W zamierzchłych czasach wyrósł Jasiek z nosidełka i rozsiadł się w foteliku samochodowym. Fajnie, wygodnie, bezpiecznie, co jakiś czas tylko regulowałem wbudowane pasy. W końcu rośnie i trzeba je wydłużać.
Od zimy jakoś tak ciężko go zapiąć, czasem narzeka, że go cisną. Maruda. Ale przyszła wiosna, zdjął kurtkę, sweter, dało radę :)
Pojechał na wakacje do Babci. Zabraliśmy mu zapasowy fotelik - może wujek będzie go chciał gdzieś podwieźć ? Choćby na działkę :) Chciałem mu na miejscu wyregulować wbudowane pasy - a tu klops ! Nijak nie da się ich bardzej naciągnąć. Ani Jaśka bardziej zwinąć ;) Cóż - jakby wyrósł ? To już ?!
W domu czyszczę auto w środku, czasem trzeba. Wyjąłem fotelik "główny" - a na nim nalepka głosi, że pasy wbudowane obejmują dzieci do 18 kg... A Młodemu że 22 już stuknęło.
Kolejny etap nie wiadomo kiedy przyszedł. Czas przejść na pasy zwykle, samochodowe, zobaczyć jak to się montuje. Może by mu z fotelika wyjąć też wkładkę / poduszkę dla małych dzieci ? Będzie luźniej...
A w głowie kołacze się pytanie - to już ?! Przecież on jest jeszcze malutki !
Dobrze, że mamy fotelik na tzw pełny zakres rozwoju. Pewnie niedługo zostanie sam tzw poddupnik :)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
piątek, 4 lipca 2014
Fotelik samochodowy
wtorek, 27 maja 2014
Myjnia
Jedziemy gdzieś przez miasto. Nagle z tyłu, z fotelika słyszę
- Czy nasze Volvo też może być takie czyste i lśniące jak tamte auta ?
Aż mi się głupio zrobiło... Pozimowe mycie w maju...
- Jedziemy na ręczną myjnię ?
- Ja chcę na taką na stacji, jak w telewizji widziałem, gdzie takie szczotki same myją...
Dobra, Jasiek nigdy na szczotach nie był. Pojazd też :) obaj będą mieli pierwszy raz ;)
Z fascynacją patrzył, jak szczoty jeżdżą, chlapią, czyszczą. A potem podziwiał ze wszystkich stron, jak pojazd lśni :)
poniedziałek, 19 maja 2014
Autem do przedszkola
Zwykle Najwspanialsza odprowadza Jasia do przedszkola. Czasem, wskutek tzw. przyczyn losowych mi się zdarza. Blisko jest, zawsze chodzimy piechotą. Z powrotem jedziemy autobusem. Jeden przystanek. Tak się przyjęło :)
Kilka dni temu miałem dzień wolny. Czasem jest potrzebny. Na mnie wypadło odprowadzenie do przedszkola. Ok. Od świtu lało niemiłosiernie. Stwierdziliśmy, że zawiozę go samochodem. Nie zmoknie, nie zmarznie, katarek nie przekształci się w chorobę, nie będzie potrzebne L4. Nie wiem, czy kiedyś już go tam wiozłem.
Budzimy Go. Ciężko idzie. Udaje, że nasze poczynania w ogóle Go nie dotyczą. Motywujemy
- Dziś Tatuś Cię odprowadzi.
łypnął jednym okiem, skrzywił usta w półuśmiechu i wrócił do stanu wyjsciowego, czyli snu zimowego. Siegam po ostateczny argument
- Zawiozę Cię dziś autem do przedszkola.
Aż tak gwałtownej reakcji się nie spodziewałem. Wystrzelił w górę jak sprężyna, błyskawicznie ogarnął wszystkie regulaminowe poranne czynności jak mycie ubieranie itp. I zanim jak się uszykowałem ze wszystkim stał gotowy przy drzwiach. Jak chce to potrafi :)
Zawiozłem go szczęśliwego zastanawiając się, czy dłuższa droga jest z domu do garażu, czy z garażu do przedszkola, bo jakoś około połowy to wypada. Dobrze, że chociaż po drodze :)
wtorek, 18 marca 2014
W garażu
Jedziemy na zakupy. Idziemy po bolid do garażu. Na szczęście nie musimy już zaglądać do wszystkich zakątków podziemia. Ani gasić 10 pożarów po drodze. Ani kopać wszystkich kamyczków. Czasem pogadamy chwilę z którymś z garażowych sąsiadów, pożartujemy. Czasem odbędziemy szaleńczy wyścig na hasło
- Kto ostatni ten zgniła jagoda !
I zaczynamy szykować bolid do drogi. Trzeba go rozpakować. Mały pomocnik chce być jak najbardziej przydatny. Zdejmujemy plandekę. Używany ze względu na nie do końca szczelny dach. Czynność miałem jako tako opanowaną, ale ostatnio Jaś mi w tym pomaga. Zawsze coś się splącze. Życie, Podrośnie, będzie szło sprawniej. Rozkłada lusterka. Może jednak ich nie urwie. Otworzyć auto też musi sam. Nawet nie próbuję dyskutować.
Za to już nie wyjeżdżamy razem, z nim na kolanach. Jaś kieruje ruchem ! Ja wsiadam SAM, On wychodzi przed garaż. Mówi mi, krzyczy raczej
- Możesz jechać, droga wolna, nic nie jedzie, stój, skręć koła, dobrze, dalej do przodu, zmieścisz się...
Przy tym macha rękami jak milicjant na skrzyżowaniu.
Udało się. Zamykamy garaż, jazdy zajmuje swoje miejsce, i możemy jechać.
Czasami dodatkową atrakcją jest dolewania płynu do spryskiwacza. Wow, Tata otwiera silnik ! Oczywiście, małe rączki chcą wszystkiego dotknąć :) Tylko... Silnik ma to do siebie, że zbyt czysty nie jest. A bywa też gorący. Więc wymaga to ode mnie wzmożonej uwagi. Otwieram wlew. Wkładamy lejek. Otwieram butlę, zwyczajowo klnąc najnowszą koncepcję zakrętki. Potem Najbardziej Wyrozumiała dowie się, że płyn miał jakąś "głupią zakrętkę". Ustaliliśmy, że Junior trzyma lejek, ja butlę. Gul gul gul, kenny nalewamy
- Tata, nie tak dużo, zimowy płyn musi starczyć na całą zimę !
I nie dał sobie wytłumaczyć, że w aucie jest zbiornik. Cóż, niewidoczny, ukryty gdzieś w silniku. Potem doleję, nie miałem siły na dyskusję...
wtorek, 21 stycznia 2014
Oglądamy autka
Czasem uprawiamy sobie z Jaśkiem turystykę samochodową. Znaczy idziemy do jakiegoś salonu samochodowego. Bez uprzedzeń, co się trafi, od Dacii po Lexusa. Porsche dopiero w planie ;) Obaj mamy frajdę, kandydat na mężczyznę sobie posiedzi w fajnych autkach, mężczyzna ogląda i udaje chętnego na zakup. Generalnie jesteśmy akceptowanymi gośćmi, jest miło zgodnie z zasadą "frontem do klienta". Oczywiście nie przeginamy i powstrzymuje Młodego od zabawy w autach o wartości wyższej niż nasze mieszkanie. Aczkolwiek w Lexusie usłyszałem, żeby dziecka nie ograniczać, bo może jednak Tatuś kiedyś będzie bogaty i syn go namówi :) Często wychodzimy z breloczkiem czy maskotką, zawsze z prospektem.
Ostatnio sobie gdzieś jechaliśmy i spontanicznie wymyśliliśmy oglądanie Audi. Bo czemu nie :) Wchodzimy, ja z miną umiarkowanie zainteresowaną oglądam sobie całkiem zgrabne A3 w sedanie, Junior siedzi za kierownicą i dokądś nanibowo jedzie. Skromnie, mogliśmy wejść do A8 :) Podchodzi sobie Pan, myślę - znowu będzie opowiadać o parametrach, zachęcać na jazdę próbną - chyba mu powiem, że na razie wstępnie rozglądam się za tego typu autem i wyrażę umiarkowane zainteresowanie. A ten z miejsca mnie do pionu, z miną MarketKapo - w końcu marka niemiecka, ordnung muss sein:
- Ja proszę, żeby dziecko w ogóle nie dotykało samochodów, zaraz coś urwie, z daleka może popatrzeć.
Z wyrazem twarzy "Pan w ogóle to czego tu szuka", jak przysłowiowa sklepowa z poprzedniego ustroju. I tu Młody mnie zupełnie zaskoczył. Spojrzał spode łba na MarketKapo, i stwierdził
- Tata, chodź, kupimy jednak to fajne Volvo, gdzie jest miła Pani.
MarketKapo zaczął mieć minę trochę niewyraźną, nie do końca wiedział, na ile Młody mówi poważnie. Wszedłem szybko w rolę i przypomniałem człowiekowi, że jego rola sprowadza się do pokazania mi auta w każdej sytuacji, a skoro w tym modelu szybko odpadają klamki, to chyba nie tego szukam...
Minę miał jeszcze głupszą, gdy przez szybę obserwował, jak sobie odjeżdżamy czyms innym niż 15-letnia Skoda...