Chorwacja, Młody pławi się z Najpiękniejszą w Adriatyku. Ja akurat wybrałem się z bardziej dorosłą częścią rodziny zdobyć w skwarze najwyższy szczyt Pagu.
Młody w morzu zgłosił potrzebę "Siusiu". Ok, niech zrobi w wodzie. Zaczyna zdejmować kąpielówki.
- Ale nie rozbieraj się, zrób przez majtki.
- Nie mogę, bo będę miał mokre !!!
W końcu musieli szukać krzaczka na brzegu...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
sobota, 16 sierpnia 2014
W wodzie
sobota, 29 marca 2014
Samodzielność po kąpieli
Wieczór, kąpiel. Zwyczajowo szorowanie, samodzielne lub przez któreś z najbliższych przodków.
Utarło się, że po kąpieli robimy wyskok z wanny, niosę go jak worek kartofli do pokoju. Czasem idzie sam zostawiając ślady mokrych stóp w całym mieszkaniu. I dalsza obróbka na ręczniku na kanapie, jak za czasów niemowlęcych. Wycieranie, w rację potrzeby jakiś Sudocrem, nacieranie rozgrzewające klaty przy przeziębieniu, kontrola nowych siniaków, zadrapań, w lecie poszukiwanie kleszczy i ugryzień i takie tam różne. Czasem sobie mówimy, że czas się wycierać i wkładać piżamkę w łazience, ale... Na zasadzie, kiedyś zaczniemy. Rutyna wygrywa o tej porze :)
Któregoś wieczoru Junior sobie wymyślił, że muszę z nim się wykąpać. Dobra, może mnie nie zamkną przewrażliwieni nowocześni moraliści. Ci co mówią, że homoseksualizm to normalne wyrażanie własnej seksualności, a kąpiel z dzieckiem to już pedofilia. Taki współczesny objaw hipokryzji i pogubienia się ;)
Pobawiliśmy się chwilę w marynarzy czy piratów, czas wychodzić. Mówię chłopcu okrętowemu, żeby chwilę poczekał, ja się szybko wytrę i go wezmę. "Nie, siam wyjdę". I wychodzi nie czekając na mnie. Patrzę - całkiem sprawnie się wyciera i wskakuje w piżamkę. Luzik, czyli jak chce, to potrafi. Kolejny krok ku samodzielności za nami :)
piątek, 14 marca 2014
Zabawa w szukanego
Wieczorna kąpiel i nowa zabawa.W "chowanego". Albo raczej w "szukanego". Jaśko kładzie się w wodzie. Tak, żeby glowa mu nie wystawała nad brzeg wanny. I każe się szukać, "ale nie tylko tutaj, po całym mieszkaniu". Więc go szukam głośno komentując swoje poczynania.
" Gdzie jest Jaś ? W pokoju nie widzę, na kanapie go nie ma, pod stołem też nie, za kanapa, pod fotelem za telewizorem przy lampie nie ma. Gdzie On się schował ? Zobaczę w kuchni. Pod stołem w lodówce pralce piekarniku go nie widać... Gdzie On może być ? Może w sypialni ? Nawet pod kołdrą się nie skrył....". I tak dalej, na szczęście nie mamy zbyt dużego domku bo przecież nie mogę ominąć żadnej możliwości i pomieszczenia. "Tata, jeszcze nie sprawdzałeś w szafie w przedpokoju !". Czasem nawet wyglądam na korytarz Docieram po kilku minutach do łazienki, w której muszę sprawdzić przynajmiej trzy miejsca, zanim nie spojrzę na wannę ze słowami "Coś wystaje z wody, czy może to jest..." i w tym momencie z wanny słyszę salwę śmiechu :)
I tak wskazane jest, bym wykonał przynajmniej trzy tury poszukiwań.
