Zwykle Najwspanialsza odprowadza Jasia do przedszkola. Czasem, wskutek tzw. przyczyn losowych mi się zdarza. Blisko jest, zawsze chodzimy piechotą. Z powrotem jedziemy autobusem. Jeden przystanek. Tak się przyjęło :)
Kilka dni temu miałem dzień wolny. Czasem jest potrzebny. Na mnie wypadło odprowadzenie do przedszkola. Ok. Od świtu lało niemiłosiernie. Stwierdziliśmy, że zawiozę go samochodem. Nie zmoknie, nie zmarznie, katarek nie przekształci się w chorobę, nie będzie potrzebne L4. Nie wiem, czy kiedyś już go tam wiozłem.
Budzimy Go. Ciężko idzie. Udaje, że nasze poczynania w ogóle Go nie dotyczą. Motywujemy
- Dziś Tatuś Cię odprowadzi.
łypnął jednym okiem, skrzywił usta w półuśmiechu i wrócił do stanu wyjsciowego, czyli snu zimowego. Siegam po ostateczny argument
- Zawiozę Cię dziś autem do przedszkola.
Aż tak gwałtownej reakcji się nie spodziewałem. Wystrzelił w górę jak sprężyna, błyskawicznie ogarnął wszystkie regulaminowe poranne czynności jak mycie ubieranie itp. I zanim jak się uszykowałem ze wszystkim stał gotowy przy drzwiach. Jak chce to potrafi :)
Zawiozłem go szczęśliwego zastanawiając się, czy dłuższa droga jest z domu do garażu, czy z garażu do przedszkola, bo jakoś około połowy to wypada. Dobrze, że chociaż po drodze :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz