Zostaliśmy sami na dwa wieczory. Oczywiście Młody zarządził, jak zawsze w takich przypadkach, chłopacki wieczór piżamowy. Oznacza to ni mniej ni więcej jak późniejsze pójście do łóżka. Nie uśmiechała mi się taka perspektywa, jakiś zmęczony i niewyspany byłem. Może trzeba było dzień wcześniej z kumplem jedno piwo mniej wypić ?
Trzeba było więc Jaśkowi wymyślić jakąś atrakcję. Żeby wieczór nie skończył się bezmyślnym oglądaniem kilku bajek więcej...
Pomysłu nie musiałem długo szukać. Idziemy do kuchni. W ramach fazy turecko-bałkańskiej chciałem sprawdzić moje zdolności kucharskie przy produkcji chałwy. Składniki kupione kilka dni temu. Q.Robimy. Młody jak zwykle do tematu podszedł z ogromnym zapałem. Wyrażającym się hasłem
- Tata, ja sam ! Nie pomagaj !
Zappbiegliwie, cichaczem sam prażyłem sezam na patelni.
- Tata, ale nie rób beze mnie !
- Oczywiście synu :) Zaraz Cię zawołam, na razie myje naczynia.
Kto z nas, rodziców, nie ucieka się czasem do drobnych kłamstewek ;)
Gotowe, nie przypaliłem ;) Narzędzia przygotowałem, czas włączyć kuchcika do pracy.
- Jasiek, chodź, robimy !
Na początek trzeba przesypać ziarno z patelni do miski.
- Jasiu, powoli i ostrożnie żeby nie rozsypać... Kur....
- Tato, to nie ja...
- Wiem synku, przepraszam, to mi się ręka za szybko ruszyła. Przynieś odkurzacz, proszę...
Dzielny pomocnik postanowił sam odkurzyć. Potem sam schować odkurzacz.
Chwilę to trwało.
Potem przesypaliśmy resztę sezamu do miski.
Po co my chowaliśmy ten odkurzacz ?
Powtórzyliśmy procedurę sprzątania. Na wszelki wypadek zostawiłem odkurzacz na wierzchu :)
Mielimy ! Chwała Bogu, że miska do blendera (tak to się chyba nazywa ???) jest przykryta. Mielimy. Jasiek, dłużej trzymaj guziczek. O, tak, dobrze. Otwieramy, próbujemy. Jeszcze trochę. O, teraz dobrze :)
I nadszedł czas przełożyć zmieloną masę do innej miski. Zaczynamy. Łyżka za łyżką wygarniamy. Poszło nieźle, tym razem odkurzacz się nie przydał :) Zachęceni sukcesem bierzemy się za dodawanie miodu. Sprostowanie. Zaczynam się przyglądać, jak Jasiek radzi sobie z dodawaniem miodu. Metodą jedna łyżka do chałwy, jedna łyżka do brzuszka. Miód smakowity. Masa... Właściwie nie wiem, ile powinno się tego miodu dodać. Na czuja, a właściwie na język, chyba udało nam się dobrać niezłe proporcje. Pycha.
Odkurzacz znowu był zbędny. Jasiek chowa go do szafy. A ja próbuje zetrzeć lepki miód z szafki. Czym to się ściera ?
W międzyczasie przypomina mi się, że kiedyś siostrzenica utopiła siostry telefon w miodzie. Nam udało się mniej strat uczynić :)
Ale nowa myśl skłoniła mnie do samodzielnego rozmieszania masy. Jaśkowi na szczęście prace kuchenne już się znudziły. Starczy atrakcji jak na jeden wieczór ;)
A chałwą jestem zachwycony. Jaś trochę mniej, ale gust mu się z wiekiem wyrobi. Teraz w napięciu czekam aż Najwspanialsza wróci i wyrazi swoją opinię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz