środa, 29 maja 2013

Wieża widokowa

Po kolejnym odpoczynku byłem przestawiony na mentalność trzylatka. Resztki własnego ego kazały mi przetupac z nim przez Starówkę, raczej w formie testu, co go zaintryguje samego z siebie. Syrenka, zespół folklorystyczny ? Eee... Lody i balony. Niech ma trochę radości, sam sobie wybierze gałkę. Co mógł wybrać ? Najbardziej kolorową. Smak: balonówka. Brrr... Jemu smakowała. Nawet dał mi "liza". Mi mniej smakowała. Gust chyba zmienia się z wiekiem. To na pewno przez hormony  Pożarł go jak prawdziwy Włóczykij, rozsiadłszy się na krawężniku. Moje geny 
Ratunku ! Widzę problem zbliżający się wielkimi krokami. Balony !!! Wielkie kolorowe z helem, mniejsze długie zginające się w kotki i pieski... Koszmar rodzica. Trudno, bierzemy kotka na patyku. Obdarowany szczęśliwy, biegnie teraz do dużych kolorowych. Horror wisi w powietrzu, kolejne doniesienie prasowe o niespełnianiu podstawowych potrzeb najmłodszych obywateli, niebieska linia, ojciec nie radzi sobie z ryczącym rozpuszczonym bazyliszkiem... A tu niespodzianka ! "Tatuś , niech będzie tylko ten kotek, będę się nim opiekował". Sukces wychowawczy ? Rozczarowana sprzedawczyni kolorowych helowych mruknęła pod nosem "zbyt łatwo Pan się wykpił". Wczuwając się w mentalność trzylatka miałem ogromną ochotę pokazac jej język 
Przebrnęliśmy przez pole minowe, dotarliśmy do obiecanej WIEŻY ! Skąd jego zapał do wieży ? Nie mam pojęcia. Prawdopodobnie chodzi o SCHODY. Wiadomo nie od dziś, że na wieże wchodzi się schodami. Krętymi, wąskimi, stromymi, niebezpiecznymi, długimi, tajemniczymi schodami.
On ostatnio uwielbia chodzić po schodach. Zwłaszcza wracając z pracy i przedszkola po ciężkim dniu. Albo z rowerkiem. I zakupami. Na ósme piętro.
Wchodzimy. Schody przed nami. Długie, nikną w czeluści wysokiej i wąskiej. Wbiegamy radośnie na schody. Piętro. W ruchach młodego widzę niepokój, zdenerwowanie, rozczarowanie... Klaustrofobia ? Może wyobraża sobie, że bazyliszek czai się w ciemnych zakamarkach ? Nie ! Słyszę cichutko "Michu, tam jest ... winda ... Nie musimy nią jechać ?". Pewnie że nie ! Przecież nie po to są wieże, żeby wjeżdżać na nie windą ! Rozczarowanie natychmiast znika z buźki. Wspinamy się radośnie. Żeby tylko schodząc nie zechciał skakać... Co jakiś czas uderzam głową w strop . Ludzie około metra wysokości mają łatwiej, rozmiar jednak ma znaczenie. Dotarliśmy na górę, skąd on ma taką kondycję ?
Co tu robić ? Widok jak widok. Jak się mieszka na ósmym piętrze to człowiek jest przyzwyczajony do patrzenia na świat z góry. Na studiowanie średniowiecznego układu urbanistycznego za wcześnie.Zresztą na mapie z reguły lepiej go widać. Tramwaj wyjeżdżający z tunelu był ciekawszy, ale też bez "łał". Do dzwonów go nie podniosłem. Za wysoko. Propozycję gry w berka odrzuciłem. Co było robić, czas w dół. Za rączkę. Jak on się w tym tempie utrzymuje ? Próbuje nadążyć , ciągnie mnie w dół jak szalony, ledwo go powstrzymuje. Uff, cali, bez potrzeby interwencji fachowca od składania kości 

wtorek, 28 maja 2013

Na murku

Skąd u dzieci takie zamiłowanie do chodzenia po murach ??? Z rodzinnych opowieści sięgające przynajmniej pokolenia pradziadków.
Doszliśmy sobie do pierścieni murów miejskich. Ławka odpoczynek łyk soku Podziwiam umocnienie, jak zawsze refleksja nad wartością obronną: fosa, mur zewnętrzny, międzymurze, mur wewnętrzny, nieźle. Trudne do sforsowania. Z drugiej strony skarpa do Wisły, bezpiecznie, i zapewniona droga zaopatrzenia. Szacun pełen.
Ale dziecku założenie obronne kojarzy się inaczej  Podobnie jak krawężnik, murek czy krawędź klombu - ćwiczymy równowagę ! Dobra, szeroko, sam chętnie skorzystam pod pozorem ubezpieczania dziecka 
Pierwsze zadanie wejść na murek. Powiedzmy do pasa mi sięga, niby żaden problem. Ale nas jest dwóch ! Wejdę pierwszy - może być ciężko wciągnąć małego murołaza. Kursu wspinaczkowego jeszcze nie robiliśmy. Jeszcze. Podsadzę jego najpierw - a ja wiem co mu do głowy strzeli ? -z drugiej strony istna przepaść ku fosie... Krótka pogadanka o bezpieczeństwie. Ok, stoi, wskakuję, nie rzucał kamieni w oblegających gród Szwedów  Młody od strony międzymurza, ja od fosy. Wynegocjowałem nawet trzymanie za rękę ! Argumentem koronnym była możliwość przeskakiwania przerw w murze. Hopsa !
Przed nami wyższy fragment. Chętnie bym się wspiął, ale razem chyba nie damy rady. Zresztą, przechodzących obok strażników miejskich chyba bym tym wyczynem nie zachwycił... Więc skaczemy z muru na dół. Kawałek dalej wchodzimy z powrotem. Hoopsa przez przerwę. Zakole. Chyba obrus baszty. Albo wieżyczki. Albo wnęka na stanowisko armaty. W głowie Szwedzi w Warszawie. Z ceglanego muru wystaje kilka głazów, zaznaczenie struktury pierwotnej. Junior podsumował "Jak w strumyku"  Skąd u niego taka zdolność kojarzenia ??? Rokuje dobrze, wyobraźnia działa 
Po drodze próbuję mu sprzedać kilka treści historycznych, jak mi ze 30 lat temu Babcia sprzedała. Powielam wzorzec  Trudno, niech będzie plagiat, cel chwalebny. Mi coś w głowie zostało, może i tu się uda coś zasiać. Kiliński na cokole, mały powstaniec w fosie... Cóż, skoki z cokołu i schodów do chłopczyka przeważyły nad Historią. Może na razie jako tło mu w głowie zostaną ?
Doszliśmy do końca głośno gawędząc. Taki mamy zwyczaj. Mury mogłyby być dłuższe. Przechodnie spoglądali na nas z sympatią się uśmiechając. Zarejestrowali optymistyczny, radosny obrazek. Ale co w tym nietypowego, że w XXI wieku tatko wesoło bawi się z synem. Swoją drogą nigdy nie wiem, który z nas ma większy ubaw...

poniedziałek, 27 maja 2013

Odpoczynek

Samo przejście z Bankowego na Starówkę może być przygodą... Zwłaszcza, gdy mottem przejscia jest hasło "odpocznijmy". Droga teoretycznie na długość papierosa może zabrać czas porównywalny z tym, w jakim ten odcinek pokonywali powstańcy pod gradem kul, że tak wejdę w mitologię miejską.
Idziemy. Dla każdego coś miłego. Restaurują bank, jeden z punktów na powstańczej mapie miasta. Może w środku będzie jakaś ciekawa wystawa, ekspozycja ? Młodego to nie rusza. Za to przejście pośród biurowców czy apartamentowców jak najbardziej. Zwłaszcza, że z ziemi wystaje krawężnik. "Tatuniu, odpocznę tutaj sobie, daj wafelka" i klap. Nie wiem nigdy, czy chodzi o suchy prowiant czy chwilę odsapu. OK, nurkuję w plecaku po wafelek, przy okazji sobie zakurzę. Myśl przebiega, że może trochę patologiczny obrazek powstaje, dziecko siedzi na ziemi i je słodycza zamiast pójść kulturalnie do kawiarni, albo chociaż zjeść kanapkę skrzętnie w domu przygotowaną, rodzic stoi obok pali i rozgląda się. I przypomniały mi się wyprawy przed siebie, gdy klapało się gdziekolwiek, bochenek scyzoryk konserwa turystyczna i było śniadanko na gazecie. Pogrążony we wspomnieniach o mało po wino nie podszedłem 
Mimochodem wpadł mi w oko głaz z tabliczką że tu była czyjaś mogiła powstańcza. Cóż, żeby tu chociaż poległ. Pomnikomania też sięga granic absurdu. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to tabliczki upamiętniające miejsca, w których ukochany przywódca skręcił kostkę czy jadł tradycyjny posiłek  Dzięki młodemu odkryłem kolejny punkt martyrologii stolycy.
Dobra, idziemy. Zwiedzamy. Co tam pałacyki magnackie, fajniejszy jest przecież wlot do tunelu. A jeszcze jak wyłania się z niego tramwaj ! Przerwa na obserwacje.
Potem szukaliśmy kiosku z napojem. Młody zajął pozycję "na barana" i zaczął podskakiwac do gałęzi. Mój kręgosłup zgłosił protest. Odpoczynek.
Znaleźliśmy kiosk, wybieramy soczek. "Tata, weź paragon fiskalny". Pani robi wielkie oczy. Odpoczynek na degustacje napoju.
Dochodzimy do celu. Jest ławka, więc odpoczynek 
I tak krok po kroku...

niedziela, 26 maja 2013

Zwiedzanie miasta

Ambicja rodzicielska prowadzi do absurdu nieraz  Cóż, 3,5-letni smyk raczej nie będzie zwiedzał miasta zgłębiając niuanse architektury i meandry przemian miejskich, owidiuszowskich metamorfoz układu urbanistycznego... Spróbujemy więc za rok, mówi ambitny tatko, a na razie plan zaszczepienia pasji historycznej skończył się doskonałą zabawą 
Właściwie to sam tatko chciał sobie zobaczyć makietę świeżą synagogi, co to niegdyś ponoć stała w miejscu tzw. błękitnego wieżowca. Co prawda codziennie tamtędy przechodzi, ale jakos tak nie po drodze, spieszy się, samemu głupio, pokaże lepiej dziecku, a w ogóle to deszcz pada wieje może jutro... Więc wyciągnął latorośl z ciepłych domowych pieleszy niedzielnym przedpołudniem. Zapowiadało się atrakcyjnie. Jechali autobusem, tramwajem, ustąpili staruszce miejsca, obserwowali widoki za oknem. Przejechali ogromną rzekę, liczyli przystanki. Nawet po drodze, jechali przez Tunel Czasu, prawie tak sam jak w Dinopociągu ! Szczęśliwie tatko nie zaczął tłumaczyć, kto kiedy i jak go wybudował  Dojechali, wreszcie. Spojrzeli, jak odjeżdża tramwaj, doszli do makiety. Tatko znów się ugryzł w język i nie tłumaczył zawiłości struktury społecznej dawnych Nalewek, tła historycznego dziewcząt z Nowolipek, przebiegu granic getta, zmian kształtu placu i genezy jego nazwy. Nawet nie wyjaśnił, co to takiego synagoga. Młodzik wbiegł do makiety, rozejrzał się. Ups, do takiego budyneczku z dykty nie da się wejść  Za małe otwory, może pół roku wcześniej by się zmieścił i nie utknął ?
Spojrzał w małe okienko fototapety, może ktoś mieszka tam ? Pobiegł wokół, i stwierdził że może wracać.
A tatko nawet zapomniał, że miał mu opowiedzieć też o modelarstwie i dioramach... Szczęśliwie nakłonił go na dalszy spacer. Nie, nie spacer, to słowo nie wiedzieć czemu wzbudziło sprzeciw , stanęło na zwiedzaniu.
Myśl i ambicja tatko chwyciła się Starówki jako deski ratunku. Spacer ku niej nie budował jego nadziei, ale przełączył widzenie świata na bardziej dziecęce. Bank, pomniki poszły w cień szlabanów, kamyków i gałęzi nad głową młodzieńca w pozycji "na barana". Pocieszał się rodzic, że jak zawsze mimochodem coś synowi w głowie zostanie 

piątek, 11 stycznia 2013

Piknik

Sobie człowieczek wymyślił zabawę, a ja na siłę trochę doszukuje się zaczatkow pasji turystycznej, włóczykijstwa...

Znalazł w szafie śpiwór, kazał go sobie rozłożyć na środku pokoju, lekko rozpiąć. Ok. Co dalej wymyśli ? Wyprawę do kuchni po suchy prowiant  Soczek w kartoniku z rurka. Muszę mu podsunąć klasyczny kubek turystyczny., albo jakiś super wynalazek - bidon, zwijaną butelkę, kubek z zestawu plastikowej zastawy ? Miseczkę. Do niej pseudochipsy, czyli małe suche trójkąciki. Rozwinąć menu o chińska zupkę ? Albo paczkę MRE ? Rozsądek zwycięża, mój, szkoda małego żołądka 
Czyżby przygotowania do jakiejś wyprawy ? Testy wyposażenia, oswajanie się z innym trybem życia ?
"Jasiek, co Ty robisz ?"
"Szykuje się na piknik !"
Ładuje się do pasa w śpiwór, zajada trójkąciki, popija soczkiem, ogląda bajkę. Trochę mi to zalatuje tydzień w kapciach przed TV, chipsy i soczek zamiast piwa. Włączamy więc TV i oglądamy książkę i Wikingach. Ciekawe, jak mi wyjdzie próba ukierunkowania zainteresowań  Śpiwór daje nadzieję...

Ot, codzienna walka o mentalność pierworodnego...

środa, 9 stycznia 2013

Karnawał

W przedszkolu szykuje się balik karnawałowy. Trzeba przygotować strój dla pociechy. Tylko jaki ? Podpytamy pociechę, może ma jakieś specjalne życzenia, marzenia ?
Za pierwszym podejściem stwierdził, że za króla. Luzik, koronę z tektury chyba umiem zrobić, futro z gronostajów. Człowieczek mały, więc dużo ich nie muszę upolować. Trochę czerwonego sukna. Berło jakieś wymyślę... Luzik.
Tylko, że następnego dnia stwierdził kategorycznie, że woli się przebrać za rycerza. Rycerza Mike'a. Mini Mini +, ok. 18:00. Trochę większe wyzwanie. Chce też oba smoki, siodło, Galahada czyli dzielnego rumaka, i... stajnię Galahada...
O ile z rycerzem jakoś sobie byśmy poradzili, nawet fajna koncepcja historycznie i wychowawczo, smoki byłyby udawane przez gumowe dinozaury, rumak gdzieś by się malutki znalazł, to co ze stajnią ? Jak się przebrać za stajnię rycerskiego wierzchowca ? ??
W dodatku mi wyznaczył rolę Trolika...
Dobra, idąc za ciosem, przeglądamy stroje rycerskie na znanym portalu aukcyjnym. Może jakiś rycerz w stroju z bitwy grunwaldzkiej ? Co prawda roi się od strojów, o zgrozo, krzyżackich... Cóż, zjednoczona Europa i rewizjonizm... Polskie i litewskie też są. W konwencji spodnie i bluza z kapturem, naszyty herb, udają przynajmniej kolczuge. Pociecha jakby rozczarowana. Nie te barwy ? Może znajdzie się jakiś niebieski francuski zbrojny z lilią w herbie ? Nagle triumfalne "TAAAKI CHCĘ !!!!". Ups. Odpustowa plastikowa zbroja. Ale ma hełm i tarcze. Nie takie to jednak proste...

Najwspanialsza z żon rozpoczyna kampanię "a może jednak strażak"  Szansa sukcesu ogromna, jednak... chyba jest to sprzeczne z mą koncepcją przełamania fascynacji strażą pożarną na rzecz zasiania ziarna zainteresowań historią. Rycerz jest mi bliższy.

I tak pociecha stanie się obiektem manipulacji  Pewnie wygra strażak, ale muszę zaznaczyć swój punkt widzenia. Dzisiaj pokażę mu książkę o Wikingach. Rycerze też tam występują 

wtorek, 8 stycznia 2013

Wieczorne czułości

Zasypiamy sobie. Brzmi poważnie. Bajka przeczytana, światło zgaszone, muzyka z kolysankami w tle, a ten czupurny stwór wymyśla, zagaduje, bojkotuje pomysł zamknięcia oczu. Głośną perswazją ściągnął mamę do kompletu, leżymy we trójkę, broń Boże żeby jedno chciało się oddalić, małżonka zdenerwowana, bo ma coś do zrobienia ważnego, ja się zastanawiam, czy najpierw zaśnie junior, czy żona i jej ambitne plany wezmą w łeb. Nagle z łóżeczka dobiega zawadiackie zagajenie dialogu "Tata ?". Może tylko sprawdzę czy jeszcze leżę schowany za mamą ? I tak w gotowości jestem, staję mentalnie słupka jak surykatka, co znowu ? W gotowości do reakcji, protestu. A może tylko chce rączkę ? Sprawdzam, jak w partyjce pokera "Tak ?". Oczekując szalonych pomysłów, czekam. I słyszymy: "Kocham Cię, tatku". Tak po prostu, przed snem sobie przypomniał