury w książkach napisał ?! Co mi krewni i znajomi za głupoty opowiadali ?!
Udawało mu się zasnąć, po dłuższym czasie wsłuchiwania się w kołysankę autorską fałszowaną przeze mnie bądź klasyczną głosem mamci znacznie bliższym oryginalnej melodii, czasem były to opowieści moje o zasadzie działania żarówki bądź kwantowym efekcie Halla, jak Muza poetyki mnie opuściła. Około 8 wieczorem. Po jakichś dwóch godzinach zapałki w naszych oczach przestają działać. Nauczeni doświadczeniem podejmujemy szybką próbę karmienia, przez sen, na ogół zakończoną sukcesem. Dzięki temu nie zostaniemy poderwani na nogi 15 minut od podjęcia próby ułożenia się. Dobra, lezymy, sen przychodzi natychmiast. Już organizm się dostosował i wykorzystuje każde 10 na drzemkę. Nawet na stojąco w tramwaju.
Tym razem mamy luz przynajmniej do północy. Potem jak lunatycy. Cichy kwęk z łóżeczka, przez półsen nachylam się nad łóżeczkiem, wsuwam pod niego dłonie, unoszę "na widlaku", powoli, żeby się zbytnio nie rozbudził, podsuwam też półprzytomnej Matce Karmicielce,mają chwilę tylko dla siebie. Ja usiłuje w międzyczasie nie zasnąć. Byle nie zmrużyć oka... Więc udawałem się na spacer. Do lodówki. On je, to ja też mogę :) Kanapeczka, jogurcik, płatki z mlekiem. On rośnie, ja też mogę. Niebawem trzeba było kupić nowe ubrania Młodemu, i portki dla mnie :)
Koniec sielanki. Posiłki wchłonięte. Młody na ramię, mały bek i delikatnie do łóżeczka. Śpi, jest dobrze. Jeszcze dwa podejscia do przekąski i nastanie ranek. Koło 6. I w takim rytmie minęło kilka miesięcy.
Nie zawsze jednak szło zgodnie ze schematem. Czasem pampers nie wytrzymał. Czasem pampers był na granicy i przezornie próbowaliśmy go delikatnie zmienić. A czasem po prostu stwierdzał, że poznawanie świata jest dużo fajniejsze od spania. I znowu próbowaliśmy śpiewać, tulić, kołysać, lulać. Albo po prostu patrzyliśmy przez okno w światła wielkiego miasta. Przez godzinę, dwie... Zrezygnowani oddaliśmy mu inicjatywę, co było robić. Aż z łaski swojej zasnął.
A potem oby do szóstej chociaż dospał. Do dzisiaj został mi zwyczaj wstawiania w weekend o pogańskiej godzinie, by w spokoju chociaż kawę wypić.
A On... Jeśli akurat spał z nami, potrafił mi o wschodzie słońca włożyć w oko duży palec od nogi. Częściej jednak około piątej przypełzał, próbował podnieść mi głowę z hasłem "wśtałem, bawimy się". Do dzisiaj Mu to zostało :) Postęp taki, że robi to mniej więcej dwie godziny później.