Wypadki chodzą po ludziach. Szczególnie tych niewielkich.
Najdroższa wracała z pracy, my byliśmy już obaj w domu, domofon zrobił pikpikpik. Zgodnie z przyjętym zwyczajem zawsze po Nią wychodzimy pod windę - a to przywitać, a to pomóc dźwigać siatkę, a to wyskoczyć zza węgła z dzikim okrzykiem.
- Jasiek, idziesz po mamusię ?
- Nie, muszę w grze skończyć etap...
Ok, idę sam. Jestem w korytarzu i słyszę dźwięki. Znaczy, Młody zdecydował się jednak wyjść. Otwiera drzwi, wychodzi, czuję silny powiew. Znaczy, przeciąg zrobił. Drzwi łup, Jasieczek w krzyk
- Aauuaaaaaaaaaa !!!!!!
Cholera. Stoi. Krwi brak. Dłoń. Palce nie wiszą bezładnie. Jest źle, ale nie drastycznie. Działać szybko, bez potrzeby reanimacji. Kasia wbiega zdezorientowana i przerażona, Ciocia tuli, ja nurkuję w lodówce po zimny okład. Po dłuugiej chwili sytuacja opanowana, ale specjalnie dotknąć się nie pozwala, boli, puchną palce.... Złamane ? Zmiażdżone ? Stłuczone ? Kość nie wystaje. Młody chyba trochę spanikował, niczego konkretnego nie dowiemy się od niego. Szpital i prześwietlenie ? Kość nie wystaje. Opuchlizna nie nabiera kolorów. Ba, nawet można mu trochę zgiąć palce bez dużych protestów. Poczekamy. Zimny okład, altacet.
Oczywiście w nocy śpi jak trusia, rączka w górę, żeby tylko niczego nie dotknąć. Norma.
Nazajutrz. Paluchy spuchnięte. Altacet. Dotknąć pozwala. Zgina lepiej. Możemniej się już boi. Robię za radą kolei domowe prześwietlenie. Czyli mocna latarka do palca i z drugiej strony próbuję coś dostrzec. Teatr cieni. To kość czy żyłka ? Nawet nie wiem, czego szukać. Coś się rusza. Mięśnie czy krwinki ? Trzeba było uważać w szkole na biologii...
Ale ogólnie chyba jest lepiej, czekamy na rozwój wypadków. Kolor palców naturalny.
Po 3-4 dniach palce wróciły do naturalnej objętości. Zacisnął pięść. Diagnoza trafiona. Grubokościsty po mnie, będzie twardziel ;) znowu mu się udało bez większych strat. I wychodząc na korytarz staje i krzyczy
- Tata, idę ! Trzymaj drzwi !
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
wtorek, 29 lipca 2014
Palce w drzwiach
poniedziałek, 28 lipca 2014
Lotnisko
Wujek wziął Jasia na wycieczkę na lotnisko. W sumie też miałem to w głowie od pewnego czasu, ale jakoś się nie złożyło. Młody zachwycony, widział samoloty, punkt odpraw, tylko na płytę go nie wypuścili ;)
I oczywiście
- Rodzice, a może na wakacje polecimy samolotem ? Bardzo bym chciał...
Po naszych wykrętach spuścił trochę z tonu
- To może chociaż do Modlina ?
Dobrze, że nie do Skaryszaka ;)
sobota, 26 lipca 2014
Wakacje a dziecko
Cóż. Podjęliśmy decyzję, żeby Jasiek nie chodził na tzw dyżury do przedszkola zastępczego. Zresztą, Jasiek też zgłosił protest wobec takiej wizji. Zrozumiałe.
Tylko co tu teraz wymyślić ? Niestety, dostępny przeciętnemu człowiekowi urlop nie pokrywa chyba wszystkich dni wolnych w roku szkolnym i ferii zimowych, nie mówiąc o wakacjach. System edukacji specjalnie się tym nie przyjmuje. Niby są jakieś dyżury, ale w gruncie rzeczy to przechowania. Kilka dni takich w roku da się przetrwać, ale temat wakacji to duże wyzwanie dla organizacji życia rodzinnego... Zwłaszcza, że dziadkowie i ciocie, naturalne rozwiązanie, mieszkają jakieś pół Polski dalej...
I tak sobie myślę. Czy w przedszkolach państwowych, szkołach podstawowych, nie może być jakiego sensownego programu nie wiem, półkoloni ? Na których dzieci robią coś ciekawego, wychodzą do kina, teatru, muzeum, realizują tzw kreatywny program, a nie tylko "pobawcie się na podwórku" ? Są czyms więcej niż przechowalnią z konieczności życiowej ?
W tym roku nam się jakoś udało, jedynie dzięki zaangażowaniu i chęci rodziny, kosztem przejazdów przemęczenia Babci itp. Miesiąc z Jego punktu widzenia pełen atrakcji, to na plus. Do tego silnie zżył się z rzadko widzianą rodziną - to też ogromny plus. Ale zdrowie Babci ogarniającej przez trzy tygodnie dwójkę potworków też jest istotne.
Cóż - polityka prorodzinna państwa.
piątek, 25 lipca 2014
Przystojniak
Wieczorna kąpiel, Jaśko siedzi w wannie i się bawi, ja go doglądam. W pewnej chwili spoglądam w lustro i rzucam
- Patrz, Jaśko, jakiego masz przystojnego farmę ;)
- Wcale nie ! To Jaś jest przystojny !
Jak Najpiękniejsza wytrzyma z dwoma Narcyzami w domu ?
czwartek, 24 lipca 2014
Wujatki
Mamy gości pomagających ogarnąć temat wakacyjnego niedoboru urlopu. Babcia z Amelką opiekują się Jasiem. Właściwie to Babcia próbuje zapanować nad dwoma nadaktywnymi żyjątkami. W celu odciążenia Babci, choć odrobinę, wziąłem dzień wolnego. Z zaleceniem Najwspanialszej z Żon i Matek, abym zapewnił żyjątkom odpowiednie dla warunków stolycy rozrywki. Nawet podsunęła mi kilka pomysłów, jak rejs statkiem (stan Wisły za wysoki), CN Kopernik (może być straszna kolejka i problem z biletami), ZOO (mogą wpaść na wybieg słoni czy żyraf), skansen (100 km za miastem) czy zamek w Czersku (bez odrobiny cienia). Ja oczywiście miałem swoje pomysły, ale z dziewczynką do czołgu chyba głupio iść, na Starówce żar z nieba, Twierdza Modlin wydała mi się niezbyt ciekawa na ten dzień, żadnych imprez militarnych nie było, a sam stwierdziłem, że Zamek Królewski będzie nudny dla kilkulatków. Więc - trzeba zorganizować wyprawę w poszukiwaniu dzikiej przyrody, w chaszcze nieprzebyte. Wybór padł na Park Skaryszewski. Najbliżej :) W dodatku jedzie się tam tramwajem, dodatkowa atrakcja. I chwila chłodu...
Skoro dzika przyroda, to trzeba zacząć tropić zwierzynę. Konkretnie wujatki. Czyli wiewiórki. Rude. I dzikie. Na zanętę jesteśmy wyposażeni w paczkę orzeszków. Ziemnych. W łupinkach, nie solonych w puszce ;)
Dotarliśmy. Szukamy wujatek. Po drodze ze dwie mijamy, dzieci zachwycone, ale ja uparcie zmierzam w stronę "Wujatkowej Górki", gdzie zwykle przebywają stadami. Tym razem... Cóż, chyba było im za gorąco, bo ledwie kilka rozproszonych spotkaliśmy. Zostaliśmy więc tropicielami wujatek.
Z początku dzieciaki nie wiedziały, jak ich szukać. Dostrzegałem jakąś w oddali, wskazywałem kierunek. Po kilku same zaczynały je dostrzegać że 100 metrów. Powoli, ostrożnie podchodziliśmy. Kusząc je odwiecznym
- Basia, Baśka, naści orzeszka.
Parkowe wujatki oswojone, wysuwały do nas pyszczki, brały orzeszki. Tylko... zaraz zlatywały się też wielkie czarne ptaszyska kradnące orzechy. Jasiek, dzielny obrońca przyrody, rozganiał je w obronie wujatek. Zabawę mieliśmy świetną. Dzieci też :)
Potem w domu opwiedziałem Najambitniejszej i Najbardziej Pomysłowej z Żon o przebiegu dnia. Cóż, chyba nie podzielała mojego entuzjazmu. Potem kątem ucha zasłyszałem, jak przez słuchawkę opowiada swej Siostrze, a mojej Szwagierce
- Wiesz, jaką atrakcję dzieciom w mieście zapewnił Michu ? Karmienie wiewiórek !!!
Z otchłani słuchawki dobiegło parsknięcie śmiechu. Nawet nie tłumione. .. Szukałem oparcia we własnej Siostrze. Też nie znalazłem, za to uraczyła mnie opowieścią, jak to Jej mąż a mój Szwagier w ramach atrakcji dla dwulatki wziął Ją do marketu na dział motoryzacyjny, a potem na jedną rundkę na bujane autko. Fajnie.
Cóż, kobiety są jakieś inne...
środa, 23 lipca 2014
Czwarta nad ranem
Czwarta nad ranem.
- Tataaa !
Chwila na ocknięcie się. Ukochana śpi. Idę sprawdzić, w czym rzecz
- Czemu nie śpisz koło mnie ?
Ok, kładę się na podłogę. Po chwili słyszę miarowy oddech, podejmuję próbę powrotu do łóżka. Własnego.
- Tata, dokąd Ty idziesz ?
Bez słowa kładę się z powrotem.
- Wiesz co, Tata ? Daj mi rękę, będę trzymał żebyś nigdzie nie poszedł...
poniedziałek, 21 lipca 2014
Pestka
Coś drobnego trzeba było pomóc Babci. Podnieść coś z podłogi czy wyjąć z lodówki, już nie pamiętam. Jasiek zawsze gotów do pomocy, zwłaszcza w kuchni
- Ja to zrobię, bez pestki !
???
- Coś mówiliście o robieniu z pestką...
Ktoś z rodziny chyba niedawno rzucił "To dla mnie pestka" czy coś podobnego. Nowy zwrot przyswojony :)