Gdy wreszcie odmawiam współpracy... Wczoraj pojawiła się nowa koncepcja przedłużenia zabawy. "Tata teraz Ty się schowaj a ja Cię będę szukał z wanny ! Ale schowaj się w łazience, żebym wiedział, gdzie jesteś !". Cwaniak. I mamy pierwszy problem. Schować się w łazience. Schować się w łazience tak, by być prawieniewidocznym jest niemożliwe. Zwłaszcza, że jestem długi, a łazienka... Cóż, jakieś 1,5 x 2 metry :) W końcu kucnąłem za koszem na pranie, na głowę założyłem mały plastikowy stołeczek z IKEI i udawaliśmy, że mnie całkiem nie widać :) I Jaś zaczął poszukiwania. "Tu Taty nie ma, tam też nie. W szafce nie ma, pod korkiem nie ma, w kranie też nie, pod gąbką, w butelce z szamponem (co ja jakiś dżin jestem ???), na sznurku z praniem, w koszu, ..........". W końcu po długich minutach, gdy zaczął mnie łapać skurcz w kolanach, synek się zlitował i mnie znalazł. Od "Tata, jeszcze raz się schowaj !" uratował mnie dźwięk zaczynającej się ulubionej bajki dobiegający z pokoju.
Jutro pewnie powtórka nowej zabawy...
sobota, 1 marca 2014
Zimny Jaś
Jak Junior miał jakieś 2 latka z hakiem, byliśmy w Zakopanem. Wiadomo, pensjonat, mycie pod prysznicem. Po wyjściu z kabiny zazwyczaj jest zimno. Różnica temperatur przy mokrym ciele. I widać było, że Młody przed wytarciem marznie, i za wszelką cenę chce nam to zakomunikować. I szuka słów. W końcu całkiem rozsądnie wypalił
- Jaś jest cały zimny !!!
Na szczęście nie popadł w hibernację :) A zdanie weszło do rodzinnego codziennego obiegu
wtorek, 18 lutego 2014
Skradam się
Jasiek lubi czasem robić niespodzianki. W Jego języku "niespo". Czyli robi sam coś z czynności samoobsługowych, co zwykle wymaga naszego współudziału. Ma to swoje zalety. Z wyjątkiem chwil, gdy rodzić się spieszy.
Tak więc robi niespo, gdy
- gdy go odbieram z przedszkola idzie do szatni i wychodzi całkiem ubrany zamiast mi przynieść na trzy tury buty spodnie i kurtkę,
- sam sobie nakłada pastę i myje zęby,
- sam się rozbiera i wchodzi do wanny zamiast krzyczeć "pomóż",
- czasem nawet sam się myje w wannie,
- i różne takie, szkoda tylko, że w zakres niespo nie wchodzi np. samodzielne zasypianie :)
Ostatnio nową niespo jest przychodzenie z kąpieli. Tzn wyjmujemy go z wanny, owijamy w szlafroczek i zamiast przynosić do pokoju w pozycji "worek z kartoflami" przychodzi sam. Tak się już utarło, że dokładne wycieranie, ubieranie piżamki, ewentualna kosmetyka typu jakiś krem odbywają się w pokoju.
Więc przychodzi. Oczywiście nie możemy patrzeć jak idzie. Niespo to niespo. Siedzę w fotelu, zerkam kątem oka. Skrada się. Jak szpieg z krainy deszczowców. Na paluszkach tup tup tup, za szafę. Główka wystaje, zerka czy naprawdę nie podglądamy. Droga wolna. Tup tup tup. Za rogiem kuchni się skrył. Będzie z niego komandos, ma wyczucie. Zerka, sprawdza, czy droga wolna. Na wszelki wypadek się rzuca
- Rodzice, tylko nie patrzcie !
Czysto, można iść. My udajemy zapatrzonych w telewizor :) Tup tup tup. Jest ! Cel osiągnięty ! Triumfalny okrzyk
- Niespo ! Już jestem !
Misja zakończona powodzeniem.