wtorek, 11 lutego 2014

Kanapki

Robimy kolację. Ot, z braku ciekawszego pomysłu po prostu kanapki. Ulubiony pasztet przygotowany, chleb ukrojony, masło stoi obok. Nagle jak Struś Pędziwiatr wpada do kuchni Junior z pełnym zapału i nadziei okrzykiem
- Mogę sam zrobić ?
Nie mam akurat jakiegoś szczególnego ciśnienia na tempo przygotowania posiłku, więc czemu nie ? Młody wykazuje pewien zapał do prac kuchennych, kotlety tłucze po mistrzowsku, niech się chłopak uczy. Przyda mu się w życiu.
Dostał do ręki nóż. Z gatunku tych, w których trudno określić, z której strony właściwie jest ostrze. Typowy obiadowiec, którym puree ziemniaczane można przekroić, z całym ziemniakiem już gorzej ;)
Myślę - jak zawsze rozbabra masło i nałoży trochę jak łyżeczką. Wychodzę z kuchni, niech sobie radzi. Kontrolnie co chwila jednak zerkamy, bo zawsze może zechcieć posmarować maslem kuchenkę. A ten - pełne skupienie na twarzy. Bierze kawałek masła nożem, zdejmuje na chlebie (!) i... ugniata, rozsmarowuje, odkrawa kawałki i kładzie na pusty kawałek kromki, wygładza starannie jak Babcia Marysia obrus. Dopóki warstwa masła nie osiągnie grubości jakichś 2 milimetrów. W porównaniu z dotychczasowymi 2 centymetrowymi wzgórzami przeciętymi labiryntem kotlin i wąwozów... Płaskowyż jest idealny.
Potem bierze się za pasztet. Tym razem sobie nie żałuje, zgodnie z zasadą, że w kanapce najważniejszy jest obkład. Grubo, w końcu zima wymaga kalorii. Znów wygładza, kanapka gładka jak pościel z magla.
Po robocie i zebraniu rodzicielskich wyrazów uznania, poszedł zjeść. Własnoręcznie zrobione zawsze najsmaczniejsze.
Zjadł. Westchnął. I poszedł robić nastepną. Przy trzeciej stwierdził, że więcej mu się w brzuszku nie zmieści.

Niestety, nie zaproponował, że nam też zrobi...

2 komentarze:

  1. A zaproponował, że po sobie posprząta? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawił wszystko, żebyśmy też sobie mogli zrobić ;)

      Usuń