Ambicja rodzicielska prowadzi do absurdu nieraz Cóż, 3,5-letni smyk raczej nie będzie zwiedzał miasta zgłębiając niuanse architektury i meandry przemian miejskich, owidiuszowskich metamorfoz układu urbanistycznego... Spróbujemy więc za rok, mówi ambitny tatko, a na razie plan zaszczepienia pasji historycznej skończył się doskonałą zabawą
Właściwie to sam tatko chciał sobie zobaczyć makietę świeżą synagogi, co to niegdyś ponoć stała w miejscu tzw. błękitnego wieżowca. Co prawda codziennie tamtędy przechodzi, ale jakos tak nie po drodze, spieszy się, samemu głupio, pokaże lepiej dziecku, a w ogóle to deszcz pada wieje może jutro... Więc wyciągnął latorośl z ciepłych domowych pieleszy niedzielnym przedpołudniem. Zapowiadało się atrakcyjnie. Jechali autobusem, tramwajem, ustąpili staruszce miejsca, obserwowali widoki za oknem. Przejechali ogromną rzekę, liczyli przystanki. Nawet po drodze, jechali przez Tunel Czasu, prawie tak sam jak w Dinopociągu ! Szczęśliwie tatko nie zaczął tłumaczyć, kto kiedy i jak go wybudował Dojechali, wreszcie. Spojrzeli, jak odjeżdża tramwaj, doszli do makiety. Tatko znów się ugryzł w język i nie tłumaczył zawiłości struktury społecznej dawnych Nalewek, tła historycznego dziewcząt z Nowolipek, przebiegu granic getta, zmian kształtu placu i genezy jego nazwy. Nawet nie wyjaśnił, co to takiego synagoga. Młodzik wbiegł do makiety, rozejrzał się. Ups, do takiego budyneczku z dykty nie da się wejść Za małe otwory, może pół roku wcześniej by się zmieścił i nie utknął ?
Spojrzał w małe okienko fototapety, może ktoś mieszka tam ? Pobiegł wokół, i stwierdził że może wracać.
A tatko nawet zapomniał, że miał mu opowiedzieć też o modelarstwie i dioramach... Szczęśliwie nakłonił go na dalszy spacer. Nie, nie spacer, to słowo nie wiedzieć czemu wzbudziło sprzeciw , stanęło na zwiedzaniu.
Myśl i ambicja tatko chwyciła się Starówki jako deski ratunku. Spacer ku niej nie budował jego nadziei, ale przełączył widzenie świata na bardziej dziecęce. Bank, pomniki poszły w cień szlabanów, kamyków i gałęzi nad głową młodzieńca w pozycji "na barana". Pocieszał się rodzic, że jak zawsze mimochodem coś synowi w głowie zostanie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz