wtorek, 22 października 2013

Parkowanie

Będąc dzieckiem w wieku zbliżonym do Jaśka, Tata brał mnie na kolana w aucie i "prowadziłem" prawdziwego dużego Fiata 125p.  Do dziś to pamiętam i nie chcąc, by taka atrakcja ominęła Jaśka, chowając furę w garaż biorę go na kolana i "sam" kręci.
Garaż jak garaż, w podziemnym parkingu, wąska alejka, wąski wjazd, łatwo nie jest, trzeba tyłem. Rzadko kiedy na raz wyjadę, zazwyczaj na dwa. Za pierwszym razem było "na sześć", a garażowy sąsiad patrzył i rechotał :) Jasiek mi "pomaga".
Więc...
Kiedyś w połowie wjazdu auto gaśnie. Cholera, hamulec, stoi, źle wysprzęglałem ? "Jasiek, nigdy więcej tak nie rób !!!". Już umie dosięgnąć kluczyków. 
Kiedyś wjezdżamy, coś za cicho, intuicja mówi, że czujnik parkowania powinien się już odezwać dawno. Zepsuł się ??? Gwarancja niby jest, ale zawsze to problem. Dobrze, że nie jechałem na pamięć i nie wkomponowałem zderzaka w rower. Malowanie nowego auta nie jest moim marzeniem. Czytam komunikat "Wciśnij ENTER by włączyć asystenta parkowania". To jego można w ogóle wyłączać ? Znaczy, Młody pstrykał aż mu się udało wyłączyć.
Kiedyś wjezdżamy, on o dziwo na siedzeniu pasażera, w ulubionej pozycji - czyli na skraju fotela, blisko szyby aby coś widzieć. Cofam na czujnik i moje ukochane ogromne lusterka. Przez tylną sztuce nie widzę, gdzie bolid się kończy.. Lewa strona wchodzi ładnie między ściany, czujnik pika jak zawsze, rzut oka w prawe czy mam jeszcze cm luzu... Wrrr, stop. Lusterko zniknęło ? Nie, to ogromny łeb synka je zasłonił. "Jasiu oprzyj się bo nie widzę". "Ale wtedy ja nie będę widział !!!". Umie walczyć o swoje. Ale postanowiłem jednak mu nie zaufać w ocenie ilości miejsca. Uznał moją zwierzchność pod groźbą przypięcia pasem. Na wystarczająco długą chwilę.

Czasami udaje mi się samemu odstawiać auto. Delektuję się wtedy każdym centymetrem. Po treningu w warunkach ekstremalnych parkowanie prostopadle tyłem idzie jak po sznurku. Jak wjazd maluchem w hangar lotniczy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz