niedziela, 4 listopada 2012

W ZOO

Dawno temu byliśmy w zoo. Junior był już biegający (chodzić nadal nie potrafi), mówiący, kumaty. Biegał skakał przewracał się. Czasem coś w klatce go zaintrygowało. To małpka, to rybka, wykazywał zainteresowanie. Wybiórczo. Atrakcje były, trochę śmiechu, rozrywka zapewniona.

Nagle zobaczył słonia. Z bajek wiedział, że coś takiego istnieje. I że jest fajne. I na pół zoo rozległ się radosny okrzyk.

TRĄBUŚ !!!

I nawoływanie:
Trąbuś, cześć, oć przywitać się z Jasiem.

Trąbuś początkowo nie reagował szczególnie. Może duże ucho mu się zawinęło i nie słyszał dobrze ? Może małymi oczkami nie dostrzegł Jasia ? W każdym razie głos młodego zwiastował rozczarowanie, jakby się zaczynał łamać... Szczęśliwie trąbatego coś w naszej okolicy zaintrygowało, dostojnie, acz ochoczo, przytruptał w nasze pobliże, pomachał trąbą. To na pewno do Jasia na powitanie 
Słoń zadowolony, junior szczęśliwy, my uspokojeni.

A potem trzeba było wytłumaczyć, dlaczego nie można dotknąć Trąbusia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz