Po kolejnym odpoczynku byłem przestawiony na mentalność trzylatka. Resztki własnego ego kazały mi przetupac z nim przez Starówkę, raczej w formie testu, co go zaintryguje samego z siebie. Syrenka, zespół folklorystyczny ? Eee... Lody i balony. Niech ma trochę radości, sam sobie wybierze gałkę. Co mógł wybrać ? Najbardziej kolorową. Smak: balonówka. Brrr... Jemu smakowała. Nawet dał mi "liza". Mi mniej smakowała. Gust chyba zmienia się z wiekiem. To na pewno przez hormony Pożarł go jak prawdziwy Włóczykij, rozsiadłszy się na krawężniku. Moje geny
Ratunku ! Widzę problem zbliżający się wielkimi krokami. Balony !!! Wielkie kolorowe z helem, mniejsze długie zginające się w kotki i pieski... Koszmar rodzica. Trudno, bierzemy kotka na patyku. Obdarowany szczęśliwy, biegnie teraz do dużych kolorowych. Horror wisi w powietrzu, kolejne doniesienie prasowe o niespełnianiu podstawowych potrzeb najmłodszych obywateli, niebieska linia, ojciec nie radzi sobie z ryczącym rozpuszczonym bazyliszkiem... A tu niespodzianka ! "Tatuś , niech będzie tylko ten kotek, będę się nim opiekował". Sukces wychowawczy ? Rozczarowana sprzedawczyni kolorowych helowych mruknęła pod nosem "zbyt łatwo Pan się wykpił". Wczuwając się w mentalność trzylatka miałem ogromną ochotę pokazac jej język
Przebrnęliśmy przez pole minowe, dotarliśmy do obiecanej WIEŻY ! Skąd jego zapał do wieży ? Nie mam pojęcia. Prawdopodobnie chodzi o SCHODY. Wiadomo nie od dziś, że na wieże wchodzi się schodami. Krętymi, wąskimi, stromymi, niebezpiecznymi, długimi, tajemniczymi schodami.
On ostatnio uwielbia chodzić po schodach. Zwłaszcza wracając z pracy i przedszkola po ciężkim dniu. Albo z rowerkiem. I zakupami. Na ósme piętro.
Wchodzimy. Schody przed nami. Długie, nikną w czeluści wysokiej i wąskiej. Wbiegamy radośnie na schody. Piętro. W ruchach młodego widzę niepokój, zdenerwowanie, rozczarowanie... Klaustrofobia ? Może wyobraża sobie, że bazyliszek czai się w ciemnych zakamarkach ? Nie ! Słyszę cichutko "Michu, tam jest ... winda ... Nie musimy nią jechać ?". Pewnie że nie ! Przecież nie po to są wieże, żeby wjeżdżać na nie windą ! Rozczarowanie natychmiast znika z buźki. Wspinamy się radośnie. Żeby tylko schodząc nie zechciał skakać... Co jakiś czas uderzam głową w strop . Ludzie około metra wysokości mają łatwiej, rozmiar jednak ma znaczenie. Dotarliśmy na górę, skąd on ma taką kondycję ?
Co tu robić ? Widok jak widok. Jak się mieszka na ósmym piętrze to człowiek jest przyzwyczajony do patrzenia na świat z góry. Na studiowanie średniowiecznego układu urbanistycznego za wcześnie.Zresztą na mapie z reguły lepiej go widać. Tramwaj wyjeżdżający z tunelu był ciekawszy, ale też bez "łał". Do dzwonów go nie podniosłem. Za wysoko. Propozycję gry w berka odrzuciłem. Co było robić, czas w dół. Za rączkę. Jak on się w tym tempie utrzymuje ? Próbuje nadążyć , ciągnie mnie w dół jak szalony, ledwo go powstrzymuje. Uff, cali, bez potrzeby interwencji fachowca od składania kości

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz