wtorek, 15 października 2013

Gosia

Jasiek szybko wyczuwa ludzi i dobiera sobie towarzystwo wspierające jego cele. Bezbłędnie. Zna się na ludziach ?

W czasie, gdy z kumplem wypatrywałem leśnych przecinek, błot, kałuż i rowów, w które można wjechać, Jasiek szybko zaprzyjaźnił się z kumplową oblubienicą. Dziewczę chyba nie podzielało tego dnia naszego zapału do próby utknięcia w piachu na odludziu, Jasiek też był nimi zaniepokojony. I męczył, znajdując wsparcie białogłowy:
- Wujek, ale autem nie można wjeżdżać do rzeki. Nie wjedziesz do wody ? Powiedz mu to, Gosiu !
- Przecież auta nie możemy zakopać, prawda Gosiu ?
- To głupi pomysł, Gosia też tak sądzi !
...
I tak Gosia stała się autorytetem, najwyższym czynnikiem odwoławczym. Do tego stopnia, że wspominając wycieczkę nie skupił się na przygodach, ale podsumował "Gosia jest super ! Gosia to świetna dziewczyna !!!"
Ciekawe jak wyczuł, że Gosia nie jest zwolenniczką naszych co lepszych pomysłów ?

poniedziałek, 14 października 2013

W terenie

Jak na początkujących offroadowców przystało, żółtodziobów kompletnych, postanowiliśmy z kumplem sprawdzić zdolności bojowe wozu. Stroma górka, ostry zjazd, cholernie stromy podjazd. Da radę czy nie da ? Jest ryzyko, jest fun ! Kumpel za kółkiem niewiele widzi poza niebem lub krzakami na dnie wąwózu, ja go z zewnątrz pilotuję. Obaj udajemy, że mamy pojęcie o temacie. Krzyczymy trudne wyrazy, czasem poleci coś mniej cenzuralnego, adrenalina kipi. Ot, dwaj faceci przed kryzysem wieku średniego spuszczeni ze smyczy.
Luba kolegi została oddelegowana to filmowania naszych wyczynów. Jakby się nie udało, będzie dowód dla prokuratury :) przy okazji pilnowała Juniora, żeby nie zaczął nam pomagać, czyli np. wbiec przed auto i usuwać kamyczki z drogi ;) Młody pomysłowy jest, oba zadania zostały wypełnione na medal.
W drodze powrotnej Młody nie wydawał się zachwycony wypadem. Powtarzał, że auta nie wolno utopić w błocie i górki mogą być niebezpieczne. Chyba układał sobie w głowie, jak to jest, że tatko z jednej strony opowiada, że na drodze jest niebezpiecznie i trzeba bardzo uważać, a potem z radością robi wszystko odwrotnie.
Dnia następnego podszedłem z Jaśkiem na rowerowej, gdy ten nagle zaczął bawić się w terenówkę. Staje rowerkiem, wyjmuje nanibową łopatę i wołowinę wykopuje pojazd z błota. Krzyczy:
"Uwaga podjazd, włączam reduktor. Udało się, wyłączam".
"Zakopałem się, biorę łopatę, muszę się wykopać"
Chwila przerwy, i nagle
"Blokuje dyferencjał, powoli !  Przeszedł !"
Jakiś facet dziwnie na nas spojrzał. Albo w temacie siedzi, albo uznał nas za dziwaków :)
A ja wyciągnąłem wniosek, że Młodemu się ułożyło w głowie i uznał wycieczkę za udaną. Zaczął też mnie przekonywać do zakupu terenówki. Musimy popracować nad Najwspanialszą...

sobota, 12 października 2013

Gotowanie

Z koszyka wspomnień. Jaś od maleńkości lubił pomagać w kuchni. Ze dwa lata temu postanowił pomóc robić ciasto. Oczywiście trwało to trzy razy dłużej, kuchnia wyglądała prawie jak po tatowej produkcji placków ziemniaczanych przy użyciu robota (czyt. teraz to już musimy zrobić ten remont) .
Ale ciasto wyszło pyszne. A skupienie na twarzy malca i satysfakcja "Bacia, siam ziobiłem" bezcenne :)

piątek, 11 października 2013

Rysunki

Cóż... Talentu do rysowania nie mam. Moim szczytowym osiągnięciem w tej dziedzinie jest domek na bazie prostych figur geometrycznych i liść. Jakiekolwiek stworzenia żyjące mnie przerastają. Czyli cokolwiek, czego nie da się narysować inaczej niż rysując koło, trójkąt i kreskę. Najchętniej przy pomocy linijki i cyrkla... Matka do dziś próbuje mnie przekonać, że ładnie w dzieciństwie rysowałem, ale ja swoje wiem :)
Stąd nie przywiązywałem specjalnej uwagi, czy i co Młody bazgrze. Kilka razy nas zaskoczył:
- jak miał jakieś 1,5 roku, zastaliśmy na ścianie dwie wściekle pomarańczowe kreski; na wzburzone pytanie "Co to jest ?!", dumnie oznajmił "LIS !"; jak mogliśmy tego nie zauważyć !
- gdy ni z gruszki, ni z pietruszki wziął do ręki kredkę i machnął kółko, czym momentalnie rozwiał obawy rodziców co do jego zdolności,
- na urodzinach u kumpla z przedszkola z dwiema koleżankami zaczął sobie malować pory roku - poprawność chwytu pędzla przez całą trójkę spowodowała u Najwspanialszej zachwyt nad sukcesami przedszkolanek.
Oczywiście co jakiś czas z przedszkola przynosi jakieś dzieło, ale nigdy nie wiadomo, ile w tym jest pomocy Pani ;)

Po tym przydługim wstępie...
Siedzimy sobie któregoś wieczora, Jasiek coś sobie bazgrze na nowej tabliczce do rysowania, ja zagłębiłem się w książkę czy komórkę... Święty spokój, każdy zagłębiony w swoich sprawach. Aż nagle mnie woła
- Tatuś, chodź zobacz rysunek !
Spodziewam się jakichś maziai, więc się nie śpieszę...
- A co tam narysowałeś ?
- Kotka, chodź szybko !
Dobra,  obudził moją ciekawość :) Zwlekam się z ciepłego siedziska, spodziewam się wszystkiego, a szczególnie abstrakcji, a tutaj... Coś jakby jajowaty łeb. I junior z zapałem mi objaśnia, gdzie są oczka, uszka i buzia. I o dziwo dostrzegam to wszystko. Szok, czuje się z niego dumny prawie jak w dzień, w którym pierwszy raz wstał sam na nogi !
Po chwili się rozkręcił i jeszcze mnie narysował. Trzy kreski i kółko, akurat idealnie oddał moją posturę ;) Jeszcze bardzo wyraźnie zaznaczył gdzie mam oczy. W sumie trochę przypomniałem postać z krzyża...
Mamusi już rysować nie chciał. Może dlatego, że Ta nie lubi być fotografowana ?

Największa korzyść z tych dzieł sztuki to fakt, że Babcia K. przestała nam suszyć głowę, ze powinniśmy więcej z nim rysować :)

czwartek, 10 października 2013

Czy na pewno ?

Dziecko bywa męczące. Zwłaszcza, gdy się uczepi jednego tematu i w kółko powtarza ... Jako rodzic jestem przyzwyczajony, że przez godzinę vw kółko drąży jeden temat, zadaje jedno pytanie, jakby się upewniał. Zwłaszcza, gdy coś go męczy, denerwuje, niepokoi. Reaguję różnie, zależnie od własnego stanu psychicznego: czasem po trzecim pytaniu udaję głuchego (zazwyczaj skutkuje to coraz głośniejszym powtarzaniem pytania), czasem cierpliwie odpowiadam i tłumaczę, czasem go ochrzanię i rozglądam się za kneblem... Znajomi, zwłaszcza bezdzietni, nie są przyzwyczajeni...

Podczas wyprawy poza asfalt kumpel zgłosił pragnienie przejazdu przez jakąś rzeczkę, próbę zanurzenia. Ot, chęć zostania marynarzem, może nawet podwodniakiem. Jaśka ten pomysł wyraźnie zmartwił. Nie dał się zbyć byle "nie martw się, zobaczymy" w odpowiedzi na pełne obaw "Wujek, ale nie wjedziemy do wody ???". Brak widocznych cieków wodnych wcale go nie uspokoił. Pytanie padało średnio co trzy minuty przez półtorej godziny. Zbywaliśmy go, zapewnialiśmy że nie, pomijaliśmy milczeniem... Z podziwem patrzyłem na kolegę raptusiewicza, skąd wydobywa tyle cierpliwości, i czekając na moment, kiedy wysadzi nas z auta na środku pola. A ten tylko raz skonstatował, że Junior jest konsekwentny i wytrzymały.

Po półtorej godziny Jasiek zmienił front. I pytał, czy na pewno już jedziemy  do miasta. Sam miałem ochotę wsadzić go do bagażnika... Zrozumiałem motywy wynalazcy knebla...

środa, 9 października 2013

W błocie

Cóż... Męskie zabawy, męska wyprawa... Pot kurz i błoto :) Podobno dzieci są czyste albo szczęśliwe.
Więc... Kolega sobie sprawił ogromnego SUVa i postanowił sprawdzić, jak ta krowa radzi sobie poza asfaltem. Znaleźliśmy kawałek błota, jako laicy w temacie but i prosto. Skończyło się w jedyny możliwy sposób. Koleiny okazały się zbyt błotniste, stoimy. Jak dwa leszcze, nawet łopaty nie mieliśmy. łamiemy gałązki, próbujemy podkładać pod koła. Jasiek dzielnie nam pomaga, wyczuł sytuację. Biegnie ku nam z naręczem zebranego chrusty, w poprzek błota. Nagle dobiega mnie płacz
- Móóój buuuciiiiiik !!!!
Szybko ogarniam sytuację: stoi po pas w błocie i usiłuje wyjąć nogę :) Biegnę na ratunek, chlup, po kolana... Ups... Pod pachy, w górę, dobrze jest wychodzi, dotarliśmy do twardego. Oceniam straty, nogi na swoim miejscu, warstwa błota na spodniach, czas wyjąć z auta ubranie na zmianę. Tylko... bucika brak. Nurkuję w błoto - jest, na dnie dziury po nodze, uratowany. Tylko chwilowo bezużyteczny, jak to adidas wypełniony błotem :) To jednak włożę mu kalosze... Wcześniej nie przewidziałem potrzeby...
Oczywiście kazał umyć sobie nogi z błota do czysta, wystrojony nie schodził już z twardego :)  .

W przeciwieństwie do tatki, który wpadł na pomysł zajrzeć pod auto i stwierdził, że głównym problemem nie jest brak przyczepności, a fakt, że 2,5 tony bydlęcia wisi podwoziem na garbie między koleinami. Cóż, przyjazny tubylec, lina, Ursus i mogliśmy jechać dalej na podbój bezdroży :)

Po powrocie małżonka  tylko spytała, czy musiałem mu brać dwie pary najnowszych spodni. Musiał przecież ładnie się prezentować na wycieczce ;)

wtorek, 8 października 2013

Puzzle

Któregoś ponurego, jak to o tej porze roku, oświadczył, że płakał w przedszkolu. Bo nie umiał ułożyć puzzli.
Pierwsze zdziwienie, że w ogóle zaczął coś opowiadać co się działo w przedszkolu. Całkiem niedawno taił wszelkie informacje jako swoją prywatną sprawę, do której nic rodzicom.
Drugie... Może orłem w układaniu pociętych kartoników nie jest, ale jakoś daje radę. Z mniejszą lub większą pomocą składamy Myszkę Miki na łyżwach, Zygzaka McQueena czy łąkę pełną szkodników. Może dostał za trudne kawałki, miał ułożyć niebo z chmurami czy zimowy las ? Może po prostu inne dzieci są w tym dużo lepsze ?
Nic, na wszelki wypadek wyjąłem z kuferka puzzle, sprawdzam. Lecimy, jak zawsze. Szału nie ma, ale to ma po mnie. I niecierpliwy jest, więc się wkurza, skądś to znam.
Wraca myśl, że dostał do ułożenia krajobraz saharyjski bądź rozgwieżdżone niebo na 1000 elementów. Też by mnie szlag trafił.

Jak zwykłe, zaniepokojona rozwojem i koordynacją wzrokowo-jakąśtam jedynaka małżonka zasięgnęła języka u Pani Bogusi. I wszystko jasne. Nudna gruszka z czterech kawałków. Przecież On nie będzie się takimi pierdołami zajmował :) Przecież jest tyle ciekawszych zajęć. Choćby obserwacja, jak wieje wiatr... W związku z tym strzelił focha na gruszkę i ryczał z wściekłości, że pani jednak nie odpuściła.

A niech się smark uczy, że czasem w życiu trzeba coś bezsensownego wykonać. Oszczędzi mu to nerwów w pracy ;)