Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 października 2014

Chałwa

Zostaliśmy sami na dwa wieczory. Oczywiście Młody zarządził, jak zawsze w takich przypadkach, chłopacki wieczór piżamowy. Oznacza to ni mniej ni więcej jak późniejsze pójście do łóżka. Nie uśmiechała mi się taka perspektywa, jakiś zmęczony i niewyspany byłem. Może trzeba było dzień wcześniej z kumplem jedno piwo mniej wypić ?
Trzeba było więc Jaśkowi wymyślić jakąś atrakcję. Żeby wieczór nie skończył się bezmyślnym oglądaniem kilku bajek więcej...
Pomysłu nie musiałem długo szukać. Idziemy do kuchni. W ramach fazy turecko-bałkańskiej chciałem sprawdzić moje zdolności kucharskie przy produkcji chałwy. Składniki kupione kilka dni temu. Q.Robimy. Młody jak zwykle do tematu podszedł z ogromnym zapałem. Wyrażającym się hasłem
- Tata, ja sam ! Nie pomagaj !
Zappbiegliwie, cichaczem sam prażyłem sezam na patelni.
- Tata, ale nie rób beze mnie !
- Oczywiście synu :) Zaraz Cię zawołam, na razie myje naczynia.
Kto z nas, rodziców, nie ucieka się czasem do drobnych kłamstewek ;)
Gotowe, nie przypaliłem ;) Narzędzia przygotowałem, czas włączyć kuchcika do pracy.
- Jasiek, chodź, robimy !
Na początek trzeba przesypać ziarno z patelni do miski.
- Jasiu, powoli i ostrożnie żeby nie rozsypać... Kur....
- Tato, to nie ja...
- Wiem synku, przepraszam, to mi się ręka za szybko ruszyła. Przynieś odkurzacz, proszę...
Dzielny pomocnik postanowił sam odkurzyć. Potem sam schować odkurzacz.
Chwilę to trwało.
Potem przesypaliśmy resztę sezamu do miski.
Po co my chowaliśmy ten odkurzacz ?
Powtórzyliśmy procedurę sprzątania. Na wszelki wypadek zostawiłem odkurzacz na wierzchu :)
Mielimy ! Chwała Bogu, że miska do blendera (tak to się chyba nazywa ???) jest przykryta. Mielimy. Jasiek, dłużej trzymaj guziczek. O, tak, dobrze. Otwieramy, próbujemy. Jeszcze trochę. O, teraz dobrze :)
I nadszedł czas przełożyć zmieloną masę do innej miski. Zaczynamy. Łyżka za łyżką wygarniamy. Poszło nieźle, tym razem odkurzacz się nie przydał :) Zachęceni sukcesem bierzemy się za dodawanie miodu. Sprostowanie. Zaczynam się przyglądać, jak Jasiek radzi sobie z dodawaniem miodu. Metodą jedna łyżka do chałwy, jedna łyżka do brzuszka. Miód smakowity. Masa... Właściwie nie wiem, ile powinno się tego miodu dodać. Na czuja, a właściwie na język, chyba udało nam się dobrać niezłe proporcje. Pycha.
Odkurzacz znowu był zbędny. Jasiek chowa go do szafy. A ja próbuje zetrzeć lepki miód z szafki. Czym to się ściera ?
W międzyczasie przypomina mi się, że kiedyś siostrzenica utopiła siostry telefon w miodzie. Nam udało się mniej strat uczynić :)
Ale nowa myśl skłoniła mnie do samodzielnego rozmieszania masy. Jaśkowi na szczęście prace kuchenne już się znudziły. Starczy atrakcji jak na jeden wieczór ;)

A chałwą jestem zachwycony. Jaś trochę mniej, ale gust mu się z wiekiem wyrobi. Teraz w napięciu czekam aż Najwspanialsza wróci i wyrazi swoją opinię...

wtorek, 11 lutego 2014

Kanapki

Robimy kolację. Ot, z braku ciekawszego pomysłu po prostu kanapki. Ulubiony pasztet przygotowany, chleb ukrojony, masło stoi obok. Nagle jak Struś Pędziwiatr wpada do kuchni Junior z pełnym zapału i nadziei okrzykiem
- Mogę sam zrobić ?
Nie mam akurat jakiegoś szczególnego ciśnienia na tempo przygotowania posiłku, więc czemu nie ? Młody wykazuje pewien zapał do prac kuchennych, kotlety tłucze po mistrzowsku, niech się chłopak uczy. Przyda mu się w życiu.
Dostał do ręki nóż. Z gatunku tych, w których trudno określić, z której strony właściwie jest ostrze. Typowy obiadowiec, którym puree ziemniaczane można przekroić, z całym ziemniakiem już gorzej ;)
Myślę - jak zawsze rozbabra masło i nałoży trochę jak łyżeczką. Wychodzę z kuchni, niech sobie radzi. Kontrolnie co chwila jednak zerkamy, bo zawsze może zechcieć posmarować maslem kuchenkę. A ten - pełne skupienie na twarzy. Bierze kawałek masła nożem, zdejmuje na chlebie (!) i... ugniata, rozsmarowuje, odkrawa kawałki i kładzie na pusty kawałek kromki, wygładza starannie jak Babcia Marysia obrus. Dopóki warstwa masła nie osiągnie grubości jakichś 2 milimetrów. W porównaniu z dotychczasowymi 2 centymetrowymi wzgórzami przeciętymi labiryntem kotlin i wąwozów... Płaskowyż jest idealny.
Potem bierze się za pasztet. Tym razem sobie nie żałuje, zgodnie z zasadą, że w kanapce najważniejszy jest obkład. Grubo, w końcu zima wymaga kalorii. Znów wygładza, kanapka gładka jak pościel z magla.
Po robocie i zebraniu rodzicielskich wyrazów uznania, poszedł zjeść. Własnoręcznie zrobione zawsze najsmaczniejsze.
Zjadł. Westchnął. I poszedł robić nastepną. Przy trzeciej stwierdził, że więcej mu się w brzuszku nie zmieści.

Niestety, nie zaproponował, że nam też zrobi...

środa, 22 stycznia 2014

Robimy kotlety

Robimy sobotni obiad. Małżonka dokądś poszła, mamy męski czas. Rzut oka do lodówki, schab leży rozmrożony, znaczy - będą kotlety. Mi też to pasuje.
- Jasiek, chcesz frytki czy ziemniaki ?
- Makaronik !
Do schabowego ?! Dobra, chyba dam radę zrobić, chociaż kiedyś udało mi się doprowadzić makaron do stanu kleistej masy :)

Wyjmuje mięso. Cóż, nie mogę nie zawołać Młodego i odebrać mu frajdę zabawy z tłuczkiem. Nie wybaczyłby mi. Dwa lata temu jeszcze się bałem, że zamiast schabowego będzie placek z palca, ale nabrał człowieczek wprawy. Dobrze mu idzie.
Przyprawy dobiera..  No, umiaru nie zna i muszę zeskrobać z mięsa nadmiar soli i pieprzu. Albo przyprawy sypie przed zabawą tłuczkiem i trzeba je zbierać z wszystkich zakamarków... Lekko nie jest :)
Lepiej mu idzie z roztrzepywaniem jajek. Lepiej niż mi. Właściwie jajka nie wypadają poza talerz. Prawie. Za to jest mało cierpliwy. Dwa ruchy widelcem "Już może być ?". Dwa kolejne... I tak do skutku. Ale broń Boże, żeby mu pomóc ! Wolę głód od focha. Brzuch burczy ciszej i mniej teatralnie...
Bierze mięso, otacza w jajku i bułce tartej, bardzo dokładnie. Reszta to jeszcze moja działka :) Właściwie to ograniczam się już do wyjęcia wszystkiego, i prac z patelnią. Robię się coraz mniej potrzebny ?

Może przyjdzie dzień gdy usłyszymy: "Wy sobie odpocznijcie, ja dziś robię obiad" :)

czwartek, 17 października 2013

Cukier

Poszedł do kuchni wziąć coś do picia. Czyli rozrobić syrop malinowy z wodą. Dał nam skosztować. Tak jak się spodziewaliśmy, coś jakby za słodkie. Smak wskazuje na proporcje 3/4 szklanki syropu i trochę wody. W dodatku nas przekonuje, ze to jest pyszne. Najpiękniejsza tłumaczy mu, ze tak się tego nie robi, ze za duzo cukru szkodzi. Na to Jasiek reaguje oburzeniem
- Ja tam ani łyżeczki cukru nie wsypałem !!!

sobota, 12 października 2013

Gotowanie

Z koszyka wspomnień. Jaś od maleńkości lubił pomagać w kuchni. Ze dwa lata temu postanowił pomóc robić ciasto. Oczywiście trwało to trzy razy dłużej, kuchnia wyglądała prawie jak po tatowej produkcji placków ziemniaczanych przy użyciu robota (czyt. teraz to już musimy zrobić ten remont) .
Ale ciasto wyszło pyszne. A skupienie na twarzy malca i satysfakcja "Bacia, siam ziobiłem" bezcenne :)