Wieczór, kąpiel. Zwyczajowo szorowanie, samodzielne lub przez któreś z najbliższych przodków.
Utarło się, że po kąpieli robimy wyskok z wanny, niosę go jak worek kartofli do pokoju. Czasem idzie sam zostawiając ślady mokrych stóp w całym mieszkaniu. I dalsza obróbka na ręczniku na kanapie, jak za czasów niemowlęcych. Wycieranie, w rację potrzeby jakiś Sudocrem, nacieranie rozgrzewające klaty przy przeziębieniu, kontrola nowych siniaków, zadrapań, w lecie poszukiwanie kleszczy i ugryzień i takie tam różne. Czasem sobie mówimy, że czas się wycierać i wkładać piżamkę w łazience, ale... Na zasadzie, kiedyś zaczniemy. Rutyna wygrywa o tej porze :)
Któregoś wieczoru Junior sobie wymyślił, że muszę z nim się wykąpać. Dobra, może mnie nie zamkną przewrażliwieni nowocześni moraliści. Ci co mówią, że homoseksualizm to normalne wyrażanie własnej seksualności, a kąpiel z dzieckiem to już pedofilia. Taki współczesny objaw hipokryzji i pogubienia się ;)
Pobawiliśmy się chwilę w marynarzy czy piratów, czas wychodzić. Mówię chłopcu okrętowemu, żeby chwilę poczekał, ja się szybko wytrę i go wezmę. "Nie, siam wyjdę". I wychodzi nie czekając na mnie. Patrzę - całkiem sprawnie się wyciera i wskakuje w piżamkę. Luzik, czyli jak chce, to potrafi. Kolejny krok ku samodzielności za nami :)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
sobota, 29 marca 2014
Samodzielność po kąpieli
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz