Nie było mnie kilka dni. Logistykę dnia powszedniego uratowała Babcia M. :) Przyjechała, ogarnęła Juniora. Inaczej byłoby ciężko.
Jasiek ostatnio gra na podwórku w piłkę. Czasem ze mną. Czasem z Filipem, czyli najlepszym kumplem z przedszkola i podwórka. Czasem gramy we trzech.
Gry zespołowe jeszcze nie są domeną chłopców, nie do końca łapią zasady i cel gry. Dużą część czasu spędzają na wzajemnym obrażaniu się, który ma kopać albo bronić. I czemu jeden drugiemu odbiera piłkę.
- Czemu nie grasz ?
- Bo Filip mnie okiwał...
- Bo Jaś obronił gola !
Oczywiście Jasiek musiał wyjść z Babcią na podwórko. Oczywiście z piłką. Oczywiście musiał nauczyć Babcię grać w piłkę.
Tylko z Babcią grał trochę krócej niż ze mną. Z Babcią w ogóle był na podwórku trochę krócej niż ze mną. Chwilę Jaś pograł z Babcią. Chwilę z Filipem. I zebrali się do domu.
Potem Tata Filipa mi opowiadał, że rozżalony Filip usiadł na trawie i gorzko podsumował
- Jaś za szybko poszedł. Nawet nie zdążyliśmy się poobrażać na siebie...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
poniedziałek, 22 września 2014
Na podwórku z Babcią
niedziela, 13 kwietnia 2014
Gramy w piłkę
Weekend, dzień jako taki pogodowo, Młody zaatakował koncepcją grania w piłkę. Pomysł od kilku dni dojrzewał. Tylko musiałem mu wyjaśnić, że duży pokój nie jest najlepszym miejscem do strzelania goli.
Ubraliśmy się więc sportowo i ruszyliśmy do pobliskiego parku. Z myślą o jakimś kawałku łąki czy trawnika. A tu, przed naszymi oczami, wyrosło prawdziwe boisko ! Dwie bramki, kilka koszy, tartan pod nogami ! W dodatku otwarte i puste - całe tylko dla nas ! Lepiej być nie mogło :) Kiedy sam kopałem piłkę ? Nie pamiętam.
Piłka na ziemię, gramy. Tzn. strzelamy sobie gole do bramki. Na szczęście na zmianę, funkcja bramkarza jest dlań jeszcze atrakcyjna.Szczególnie, że wiąże się z nią możliwość rzucania się na ziemię :) Ustalił nawet swoje reguły gry
- Tata, ale broń tak, żeby piłka wpadła do bramki i był GOL !
Spróbuję. Tylko brzdąc musi jeszcze do bramki trafić :)
Po jakimś czasie stało się to trochę nudne, więc wyszedłem z propozycją urozmaicenia treningu
- Pokiwamy się ?
- Pewnie, super będzie !
No to jazda. W zapale walki o piłkę na chwilę zapomniałem o różnicy w technice gry między nami. O ile w przypadku mnie można mówić o jakiekolwiek technice :) I zrobiłem wślizg. Jaś zaplątał się w piłkę i fruuuu szczupakiem do przodu. Wstaje niewyraźny. Czółko różowe, mina nietęga.
- Nosek mnie booli...
Patrzę. Cały. Krwi brak. Znaczy - nie zdążył dobrze się zamortyzować. Chwała Bogu mieliśmy tartan a nie asfalt pod sobą. Muszę powstrzymać swój testosteron :)
Wróciliśmy więc do treningu strzałów na bramkę. Wróciliśmy do domu trochę zmęczeni, wybiegani, zadowoleni.
A mi na marginesie przypomniało się, jak z jaśkowym dziadkiem a moim tatką biegałem za piłką trzydzieści kilka lat temu. Śmiechy i krzyki, takie same jak kilka dni temu. I pewnie takie same, jakie wytworzą kiedyś Junior z moim wnukiem. A ja będę ich wiernym kibicem :)