Dostaliśmy polecenia, wracając do domu mieliśmy przymierzyć konkretnie wybrane buty, w określonym sklepie, i jak będą dobre - kupić. Trafiliśmy do sklepu, przymierzyliśmy, kupiliśmy nawet te co trzeba. Oczywiście, potomek po meczu postanowił w nich iść do domu. Ok, cieszy się, przy okazji będziemy mieli z głowy testy praktyczne. Wynik pozytywny, wygodne chyba, nie śliskie, nawet na górkę się wspięliśmy. Testy muszą być wszechstronne !
Wysiadamy z windy, i... Pierworodny stwierdził, że nowe buty musi wnieść do domku w pudełku. Oczywiście, negocjacje wykluczył z góry. Rozsiadł się w korytarzu, zdjął lekko już zakurzone, ślicznie równiutko ułożył w pudełku. Na nogach wylądowały stare. Nowe dumnie niósł w pudełku.
Tylko przechodząca sąsiadka dziwnie spoglądała. Może wątpi w moje zdolności pedagogiczne ?
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
wtorek, 6 listopada 2012
poniedziałek, 5 listopada 2012
Żółwik
Bawiliście się kiedyś w żółwiki ?
Pierworodny zaordynował, że będziemy bawić się w żółwiki. Zaintrygowany uznałem, że może być ciekawie. Jest szansa poznać jakąś zabawę z przedszkola, bo ostatnio mało opowiada...
Więc wysunął krzesła na środek. Kazał się położyć i wsunąć pod krzesło. Zmiescilem się, trzymam linię Okazało się, że tak żółwik wchodzi do skorupki.
Potem wyszliśmy ze skorupek i robiliśmy wyścigi, bo podobno żółwiki bardzo szybko biegają. Biegają to złe słowo. Pozycja, hmm... Z etapu pomiędzy przemieszczaniem się za pomocą obrotów plecki-brzuszek a pominiętym raczkowaniem. Jakby parodia czołgania się. Wiemy, o co chodzi. Tylko 3-latek i 36-latek w takiej pozycji w małym przedpokoju... Cóż, łamiemy schematy
I powrót na odpoczynek do skorupek. Odpoczywając oglądał bajkę. Mi się udało zajrzeć do gazety.
Dobrze, że żółwiki biegają bez skorupek !
Pierworodny zaordynował, że będziemy bawić się w żółwiki. Zaintrygowany uznałem, że może być ciekawie. Jest szansa poznać jakąś zabawę z przedszkola, bo ostatnio mało opowiada...
Więc wysunął krzesła na środek. Kazał się położyć i wsunąć pod krzesło. Zmiescilem się, trzymam linię Okazało się, że tak żółwik wchodzi do skorupki.
Potem wyszliśmy ze skorupek i robiliśmy wyścigi, bo podobno żółwiki bardzo szybko biegają. Biegają to złe słowo. Pozycja, hmm... Z etapu pomiędzy przemieszczaniem się za pomocą obrotów plecki-brzuszek a pominiętym raczkowaniem. Jakby parodia czołgania się. Wiemy, o co chodzi. Tylko 3-latek i 36-latek w takiej pozycji w małym przedpokoju... Cóż, łamiemy schematy
I powrót na odpoczynek do skorupek. Odpoczywając oglądał bajkę. Mi się udało zajrzeć do gazety.
Dobrze, że żółwiki biegają bez skorupek !
niedziela, 4 listopada 2012
W ZOO
Dawno temu byliśmy w zoo. Junior był już biegający (chodzić nadal nie potrafi), mówiący, kumaty. Biegał skakał przewracał się. Czasem coś w klatce go zaintrygowało. To małpka, to rybka, wykazywał zainteresowanie. Wybiórczo. Atrakcje były, trochę śmiechu, rozrywka zapewniona.
Nagle zobaczył słonia. Z bajek wiedział, że coś takiego istnieje. I że jest fajne. I na pół zoo rozległ się radosny okrzyk.
TRĄBUŚ !!!
I nawoływanie:
Trąbuś, cześć, oć przywitać się z Jasiem.
Trąbuś początkowo nie reagował szczególnie. Może duże ucho mu się zawinęło i nie słyszał dobrze ? Może małymi oczkami nie dostrzegł Jasia ? W każdym razie głos młodego zwiastował rozczarowanie, jakby się zaczynał łamać... Szczęśliwie trąbatego coś w naszej okolicy zaintrygowało, dostojnie, acz ochoczo, przytruptał w nasze pobliże, pomachał trąbą. To na pewno do Jasia na powitanie
Słoń zadowolony, junior szczęśliwy, my uspokojeni.
A potem trzeba było wytłumaczyć, dlaczego nie można dotknąć Trąbusia...
Nagle zobaczył słonia. Z bajek wiedział, że coś takiego istnieje. I że jest fajne. I na pół zoo rozległ się radosny okrzyk.
TRĄBUŚ !!!
I nawoływanie:
Trąbuś, cześć, oć przywitać się z Jasiem.
Trąbuś początkowo nie reagował szczególnie. Może duże ucho mu się zawinęło i nie słyszał dobrze ? Może małymi oczkami nie dostrzegł Jasia ? W każdym razie głos młodego zwiastował rozczarowanie, jakby się zaczynał łamać... Szczęśliwie trąbatego coś w naszej okolicy zaintrygowało, dostojnie, acz ochoczo, przytruptał w nasze pobliże, pomachał trąbą. To na pewno do Jasia na powitanie
Słoń zadowolony, junior szczęśliwy, my uspokojeni.
A potem trzeba było wytłumaczyć, dlaczego nie można dotknąć Trąbusia...
sobota, 3 listopada 2012
Zasypiając
Wieczorny rytuał usypiania. Wiadomo, w trakcie Młody ma mnóstwo różnych pomysłów i zabaw.
Któregoś dnia krzyczy w kółko "siusiu". Przed chwilą był, wydusil trzy kropelki, więc jest to bezczelna próba opuszczenia łóżeczka. Kategorycznie domagam się ciszy. przy okazji przemycam treść dydaktyczną pt. empatia - "bo mnie boli głowa jak krzyczysz".
Co robi kochany wrażliwy synuś ?
Odwraca się na drugi bok, mrucząc pod nosem "To sobie pokrzyczę w drugą stronę".
piątek, 2 listopada 2012
W podróży
Wracaliśmy kiedyś do domu. Samochodem. Przez pól kraju, kilka godzin. Auto jeszcze było niewygodne, junior się nudził czasami, życie. Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów, trochę byłem zmęczony, tyłek boli, ruch spory itp. Nagle coś nietypowo stuknęło. Pewnie kamień pod kołem się odbił. Stuk co jakiś czas się powtarza. Lekki niepokój, co się mogło zepsuć. Obraz stukającego łożyska, wiszącego luźno klocka hamulcowego, urwanego amortyzatora nie nastrajał optymistyczne. Stanąć i sprawdzić ? Hamulec działa, koło nie lata na boki... Pewnie coś w bagażniku. Słoiki z kompotem, klocki w wiaderku, wywrotka plastikowa ?
Jak wytłumaczyć rodzinie pragnącej młodemu nieba przychylić, że nasze autko ma ograniczoną pojemność i lepiej kupić mały samochodzik niż śmieciare, na której może jeździć ? Że klocki sprzedają też w małych pudełkach ?
Jak siebie samego przekonać do zakupu kombi ? I to w rozmiarze pozwalającym w bagażniku urządzić plac zabaw cóż, własne błędy się powtarza, po zmianie nadal nie mamy skrzyni ładunkowej tylko bagażnik na dwie walizki więcej...
Ale stukanie nie ma związku z wybojami i zmianą tempa. Przypadkowe, abstrakcyjne, coraz częstsze. Kontrola tylnej kanapy. Junior, obok koleżanka, która z nami jedzie. Acha, dostał lizaka. lizanie stało się nudne. Więc stuka w szybę. Bawi się doskonale. Szybę jakoś domyjemy.
Tylko w tej chwili do bólu pojąłem awersję nauczycieli do pstrykania długopisem. Dekoncentracja kompletna, na granicy dezintegracji osobowości.
Wytrzymam ? Szybka decyzja, wybór mniejszego zła. Dylemat, czy wolimy to cholerne stukanie czy ryk "ja chce lizakaaaaa, daj mi lizakaaaaa, dzie mój lizaaaaak !!!!!!". Dobrze, że zostało nam jakieś pól godziny drogi.
Teraz jest luzik. Nie gada już bez przerwy 7 godzin. Bawi się, obserwuje. Chyba, że zacznie śpiewać
I jakoś tak się przyjęło, że każda wspólna wyprawa na stacje benzynową wiąże się z doliczeniem do rachunku lizaka. Ale już nie stuka w szybę. Kiedyś trzeba będzie wyprać tapicerkę...
Jak wytłumaczyć rodzinie pragnącej młodemu nieba przychylić, że nasze autko ma ograniczoną pojemność i lepiej kupić mały samochodzik niż śmieciare, na której może jeździć ? Że klocki sprzedają też w małych pudełkach ?
Jak siebie samego przekonać do zakupu kombi ? I to w rozmiarze pozwalającym w bagażniku urządzić plac zabaw cóż, własne błędy się powtarza, po zmianie nadal nie mamy skrzyni ładunkowej tylko bagażnik na dwie walizki więcej...
Ale stukanie nie ma związku z wybojami i zmianą tempa. Przypadkowe, abstrakcyjne, coraz częstsze. Kontrola tylnej kanapy. Junior, obok koleżanka, która z nami jedzie. Acha, dostał lizaka. lizanie stało się nudne. Więc stuka w szybę. Bawi się doskonale. Szybę jakoś domyjemy.
Tylko w tej chwili do bólu pojąłem awersję nauczycieli do pstrykania długopisem. Dekoncentracja kompletna, na granicy dezintegracji osobowości.
Wytrzymam ? Szybka decyzja, wybór mniejszego zła. Dylemat, czy wolimy to cholerne stukanie czy ryk "ja chce lizakaaaaa, daj mi lizakaaaaa, dzie mój lizaaaaak !!!!!!". Dobrze, że zostało nam jakieś pól godziny drogi.
Teraz jest luzik. Nie gada już bez przerwy 7 godzin. Bawi się, obserwuje. Chyba, że zacznie śpiewać
I jakoś tak się przyjęło, że każda wspólna wyprawa na stacje benzynową wiąże się z doliczeniem do rachunku lizaka. Ale już nie stuka w szybę. Kiedyś trzeba będzie wyprać tapicerkę...
środa, 31 października 2012
Budowa
Ileż my tracimy nie rozglądając się na boki ! Dziecko potrafi niesamowicie wzbogacić odbiór świata, odkryć ma nowo detal codzienny.
Choćby taki plac budowy. Czasem co najwyżej mignie w głowie myśl, co tam budują ? I nagle okazuje się ważnym, jeśli nie głównym, punktem wyprawy czy powrotu do domu. Gwoździem programu. A na pewno impulsem do nadania wyprawie właściwego kierunku. I tak wędrujemy od atrakcji do atrakcji, kuszę go kolejnymi ciekawostkami, punktami "must see", idziemy skokowo, etapami, byle dość przed zmierzchem
W starym podwórzu uwielbia gonić ptaszki. Pewnie atawizm, nauka polowania siedząca głęboko w genach. Po trawie, ziemi nierównej, pełnej dziur, dołków i wzgorkow., niezłe ćwiczenie fizyczne, może wyrośnie mniej cherlawy od tatki
Jakiś rok temu, gdy dobiegał dwóch latek, byliśmy w jakimś skansenie. Zobaczył między chałupami w podwórzu kurki, gąski, kaczuszki. I w te pędy za nimi gonić łapać rozganiać Zobaczyłem w nim wyobraźnią małego Mieszka, Gniewoja, Ziemowita sprzed tysiąca lat, czy Michała, Kubę czy Władka z kilkuset lat później, boso w zgrzebnej koszulinie, tak samo, na takiej samej trawie, z patykiem w ręce goniących kurki Nic się nie zmieniło przez te lata, wieki, epoki literackie...
Tylko jak go namówić do dalszej drogi ? Na szczęście możemy pójść koło placu budowy. Znad płotu wystaje tzw. koparka, czyli jakaś ogromna maszyna budowlana nieznanego przeznaczenia. Czasem daje się skusić możliwości rzucenia na nią okiem, i to bez niewygodnych pytań z gatunku "do czego to służy ?".
Tym razem los się do nas uśmiechnął, koło budowy stała ciężarówa z zamontowanym małym dźwigiem i wyładowywała jakieś płyty betonowe. Zachwyt dziecka jest bezcenny, oczy szeroko otwarte by żadnego szczegółu nie przeoczyć Na marginesie, sam podziwiałem kunszt i precyzję operatora ustrojstwa
- Tata, odsuń się, nie przeszkadzaj.
Pewnie zakorzeniona już obawa, że zaraz zechcę go zabrać dalej i przerywać odkrywanie świata. Albo zacznę zasłaniać. Więc rozwialem jego obawy, wziąłem za rękę i podeszliśmy bliżej.
- Wow, tatuś to jest jednak fajny Też się interesuje dźwigami !
I tak się gapimy. Operator chyba się trochę stresuje, nikt nie lubi jak mu się patrzy na ręce, ale trudno. Jak ma dzieci to zrozumie
A jak fajnie taki dźwig się składa do pozycji transportowej ! Mistrzostwo, pewnie tylko ślimak w skorupce dokonuje podobnych akrobacji !
Ok, dźwig złożony, jak mu wytłumaczyć, że to koniec pokazu i trzeba iść dalej ? Znowu uśmiech losu. Ulubiona przedszkolanka przechodzi i dziwi się , że jeszcze nie doszliśmy do domu... Jakby juniora nie znała Idzie w naszym kierunku, więc młody dał się wciągnąć w pogawędkę i tak krok za krokiem zbliżaliśmy się do mety
Choćby taki plac budowy. Czasem co najwyżej mignie w głowie myśl, co tam budują ? I nagle okazuje się ważnym, jeśli nie głównym, punktem wyprawy czy powrotu do domu. Gwoździem programu. A na pewno impulsem do nadania wyprawie właściwego kierunku. I tak wędrujemy od atrakcji do atrakcji, kuszę go kolejnymi ciekawostkami, punktami "must see", idziemy skokowo, etapami, byle dość przed zmierzchem
W starym podwórzu uwielbia gonić ptaszki. Pewnie atawizm, nauka polowania siedząca głęboko w genach. Po trawie, ziemi nierównej, pełnej dziur, dołków i wzgorkow., niezłe ćwiczenie fizyczne, może wyrośnie mniej cherlawy od tatki
Jakiś rok temu, gdy dobiegał dwóch latek, byliśmy w jakimś skansenie. Zobaczył między chałupami w podwórzu kurki, gąski, kaczuszki. I w te pędy za nimi gonić łapać rozganiać Zobaczyłem w nim wyobraźnią małego Mieszka, Gniewoja, Ziemowita sprzed tysiąca lat, czy Michała, Kubę czy Władka z kilkuset lat później, boso w zgrzebnej koszulinie, tak samo, na takiej samej trawie, z patykiem w ręce goniących kurki Nic się nie zmieniło przez te lata, wieki, epoki literackie...
Tylko jak go namówić do dalszej drogi ? Na szczęście możemy pójść koło placu budowy. Znad płotu wystaje tzw. koparka, czyli jakaś ogromna maszyna budowlana nieznanego przeznaczenia. Czasem daje się skusić możliwości rzucenia na nią okiem, i to bez niewygodnych pytań z gatunku "do czego to służy ?".
Tym razem los się do nas uśmiechnął, koło budowy stała ciężarówa z zamontowanym małym dźwigiem i wyładowywała jakieś płyty betonowe. Zachwyt dziecka jest bezcenny, oczy szeroko otwarte by żadnego szczegółu nie przeoczyć Na marginesie, sam podziwiałem kunszt i precyzję operatora ustrojstwa
- Tata, odsuń się, nie przeszkadzaj.
Pewnie zakorzeniona już obawa, że zaraz zechcę go zabrać dalej i przerywać odkrywanie świata. Albo zacznę zasłaniać. Więc rozwialem jego obawy, wziąłem za rękę i podeszliśmy bliżej.
- Wow, tatuś to jest jednak fajny Też się interesuje dźwigami !
I tak się gapimy. Operator chyba się trochę stresuje, nikt nie lubi jak mu się patrzy na ręce, ale trudno. Jak ma dzieci to zrozumie
A jak fajnie taki dźwig się składa do pozycji transportowej ! Mistrzostwo, pewnie tylko ślimak w skorupce dokonuje podobnych akrobacji !
Ok, dźwig złożony, jak mu wytłumaczyć, że to koniec pokazu i trzeba iść dalej ? Znowu uśmiech losu. Ulubiona przedszkolanka przechodzi i dziwi się , że jeszcze nie doszliśmy do domu... Jakby juniora nie znała Idzie w naszym kierunku, więc młody dał się wciągnąć w pogawędkę i tak krok za krokiem zbliżaliśmy się do mety
wtorek, 30 października 2012
Śnieg
Rozpoczęliśmy sezon saneczkarski
Spadł pierwszy śnieg. Trochę wcześnie, ale Myszaty w takie niuanse się nie wdaje. Wolny, niezależny od kalendarza. Jest biały puch - super, niezależnie od pory roku. Niech to będzie nawet lipiec
Czy on pamięta, co to takiego ?
Autopobudka, marsz do okna, miał przeczucie, że coś się wydarzyło. Na tym etapie życia śnieg w październiku jeszcze nie dziwi.
"Tata, śnieg !" Więc jednak kojarzy. Pamięta, czy wiedzę zaczerpnął z bajek ?
"Idziemy na sanki ?" Pamięta ?! Staram się ustalić fakty, krótkie pytania, przesłuchanie, lampa w oczy. Podobno bardzo dawno temu był na sankach z mamą i tatą. Sprytnie się wywinął, fakty niemożliwe do ustalenia.
Dobra, trzeba będzie zejść do piwnicy i sprawić młodemu frajdę. Ciekawe, jak to się skończy.
Długie przygotowania. Rozumiem drogowców, których śnieg corocznie zaskakuje. Gdzie ten kombinezon ??? Rękawiczki w praniu po zabawie w zmianę kół, mam jeszcze nadzieję, że się dopiorą. Buty ??? Kurcze, nie wchodzą... A, gazeta w środku Uff, jeszcze dobre. Na styk, ale na kawałek zimy starczą.
Sanki wyjmiemy po drodze. Gotowi, chyba za ciepło go nie ubrałem, wyszedłem z wprawy. Mam nadzieję, że jest na tyle duży, by nie podjadać szczurom trutki. Ciemno, mroczno, widać że niepewnie kroczy naprzód, rozgląda się podejrzliwie.Też nie przepadam za piwnicami. "Tatku, tu mieszka Ima ?". Acha, jasne, Ima, zła siostra zaginionej księżniczki Ami. Ta sama szajka co Flo_i_Flo i Magic. W razie czego mam straszak, zamiaucze groźnie i posłucha
Sanki wydobylismy, zabawa była przednia. W jedzenie śniegu, spadanie co chwilę w śnieg, rzucanie śniegiem w rodzica, nawet pozjezdzalismy. Tzn on z dużej góry, ja próbowałem go dogonić na nogach Na szczęście w tym roku wchodził pod górę sam, a nie kazał się wciągać.
W zeszłym... Spadł śnieg, postanowiłem go trochę pociągać na saniach. Frajda dla niego, dla mnie trochę ruchu. Trening siłowy Trawnik, trochę muld, w miarę płasko. Pod pierzynką śniegu. Siedzi, cieszy się, ja udaje konia zaprzęgowego. Raczej woła roboczego niż rumaka w dwukółce. Szybko stwierdziliśmy, że na wydeptanej ścieżce jest trochę nudno, zboczyliśmy w kopny, większa frajda. Kazałem mu się mocno trzymać. Trochę wybojów, lepiej nie bawić się w ratownika na lawinisku i nie wykopać go spod zaspy.
Ciężko się ciągnie. Pewnie sanki kiepskie. To dlatego Sio nam je dała, jakbym Jej nie znał... Co chwila rzucam w tył kontrolne "Siedzisz ?" "Trzymasz się ?". Odpowiedzi uzyskuje pozytywne, brniemy dalej przez śniegi i zaspy. Coraz ciężej... Widać szybko się męczę, może czas się częściej ruszać, zadbać o siebie ? Niby z górki lekko, a tu coraz gorzej...
W końcu spojrzałem do tyłu. Kontrolnie. Sprawdzić, czy kruszyna nie trzęsie się z zimna, przerażona wizją zniknięcia pod śniegiem. Nie. Śmieje się. Jest dobrze. Trzyma się mocno. Hamulca.... Wszystko jasne...
Po powrocie zaczął przebąkiwać o nartach... Skąd on wie, że coś takiego istnieje ?!
Spadł pierwszy śnieg. Trochę wcześnie, ale Myszaty w takie niuanse się nie wdaje. Wolny, niezależny od kalendarza. Jest biały puch - super, niezależnie od pory roku. Niech to będzie nawet lipiec
Czy on pamięta, co to takiego ?
Autopobudka, marsz do okna, miał przeczucie, że coś się wydarzyło. Na tym etapie życia śnieg w październiku jeszcze nie dziwi.
"Tata, śnieg !" Więc jednak kojarzy. Pamięta, czy wiedzę zaczerpnął z bajek ?
"Idziemy na sanki ?" Pamięta ?! Staram się ustalić fakty, krótkie pytania, przesłuchanie, lampa w oczy. Podobno bardzo dawno temu był na sankach z mamą i tatą. Sprytnie się wywinął, fakty niemożliwe do ustalenia.
Dobra, trzeba będzie zejść do piwnicy i sprawić młodemu frajdę. Ciekawe, jak to się skończy.
Długie przygotowania. Rozumiem drogowców, których śnieg corocznie zaskakuje. Gdzie ten kombinezon ??? Rękawiczki w praniu po zabawie w zmianę kół, mam jeszcze nadzieję, że się dopiorą. Buty ??? Kurcze, nie wchodzą... A, gazeta w środku Uff, jeszcze dobre. Na styk, ale na kawałek zimy starczą.
Sanki wyjmiemy po drodze. Gotowi, chyba za ciepło go nie ubrałem, wyszedłem z wprawy. Mam nadzieję, że jest na tyle duży, by nie podjadać szczurom trutki. Ciemno, mroczno, widać że niepewnie kroczy naprzód, rozgląda się podejrzliwie.Też nie przepadam za piwnicami. "Tatku, tu mieszka Ima ?". Acha, jasne, Ima, zła siostra zaginionej księżniczki Ami. Ta sama szajka co Flo_i_Flo i Magic. W razie czego mam straszak, zamiaucze groźnie i posłucha
Sanki wydobylismy, zabawa była przednia. W jedzenie śniegu, spadanie co chwilę w śnieg, rzucanie śniegiem w rodzica, nawet pozjezdzalismy. Tzn on z dużej góry, ja próbowałem go dogonić na nogach Na szczęście w tym roku wchodził pod górę sam, a nie kazał się wciągać.
W zeszłym... Spadł śnieg, postanowiłem go trochę pociągać na saniach. Frajda dla niego, dla mnie trochę ruchu. Trening siłowy Trawnik, trochę muld, w miarę płasko. Pod pierzynką śniegu. Siedzi, cieszy się, ja udaje konia zaprzęgowego. Raczej woła roboczego niż rumaka w dwukółce. Szybko stwierdziliśmy, że na wydeptanej ścieżce jest trochę nudno, zboczyliśmy w kopny, większa frajda. Kazałem mu się mocno trzymać. Trochę wybojów, lepiej nie bawić się w ratownika na lawinisku i nie wykopać go spod zaspy.
Ciężko się ciągnie. Pewnie sanki kiepskie. To dlatego Sio nam je dała, jakbym Jej nie znał... Co chwila rzucam w tył kontrolne "Siedzisz ?" "Trzymasz się ?". Odpowiedzi uzyskuje pozytywne, brniemy dalej przez śniegi i zaspy. Coraz ciężej... Widać szybko się męczę, może czas się częściej ruszać, zadbać o siebie ? Niby z górki lekko, a tu coraz gorzej...
W końcu spojrzałem do tyłu. Kontrolnie. Sprawdzić, czy kruszyna nie trzęsie się z zimna, przerażona wizją zniknięcia pod śniegiem. Nie. Śmieje się. Jest dobrze. Trzyma się mocno. Hamulca.... Wszystko jasne...
Po powrocie zaczął przebąkiwać o nartach... Skąd on wie, że coś takiego istnieje ?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
