Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 stycznia 2014

Oglądamy autka

Czasem uprawiamy sobie z Jaśkiem turystykę samochodową. Znaczy idziemy do jakiegoś salonu samochodowego. Bez uprzedzeń, co się trafi, od Dacii po Lexusa. Porsche dopiero w planie ;) Obaj mamy frajdę, kandydat na mężczyznę sobie posiedzi w fajnych autkach, mężczyzna ogląda i udaje chętnego na zakup. Generalnie jesteśmy akceptowanymi gośćmi, jest miło zgodnie z zasadą "frontem do klienta". Oczywiście nie przeginamy i powstrzymuje Młodego od zabawy w autach o wartości wyższej niż nasze mieszkanie. Aczkolwiek w Lexusie usłyszałem, żeby dziecka nie ograniczać, bo może jednak Tatuś kiedyś będzie bogaty i syn go namówi :) Często wychodzimy z breloczkiem czy maskotką, zawsze z prospektem.

Ostatnio sobie gdzieś jechaliśmy i spontanicznie wymyśliliśmy oglądanie Audi. Bo czemu nie :) Wchodzimy, ja z miną umiarkowanie zainteresowaną oglądam sobie całkiem zgrabne A3 w sedanie, Junior siedzi za kierownicą i dokądś nanibowo jedzie. Skromnie, mogliśmy wejść do A8 :) Podchodzi sobie Pan, myślę - znowu będzie opowiadać o parametrach, zachęcać na jazdę próbną - chyba mu powiem, że na razie wstępnie rozglądam się za tego typu autem i wyrażę umiarkowane zainteresowanie. A  ten z miejsca mnie do pionu, z miną MarketKapo - w końcu marka niemiecka, ordnung muss sein:
- Ja proszę, żeby dziecko w ogóle nie dotykało samochodów, zaraz coś urwie, z daleka może popatrzeć.
Z wyrazem twarzy "Pan w ogóle to czego tu szuka", jak przysłowiowa sklepowa z poprzedniego ustroju. I tu Młody mnie zupełnie zaskoczył. Spojrzał spode łba na MarketKapo, i stwierdził
- Tata, chodź, kupimy jednak to fajne Volvo, gdzie jest miła Pani.
MarketKapo zaczął mieć minę trochę niewyraźną, nie do końca wiedział, na ile Młody mówi poważnie. Wszedłem szybko w rolę i przypomniałem człowiekowi, że jego rola sprowadza się do pokazania mi auta w każdej sytuacji, a skoro w tym modelu szybko odpadają klamki, to chyba nie tego szukam...
Minę miał jeszcze głupszą, gdy przez szybę obserwował, jak sobie odjeżdżamy czyms innym niż 15-letnia Skoda...

czwartek, 24 października 2013

Sobotnie zakupy

Chłopak po chorobie miał swoje humory. Może to typowe w okresie rekonwalescencji ? Osłabiony, zmęczony. Strzelił focha, że na sobotnie zakupy do Lidelka się nie wybiera. Cóż, żona na studiach, zakupy zrobić trzeba. Nie miałem nastroju na prowokowanie dantejskich scen, przemoc i groźby. Cierpliwości do tłumaczenia też nie. Uciekłem się więc do przekupstwa
- A może kupimy Ci coś fajnego ?
- To może autko z Rossmana ? - zaczyna cwaniak badać mój stopień skłonności do kompromisu... W sumie czemu nie, przynajmniej po drodze i tanio.
- Dobra, po Lidelku jedziemy do Ross.
- Przed Lidelkiem !
- Po !
- Ale ja nie wziąłem żadnej przytulanki i musimy wrócić ! - ten fragment negocjacji odbywał się już w garażu. Pomysł powrotu do domu po pluszaka nie uśmiechał mi się. Mogłaby się zejść z godzina na czynności dodatkowe jak piciu jeściu szukanie pluszaków negocjowanie ich ilości zmiana butów...
- Dobra, jedziemy najpierw do Ross - w sumie żadna różnica.
-  Super, obiecuję że będę grzeczny i pojedziemy tylko na dział z zabawkami !
??? Odbiło mu ??? Co się za ta deklaracją kryje ??? Wzmogłem czujność, stan konta po opłatach samochodowych nie wspiera siły Jego argumentacji. Będę twardy.

Dojechaliśmy, weszliśmy, poleciał od razu na dział z zabawkami, nie brał koszyka. Staje się słowny ? Podejrzane. Jeszcze bardziej to, że dał się przekonać, że straż pożarna z Lego jest za droga... Może to po chorobie tak ma ?
Ok, zobaczył autka. 7 PLN, przejdzie. Oczywiście bierze pierwsze i chce lecieć do kasy. O nie, nie na tym polegają zakupy, niech ma przyjemność wybrania. Bezpieczną, bo wiem, że nie zechce całej garści. Umie się ograniczać. Białe BMW, niech będzie. Mam ambicje do ukierunkowywanie Jego gustu. Od tego jest rodzic, nie ?
I zobaczyłem wyżej inne autka. Moim zdaniem fajniejsze. Pokazuję mu drugą garść, wstępnie przeselekcjonowaną. W końcu kupowanie dziecku zabawek to spełnianie własnych marzeń z dzieciństwa, nie ? Nie chcę w domu wahadłowca i wagonu kolejowego. Ma do wyboru kabriolet, traktor z jakąś przyczepą, tira z drewnem i coś jeszcze. Widzę, ze ma problem typu "osiołkowi w żłoby dano...".
I błysnęła mi w głowie koncepcja, szczęśliwie poparta przez Synusia. Kupujemy długiego TIRa do transportu drewna ! Fajnego, z gumowymi kołami kłodami drewna ! Ma już traktor z przyczepą do transportu drewna. Zrobimy makietę wycinki ! To będzie etap przeładunku drewna zwiezionego z lasu na transport drogowy. Jeszcze tylko dokupimy traktor leśny i kilka kłód. Potem zrobię kawałek lasu z drzewami i błotnistym duktem. I polaną. Może jakąś sarenkę wstawię. I tak na cotygodniowych zakupach ocknął się we mnie instynkt modelarski. Zaczynam w głowie układać sobie plan makiety i listę drobnych niezbędnych zakupów... I przypominać, jak domowym sposobem zrobić krzaki, trawę, ślady opon... Czeka nas długa zabawa, jutro wycieczka do Obi.

A w tyle głowy pytania:
- kto komu kupuje zabawki i kto lepiej się bawi ?
- jak przekonać żonę, że te zakupy nie są aż tak drogie ?
- jak przekonać żonę, że Jaś się przy tym świetnie bawi ?
- jak przekonać żonę, że jak skończę to posprzatam ?

środa, 23 października 2013

Obi

Zajrzeliśmy sobie do Obi. To znaczy namówiłem Go na wizytę w Obi. Trochę podstępem. Argumentem ostatecznym była obietnica posiedzenia na traktorkach ogrodowych. To zawsze działa. A ja chciałem sobie pooglądać łopaty, saperki, siekiery. Na fazie survivalu, przygotowań na kataklizm i zabaw kumplowym SUVem. Ot, kobiety łażą po sklepach z ciuchami, faceci lubią popatrzeć na śrubki i wiertarki. Mnie też ojciec ciągał po stoiskach z młotkami i wkrętami. Więc podtrzymuje tradycję.

Dopadł więc traktorki. Przesiadał się z jednego na drugi, wsadzał na nie nanibowych przyjaciół, woził nie wiadomo gdzie, odbywali długie wycieczki. Szczęśliwie się złożyło, że traktorki stały w dziale ogrodniczym, tuż przy szpadlach i siekierach. Więc obaj byliśmy zadowoleni. Pamperek szalał na pojazdach ogrodowych, duży Pamper podziwiał siekiery i łopaty blednąc na widok cen tych, które nie robiły wrażenia, że rozpadną się przy pierwszej próbie użycia.

Ostatecznie ledwo go wyciągnąłem z tego sklepu :) Ja wyszedłem bogatszy o wiedzę i śrubokręt, Jaś - z nalepką ostrzegawczą z wózkiem widłowym. Ta nalepka zdradziła Najpiękniejszej, że nie wracaliśmy prosto do domu...

sobota, 19 października 2013

Meme

Po drodze do domu pojawił się sklepik z tzw. odzieżą używaną dla dzieci. Chyba taki bardziej elegancki, bo i ubranka nie wyglądają jakby ostatnio służyły jako posłanie dla kota, i kącik zabaw jest, i ściana przeznaczona do pisania kredą, full wypas. I ta tablica tak go kusiła, że musieliśmy tam wejść. Oficjalnie z misją zakupu rękawiczek. Poprzednie zgubiliśmy. Gdzieś. Okazało się, że rękawiczek, z pięcioma palcami, a szczególnie chłopackich, nie ma. Za to był kosz z pluszakami. A wśród nich była śliczna bielutka kózka MeMe. Od razu Ją dojrzał, wybrał, miłość od pierwszego wejrzenia, jak w filmach... "Tatusiu, ona jest taka kochaniutka !". Szczerze mówiąc, mnie też urzekła. Śnieżną bielą i uśmiechniętym pyszczkiem. Oczywiście poszła z nami do domu. Ciekawe, czy będzie dobrze ręce grzała w zimie :)