Zajrzeliśmy sobie do Obi. To znaczy namówiłem Go na wizytę w Obi. Trochę podstępem. Argumentem ostatecznym była obietnica posiedzenia na traktorkach ogrodowych. To zawsze działa. A ja chciałem sobie pooglądać łopaty, saperki, siekiery. Na fazie survivalu, przygotowań na kataklizm i zabaw kumplowym SUVem. Ot, kobiety łażą po sklepach z ciuchami, faceci lubią popatrzeć na śrubki i wiertarki. Mnie też ojciec ciągał po stoiskach z młotkami i wkrętami. Więc podtrzymuje tradycję.
Dopadł więc traktorki. Przesiadał się z jednego na drugi, wsadzał na nie nanibowych przyjaciół, woził nie wiadomo gdzie, odbywali długie wycieczki. Szczęśliwie się złożyło, że traktorki stały w dziale ogrodniczym, tuż przy szpadlach i siekierach. Więc obaj byliśmy zadowoleni. Pamperek szalał na pojazdach ogrodowych, duży Pamper podziwiał siekiery i łopaty blednąc na widok cen tych, które nie robiły wrażenia, że rozpadną się przy pierwszej próbie użycia.
Ostatecznie ledwo go wyciągnąłem z tego sklepu :) Ja wyszedłem bogatszy o wiedzę i śrubokręt, Jaś - z nalepką ostrzegawczą z wózkiem widłowym. Ta nalepka zdradziła Najpiękniejszej, że nie wracaliśmy prosto do domu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz