Ileż my tracimy nie rozglądając się na boki ! Dziecko potrafi niesamowicie wzbogacić odbiór świata, odkryć ma nowo detal codzienny.
Choćby taki plac budowy. Czasem co najwyżej mignie w głowie myśl, co tam budują ? I nagle okazuje się ważnym, jeśli nie głównym, punktem wyprawy czy powrotu do domu. Gwoździem programu. A na pewno impulsem do nadania wyprawie właściwego kierunku. I tak wędrujemy od atrakcji do atrakcji, kuszę go kolejnymi ciekawostkami, punktami "must see", idziemy skokowo, etapami, byle dość przed zmierzchem
W starym podwórzu uwielbia gonić ptaszki. Pewnie atawizm, nauka polowania siedząca głęboko w genach. Po trawie, ziemi nierównej, pełnej dziur, dołków i wzgorkow., niezłe ćwiczenie fizyczne, może wyrośnie mniej cherlawy od tatki
Jakiś rok temu, gdy dobiegał dwóch latek, byliśmy w jakimś skansenie. Zobaczył między chałupami w podwórzu kurki, gąski, kaczuszki. I w te pędy za nimi gonić łapać rozganiać Zobaczyłem w nim wyobraźnią małego Mieszka, Gniewoja, Ziemowita sprzed tysiąca lat, czy Michała, Kubę czy Władka z kilkuset lat później, boso w zgrzebnej koszulinie, tak samo, na takiej samej trawie, z patykiem w ręce goniących kurki Nic się nie zmieniło przez te lata, wieki, epoki literackie...
Tylko jak go namówić do dalszej drogi ? Na szczęście możemy pójść koło placu budowy. Znad płotu wystaje tzw. koparka, czyli jakaś ogromna maszyna budowlana nieznanego przeznaczenia. Czasem daje się skusić możliwości rzucenia na nią okiem, i to bez niewygodnych pytań z gatunku "do czego to służy ?".
Tym razem los się do nas uśmiechnął, koło budowy stała ciężarówa z zamontowanym małym dźwigiem i wyładowywała jakieś płyty betonowe. Zachwyt dziecka jest bezcenny, oczy szeroko otwarte by żadnego szczegółu nie przeoczyć Na marginesie, sam podziwiałem kunszt i precyzję operatora ustrojstwa
- Tata, odsuń się, nie przeszkadzaj.
Pewnie zakorzeniona już obawa, że zaraz zechcę go zabrać dalej i przerywać odkrywanie świata. Albo zacznę zasłaniać. Więc rozwialem jego obawy, wziąłem za rękę i podeszliśmy bliżej.
- Wow, tatuś to jest jednak fajny Też się interesuje dźwigami !
I tak się gapimy. Operator chyba się trochę stresuje, nikt nie lubi jak mu się patrzy na ręce, ale trudno. Jak ma dzieci to zrozumie
A jak fajnie taki dźwig się składa do pozycji transportowej ! Mistrzostwo, pewnie tylko ślimak w skorupce dokonuje podobnych akrobacji !
Ok, dźwig złożony, jak mu wytłumaczyć, że to koniec pokazu i trzeba iść dalej ? Znowu uśmiech losu. Ulubiona przedszkolanka przechodzi i dziwi się , że jeszcze nie doszliśmy do domu... Jakby juniora nie znała Idzie w naszym kierunku, więc młody dał się wciągnąć w pogawędkę i tak krok za krokiem zbliżaliśmy się do mety
Choćby taki plac budowy. Czasem co najwyżej mignie w głowie myśl, co tam budują ? I nagle okazuje się ważnym, jeśli nie głównym, punktem wyprawy czy powrotu do domu. Gwoździem programu. A na pewno impulsem do nadania wyprawie właściwego kierunku. I tak wędrujemy od atrakcji do atrakcji, kuszę go kolejnymi ciekawostkami, punktami "must see", idziemy skokowo, etapami, byle dość przed zmierzchem
W starym podwórzu uwielbia gonić ptaszki. Pewnie atawizm, nauka polowania siedząca głęboko w genach. Po trawie, ziemi nierównej, pełnej dziur, dołków i wzgorkow., niezłe ćwiczenie fizyczne, może wyrośnie mniej cherlawy od tatki
Jakiś rok temu, gdy dobiegał dwóch latek, byliśmy w jakimś skansenie. Zobaczył między chałupami w podwórzu kurki, gąski, kaczuszki. I w te pędy za nimi gonić łapać rozganiać Zobaczyłem w nim wyobraźnią małego Mieszka, Gniewoja, Ziemowita sprzed tysiąca lat, czy Michała, Kubę czy Władka z kilkuset lat później, boso w zgrzebnej koszulinie, tak samo, na takiej samej trawie, z patykiem w ręce goniących kurki Nic się nie zmieniło przez te lata, wieki, epoki literackie...
Tylko jak go namówić do dalszej drogi ? Na szczęście możemy pójść koło placu budowy. Znad płotu wystaje tzw. koparka, czyli jakaś ogromna maszyna budowlana nieznanego przeznaczenia. Czasem daje się skusić możliwości rzucenia na nią okiem, i to bez niewygodnych pytań z gatunku "do czego to służy ?".
Tym razem los się do nas uśmiechnął, koło budowy stała ciężarówa z zamontowanym małym dźwigiem i wyładowywała jakieś płyty betonowe. Zachwyt dziecka jest bezcenny, oczy szeroko otwarte by żadnego szczegółu nie przeoczyć Na marginesie, sam podziwiałem kunszt i precyzję operatora ustrojstwa
- Tata, odsuń się, nie przeszkadzaj.
Pewnie zakorzeniona już obawa, że zaraz zechcę go zabrać dalej i przerywać odkrywanie świata. Albo zacznę zasłaniać. Więc rozwialem jego obawy, wziąłem za rękę i podeszliśmy bliżej.
- Wow, tatuś to jest jednak fajny Też się interesuje dźwigami !
I tak się gapimy. Operator chyba się trochę stresuje, nikt nie lubi jak mu się patrzy na ręce, ale trudno. Jak ma dzieci to zrozumie
A jak fajnie taki dźwig się składa do pozycji transportowej ! Mistrzostwo, pewnie tylko ślimak w skorupce dokonuje podobnych akrobacji !
Ok, dźwig złożony, jak mu wytłumaczyć, że to koniec pokazu i trzeba iść dalej ? Znowu uśmiech losu. Ulubiona przedszkolanka przechodzi i dziwi się , że jeszcze nie doszliśmy do domu... Jakby juniora nie znała Idzie w naszym kierunku, więc młody dał się wciągnąć w pogawędkę i tak krok za krokiem zbliżaliśmy się do mety
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz