Zwykle w aucie co jakiś czas zagaduję kontrolnie syna rzucając w stronę tylnej kanapy "Co u Ciebie, Jaśko ?" i wszczynamy pogawędkę. Małżonka twierdzi, że nie powinienem mu zakłócać kontemplacji krajobrazu, bo może zacząć na przykład przez cztery godziny śpiewać.
Przemierzając wschodnie landy naszych zachodnich sąsiadów, budując klimat i wczuwając w kulturę regionalną, nie wytrzymałem i rzuciłem raczej w stronę przedniej szyby
- Wie gehts, Hans ?
Mniej więcej na tym kończy się moja znajomość mowy Goethego. A ten młodociany poliglota nie wiadomo skąd wiedział, o co mi chodzi. Zagrała w nim polska krew, wzburzyły patriotyczne geny, wyssana z mlekiem matki Rota, 1000 lat historii, wspomnienie Wandy nie chcącej Niemca, Cedynii i Grunwaldu, dzieci z Wrześnii, przodków w offlagu i robotach przymusowych w hamburskiej stoczni, "... ni dzieci nam germanił ...", i ze świętym oburzeniem płynącym z głębi słowiańskiej duszy stanowczo oznajmił:
- Nie jestem żaden Hans !!! Jestem Jaś !
Idea zjednoczonej kosmopolitycznej Europy legła w gruzach.
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
sobota, 31 sierpnia 2013
Hans
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz