niedziela, 13 kwietnia 2014

Gramy w piłkę

Weekend, dzień jako taki pogodowo, Młody zaatakował koncepcją grania w piłkę. Pomysł od kilku dni dojrzewał. Tylko musiałem mu wyjaśnić, że duży pokój nie jest najlepszym miejscem do strzelania goli.
Ubraliśmy się więc sportowo i ruszyliśmy do pobliskiego parku. Z myślą o jakimś kawałku łąki czy trawnika. A tu, przed naszymi oczami, wyrosło prawdziwe boisko ! Dwie bramki, kilka koszy, tartan pod nogami ! W dodatku otwarte i puste - całe tylko dla nas ! Lepiej być nie mogło :) Kiedy sam kopałem piłkę ? Nie pamiętam.
Piłka na ziemię, gramy. Tzn. strzelamy sobie gole do bramki. Na szczęście na zmianę, funkcja bramkarza jest dlań jeszcze atrakcyjna.Szczególnie, że wiąże się z nią możliwość rzucania się na ziemię :) Ustalił nawet swoje reguły gry
- Tata, ale broń tak, żeby piłka wpadła do bramki i był GOL !
Spróbuję. Tylko brzdąc musi jeszcze do bramki trafić :)
Po jakimś czasie stało się to trochę nudne, więc wyszedłem z propozycją urozmaicenia treningu
- Pokiwamy się ?
- Pewnie, super będzie !
No to jazda. W zapale walki o piłkę na chwilę zapomniałem o różnicy w technice gry między nami. O ile w przypadku mnie można mówić o jakiekolwiek technice :) I zrobiłem wślizg. Jaś zaplątał się w piłkę i fruuuu szczupakiem do przodu. Wstaje niewyraźny. Czółko różowe, mina nietęga.
- Nosek mnie booli...
Patrzę. Cały. Krwi brak. Znaczy - nie zdążył dobrze się zamortyzować. Chwała Bogu mieliśmy tartan a nie asfalt pod sobą. Muszę powstrzymać swój testosteron :)
Wróciliśmy więc do treningu strzałów na bramkę. Wróciliśmy do domu trochę zmęczeni, wybiegani, zadowoleni.

A mi na marginesie przypomniało się, jak z jaśkowym dziadkiem a moim tatką biegałem za piłką trzydzieści kilka lat temu. Śmiechy i krzyki, takie same jak kilka dni temu. I pewnie takie same, jakie wytworzą kiedyś Junior z moim wnukiem. A ja będę ich wiernym kibicem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz