Pokazywanie postów oznaczonych etykietą auto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą auto. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 sierpnia 2014

Foka

Wizyta u siostry mej i Jej przychówku. Młodszego, 2,5-letniego, bo starszy był akurat na wakacjach.
Młodzi niedawno auto kupili. Focusa Forda. W slangu małej Ali - fokę.
Wybieramy się do miasta, w jedno auto się nie zmieścimy, Ala mówi, że chce jechać Foką, więc zabieram się do przełożenia jej fotelika do Foki. A ta protestuje
- Ale ja ciem jechać wasą Foką !
Wściekła Locha została więc przechrzczona na Fokę. Czyli w Ali języku synonim auta.
Potem jeszcze się nasłuchaliśmy
- Wujek, wasia foka jest ślicna. I ma piękną muzykę !

Problemem było tylko, że dzieciaki chciały być równocześnie zapinane i wypinane z fotelików. Żeby żadne nie było ostatnie. Po kilku próbach doszliśmy w tym do perfekcji.

piątek, 18 lipca 2014

Czyste auto

Dziecko u Babci, nadmiar wolnego czasu i chęć zrobienia wszystkiego, na co nie ma zwykle czasu i możliwości. Wybór padł na czyszczenie wnętrzności wściekłej lochy, czyli auta od środka. Z zapałem podszedłem do tematu, szyby fotele plastiki bagażnik... Dwa dni doskonałej zabawy, efekt jest. Lśni jak w salonie nówka sztuka :)
Pojechaliśmy po dziecko. Wróciliśmy z dwoma. Trzy godziny jazdy i.... ciasteczko kanapka soczek buty oparte o fotel. Wypakowałem walizy, nieśmiało spoglądam do środka. Ja w ogóle kiedyś czyściłem to auto ? Z przodu nadal nówka, tył wrócił do stanu ustalonego, normalnego... Muszę dobrudzić przód, żeby nie było takiego kontrastu ;)

wtorek, 27 maja 2014

Myjnia

Jedziemy gdzieś przez miasto. Nagle z tyłu, z fotelika słyszę
- Czy nasze Volvo też może być takie czyste i lśniące jak tamte auta ?
Aż mi się głupio zrobiło... Pozimowe mycie w maju...
- Jedziemy na ręczną myjnię ?
- Ja chcę na taką na stacji, jak w telewizji widziałem, gdzie takie szczotki same myją...
Dobra, Jasiek nigdy na szczotach nie był. Pojazd też :) obaj będą mieli pierwszy raz ;)

Z fascynacją patrzył, jak szczoty jeżdżą, chlapią, czyszczą. A potem podziwiał ze wszystkich stron, jak pojazd lśni :)

poniedziałek, 19 maja 2014

Autem do przedszkola

Zwykle Najwspanialsza odprowadza Jasia do przedszkola. Czasem, wskutek tzw. przyczyn losowych mi się zdarza. Blisko jest, zawsze chodzimy piechotą. Z powrotem jedziemy autobusem. Jeden przystanek. Tak się przyjęło :)
Kilka dni temu miałem dzień wolny. Czasem jest potrzebny. Na mnie wypadło odprowadzenie do przedszkola. Ok. Od świtu lało niemiłosiernie. Stwierdziliśmy, że zawiozę go samochodem. Nie zmoknie, nie zmarznie, katarek nie przekształci się w chorobę, nie będzie potrzebne L4. Nie wiem, czy kiedyś już go tam wiozłem.
Budzimy Go. Ciężko idzie. Udaje, że nasze poczynania w ogóle Go nie dotyczą. Motywujemy
- Dziś Tatuś Cię odprowadzi.
łypnął jednym okiem, skrzywił usta w półuśmiechu i wrócił do stanu wyjsciowego, czyli snu zimowego. Siegam po ostateczny argument
- Zawiozę Cię dziś autem do przedszkola.
Aż tak gwałtownej reakcji się nie spodziewałem. Wystrzelił w górę jak sprężyna, błyskawicznie ogarnął wszystkie regulaminowe poranne czynności jak mycie ubieranie itp. I zanim jak się uszykowałem ze wszystkim stał gotowy przy drzwiach. Jak chce to potrafi :)

Zawiozłem go szczęśliwego zastanawiając się, czy dłuższa droga jest z domu do garażu, czy z garażu do przedszkola, bo jakoś około połowy to wypada. Dobrze, że chociaż po drodze :)

niedziela, 4 maja 2014

Wyjazd z garażu

Od pewnego czasu Jasiek nie wyprowadza ze mną auta z garażu siedząc mi na kolanach. Zostaje na zewnątrz I kieruje ruchem machając rękami. Przy okazji mówi mi, czy coś jedzie. Zmiana zwyczajów, nowa fascynacja i zabawa :) Mi tak wygodniej.
Ale przede wszystkim zmiana ta uświadomiła mi, jak chłopak wyrósł, dojrzał. Na tyle, że względnie mogę mu zaufać, zostawić go przy drzwiach samego. Nie ucieknie przed siebie zaintrygowany czymś, nie wbiegnie mi pod koła, nie złapie nagle auta. Będzie spokojnie czekał aż wyjadę. Oczywiście bez przerwy gadając coś do mnie przez otwarte okno.

Nawet się pewnie nie obejrzę, jak powie
- Tata, daj kluczyki, dzisiaj ja wołowinę wyprowadzę z garażu.
Pozostaje otwartą kwestią, jakie będziemy mieli wtedy auto I co z garażem :)

wtorek, 21 stycznia 2014

Oglądamy autka

Czasem uprawiamy sobie z Jaśkiem turystykę samochodową. Znaczy idziemy do jakiegoś salonu samochodowego. Bez uprzedzeń, co się trafi, od Dacii po Lexusa. Porsche dopiero w planie ;) Obaj mamy frajdę, kandydat na mężczyznę sobie posiedzi w fajnych autkach, mężczyzna ogląda i udaje chętnego na zakup. Generalnie jesteśmy akceptowanymi gośćmi, jest miło zgodnie z zasadą "frontem do klienta". Oczywiście nie przeginamy i powstrzymuje Młodego od zabawy w autach o wartości wyższej niż nasze mieszkanie. Aczkolwiek w Lexusie usłyszałem, żeby dziecka nie ograniczać, bo może jednak Tatuś kiedyś będzie bogaty i syn go namówi :) Często wychodzimy z breloczkiem czy maskotką, zawsze z prospektem.

Ostatnio sobie gdzieś jechaliśmy i spontanicznie wymyśliliśmy oglądanie Audi. Bo czemu nie :) Wchodzimy, ja z miną umiarkowanie zainteresowaną oglądam sobie całkiem zgrabne A3 w sedanie, Junior siedzi za kierownicą i dokądś nanibowo jedzie. Skromnie, mogliśmy wejść do A8 :) Podchodzi sobie Pan, myślę - znowu będzie opowiadać o parametrach, zachęcać na jazdę próbną - chyba mu powiem, że na razie wstępnie rozglądam się za tego typu autem i wyrażę umiarkowane zainteresowanie. A  ten z miejsca mnie do pionu, z miną MarketKapo - w końcu marka niemiecka, ordnung muss sein:
- Ja proszę, żeby dziecko w ogóle nie dotykało samochodów, zaraz coś urwie, z daleka może popatrzeć.
Z wyrazem twarzy "Pan w ogóle to czego tu szuka", jak przysłowiowa sklepowa z poprzedniego ustroju. I tu Młody mnie zupełnie zaskoczył. Spojrzał spode łba na MarketKapo, i stwierdził
- Tata, chodź, kupimy jednak to fajne Volvo, gdzie jest miła Pani.
MarketKapo zaczął mieć minę trochę niewyraźną, nie do końca wiedział, na ile Młody mówi poważnie. Wszedłem szybko w rolę i przypomniałem człowiekowi, że jego rola sprowadza się do pokazania mi auta w każdej sytuacji, a skoro w tym modelu szybko odpadają klamki, to chyba nie tego szukam...
Minę miał jeszcze głupszą, gdy przez szybę obserwował, jak sobie odjeżdżamy czyms innym niż 15-letnia Skoda...

wtorek, 22 października 2013

Parkowanie

Będąc dzieckiem w wieku zbliżonym do Jaśka, Tata brał mnie na kolana w aucie i "prowadziłem" prawdziwego dużego Fiata 125p.  Do dziś to pamiętam i nie chcąc, by taka atrakcja ominęła Jaśka, chowając furę w garaż biorę go na kolana i "sam" kręci.
Garaż jak garaż, w podziemnym parkingu, wąska alejka, wąski wjazd, łatwo nie jest, trzeba tyłem. Rzadko kiedy na raz wyjadę, zazwyczaj na dwa. Za pierwszym razem było "na sześć", a garażowy sąsiad patrzył i rechotał :) Jasiek mi "pomaga".
Więc...
Kiedyś w połowie wjazdu auto gaśnie. Cholera, hamulec, stoi, źle wysprzęglałem ? "Jasiek, nigdy więcej tak nie rób !!!". Już umie dosięgnąć kluczyków. 
Kiedyś wjezdżamy, coś za cicho, intuicja mówi, że czujnik parkowania powinien się już odezwać dawno. Zepsuł się ??? Gwarancja niby jest, ale zawsze to problem. Dobrze, że nie jechałem na pamięć i nie wkomponowałem zderzaka w rower. Malowanie nowego auta nie jest moim marzeniem. Czytam komunikat "Wciśnij ENTER by włączyć asystenta parkowania". To jego można w ogóle wyłączać ? Znaczy, Młody pstrykał aż mu się udało wyłączyć.
Kiedyś wjezdżamy, on o dziwo na siedzeniu pasażera, w ulubionej pozycji - czyli na skraju fotela, blisko szyby aby coś widzieć. Cofam na czujnik i moje ukochane ogromne lusterka. Przez tylną sztuce nie widzę, gdzie bolid się kończy.. Lewa strona wchodzi ładnie między ściany, czujnik pika jak zawsze, rzut oka w prawe czy mam jeszcze cm luzu... Wrrr, stop. Lusterko zniknęło ? Nie, to ogromny łeb synka je zasłonił. "Jasiu oprzyj się bo nie widzę". "Ale wtedy ja nie będę widział !!!". Umie walczyć o swoje. Ale postanowiłem jednak mu nie zaufać w ocenie ilości miejsca. Uznał moją zwierzchność pod groźbą przypięcia pasem. Na wystarczająco długą chwilę.

Czasami udaje mi się samemu odstawiać auto. Delektuję się wtedy każdym centymetrem. Po treningu w warunkach ekstremalnych parkowanie prostopadle tyłem idzie jak po sznurku. Jak wjazd maluchem w hangar lotniczy :)