Jaś zasypia o dziewiątej wieczorem. Regularnie.
Oczywiście, są wyjątki. Czasem jest tak zmęczony, że zaśnie pół godziny wcześniej. Czasem tak podekscytowany bądź rozemocjonowany, że nawet godzinę później. Jednak te wyjątki dotyczą nie więcej niż 5 - 10 dni w roku. Poza nimi punkt dziewiątą śpi. No, plus minus dziesięć minut i dokładność zegarka.
Nawet nie próbujemy tego zmienić. Są rzeczy niezmienialne całkiem niezależnie od nas.
Czasem jest wykończony, miał ciężki dzień, zmęczył się, był na wycieczce. Czasem my jesteśmy wykończeni trudnym dniem, w skrytości duszy chcemy mieć go z głowy, marzymy tylko, żeby jak najszybciej usnął. Nic z tego. Im bardziej się staramy, tym mniej On śpi .
Czasem wstanie przed szóstą rano. W dodatku w weekend. Cały dzień spiskujemy, knujemy, żeby go oszukać, położyć wcześniej. Chociaż pół godziny wieczorem zyskać. Nic z tych rzeczy.
Kładziemy go trochę wcześniej. Czytamy najkrótszą możliwą bajkę. Szczelnie zasłaniamy okno, usuwamy z pola widzenia wszystkie możliwe rozpraszacze, ściszam muzykę, udaję że sam śpię..
Próżny trud. Godziny zachodu słońca i przyjazdu pociągu też nie da się zmienić. Pogodzić się z pewnym faktami trzeba i już :)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
wtorek, 20 maja 2014
Dziewiąta wieczór
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz