wtorek, 3 września 2013

Awaria

Hasło "awaria" pojawiło się w naszym domu na etapie pożegnania z pieluszką. Czyli dość dawno. Działało, rewolucja życiowa poszła dość sprawnie, ale małe wypadki były.
W przypadku rzadko bo rzadko, ale czasem przytrafiających się nocnych zdarzeń losowych, Młody rzuca hasło "Mam awarię !". Cóż, czasem wieczorem nie ma czasu zajść do ubikacji przed snem. W końcu to bardzo zajęty młody człowiek, może na coś nie znaleźć czasu.

Akurat znalazł chwilę, udał się z grubszą sprawą. Po chwili zza drzwi łazienki dochodzi okrzyk
- Mam awarię !
Szybka refleksja, co się mogło stać, może nie zdążył, może nie trafił do muszli, może... Wolimy rozwiać nasze  czarne domysły, tym bardziej, że akurat szykujemy się do wyjścia. Pełnym niepokoju głosem chórem pytamy
- Co się stało ?
-  Nie chce wyjść !

poniedziałek, 2 września 2013

Kaczki

Nad brzegiem morza nie mogłem się powstrzymać. Napłynęły wspomnienia, jak z własnym ojcem gdzieś na świnoujskiej plaży szedłem, i puszczaliśmy kaczki. Tzn. On puszczał kilkanaście, mój kamyk robił spektakularne CHLUP. Byłem niewiele od Jaśka starszy.
Teraz ja szedłem z własnym synem. Po prostu musiałem schylić się po kamień i spróbować. Seniorowi rodu jeszcze do pięt nie dorastam, ale do dziesięciu odbić czasem dochodzę. Młody podchwycił zabawę. Podnosił kamyki, i... CHLUP !
Jak kamień w wodę, ciśnie się na usta :)

Pewnie mój dziadek z moim ojcem też gdzieś puszczali kaczki. I kiedyś Jaś będzie je puszczał z moim wnukiem. Obrazek się powtarza mniej więcej co 20-30 lat. Te same emocje, wspomnienia...

niedziela, 1 września 2013

Miś

Tysiącletnia Rzesza ?
Wpływy pierwiastka nordyckiego, pogranicze wpływów Wikingów ?
Tradycje mieszczańskie, złote lata Hanzy ? Kamienice i Tiergarten ?
Czynione przez Kaisera próby uczynienia z miasta drugiego Paryża, miasta kultury i sztuki ? Bach, Wagner, Goethe i Schiller ?
Ambicja konkurowania z najświetniejszymi muzeami Londynu i Paryża, okupiona krwią podbitych ziem ?
Wielkie Prusy ?
Wzloty myśli na wyżyny niedostępne szaraczkom, cała filozofia niemiecka, Schopenhauer, Nietzsche i inni ?
Rozkwit nauki w początku XX wieku, owocujący gradem Nobli, chemia, fizyka kwantowa ?
Trudne czasy brunatnych mundurów, wielkie defilady, gloria Fuhrera, Noc Kryształowa, pogromy i eksterminacja ludów nie dokumentujących się aryjską genealogią ?
Festung Berlin, gdy нарастал у стен Рэйхстага бой, Reichstag i Brama Brandenburska ?
Mur Berliński, trabanty, kryzys na Checkpoint Charlie i blokada Berlina ?
Festiwal zjednoczenia ? Nowoczesna dzielnica rządowa ?
- Jasiu, co widziałeś fajnego w Berlinie ?
- MISIA !!!

sobota, 31 sierpnia 2013

Hans

Zwykle w aucie co jakiś czas zagaduję kontrolnie syna rzucając w stronę tylnej kanapy "Co u Ciebie, Jaśko ?" i wszczynamy pogawędkę. Małżonka twierdzi, że nie powinienem mu zakłócać kontemplacji krajobrazu, bo może zacząć na przykład przez cztery godziny śpiewać.
Przemierzając wschodnie landy naszych zachodnich sąsiadów, budując klimat i wczuwając w kulturę regionalną,  nie wytrzymałem i rzuciłem raczej w stronę przedniej szyby
- Wie gehts, Hans ?
Mniej więcej na tym kończy się moja znajomość mowy Goethego. A ten młodociany poliglota nie wiadomo skąd wiedział, o co mi chodzi. Zagrała w nim polska krew, wzburzyły patriotyczne geny, wyssana z mlekiem matki Rota, 1000 lat historii, wspomnienie Wandy nie chcącej Niemca, Cedynii i Grunwaldu, dzieci z Wrześnii, przodków w offlagu i robotach przymusowych w hamburskiej stoczni, "... ni dzieci nam germanił ...", i ze świętym oburzeniem płynącym z głębi słowiańskiej duszy stanowczo oznajmił:
- Nie jestem żaden Hans !!! Jestem Jaś !
Idea zjednoczonej kosmopolitycznej Europy legła w gruzach.

piątek, 30 sierpnia 2013

Turystyka toaletowa

Pod Szczecinem podjęliśmy spontaniczną decyzje - "po drodze" zobaczymy kawałek Berlina. Bez odrobiny Euro w kieszeni, z myślą światowców, że będziemy używać karty, w razie potrzeby ktoś kiedyś wymyślił bankomat. Pędzimy więc sobie piękna prostą autobahną, gdy z czeluści tylnej kanapy dobiega hasło "Chcę kupkę". Hasło potwierdza tzw. bąk. Dobra, w końcu to podobno kraj cywilizowany. Stajemy przy pierwszej tankenstelli, zmierzamy ku przybytkowi ulgi i... zonk. Bramka, automat na monety, założenie zaproszenie do wrzucenia 70 centów. A w kieszeni ani jednej monety. Ludzi sporo, głupio próbować, czy podpasuje złotówka czy dwuzłotówka. Nie czuję się też na siłach dyskutować w narzeczu wschodnioteutońskim o dobru trzylatka, dla nich ordnung muss sein, a jak się później okazało, z językami obcymi u nich niezbyt...
- Jasiu, wytrzymasz jeszcze ?
- Chyba tak ...
Ryzykuje, trudno, ordnung w końcu to ordnung, a w przypadku próby sforsowania bramki z członkiem służb stworzonych po upadku gestapo i STASI nie chce mi się dyskutować... Ignoruje więc ograniczenia i zalecenia prędkości, wyłamuję się ze sznurka niemieckich aut karnie jadących w sznurku, i po dłuższej chwili, ze słowiańską i kozacką fantazją wpadamy na kolejny parking. Toaleta jest, bezpłatna, zdążyliśmy, chwila odprężenia :) Młody przestał puszczać bąki. Muszę przyznać, że dzielnie się trzymał.

A już po wyjeździe z Hauptstadtu co zobaczył parking, nabierał ochoty na pilne (!!!) posiedzenie. I wyraźnie dawał do zrozumienia, że po BARDZO PILNA POTRZEBA. Zjeżdżaliśmy, Jasiek wchodził, stwierdzał aż tak bardzo nie chce i możemy jechać dalej, do takiej ubikacji "z pieniążkiem".
Po trzecim razie nie daliśmy już się nabrać. Więcej nie próbował.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Pamiątka

Idziemy sobie przez Berlin, krótki spacer po Unter den Linden, na której defilady odbierał Fuhrer, a potem Alianci. Ale to Młodego mniej interesuje. Bardziej budki telefoniczne, w których zamawia muszkatę, sklepy z pamiątkami, i dostrzeżony ekskluzywny chyba, reprezentacyjny, salon Mercedesa. I rzuca
- Może tu wejdziemy ?
-A po co, synuś ?
- Obejrzymy auta i kupimy sobie pamiątkę.
Za szybą ekspozycyjną stały sobie dwie sztuki,  ogromna S klasa, współczesna i z lat 60-tych. Może innym razem :)

środa, 28 sierpnia 2013

Prezent dla Babci

W dniu wyjazdu od Babci pojawił się kryzys w zaopatrzeniu łazienki. Dotyczył papieru toaletowego. Nie wnikałem, czy nadmierne jego zużycie miało związek z zabawą w rozwijanie i podziwianie jak się wije po podłodze, bądź zwijaniem w kulki i przekonywaniem wszystkich, że to są takie nanibowe myszki. Czasem lepiej nie wnikać.
Jako kochany zięć stwierdziłem, że nie możemy Babci zostawić z takim problemem. Więc wziąłem Juniora za łapię i powędrowaliśmy cichaczem do sklepu. Nabyliśmy czteropak, wracamy, uczę go odpowiedzialności i pomagania innym. Zdecydowaliśmy, że jako główny zużywacz artykułu sanitarnego wręczy Babci czteropak. I tu mnie zaskoczył. Sam zaproponował, że powie "Babciu, to dla Ciebie w podziękowaniu za wizytę !".

Chyba czas go oświecić, że do takiego tekstu kobiety wolą kwiaty.