Bywamy w Muzeum Kolejnictwa. Dość regularnie. Młody jest zawsze zachwycony bieganiem po parowozach i zabawą w dorzucanie węgla. Jest też zachwycony modelami starych pociągów. I coraz bardziej się nimi interesuje. W sensie jako eksponatami, a nie potencjalną zabawką, której nie wiadomo dlaczego nie pozwalają dotykać. Interesuje się też makietami. Do tego stopnia, że zaczyna układać moją starą kolejkę elektryczną i bawić się nią w coś bardziej logicznego i kreatywnego niż katastrofy :) Do tego stopnia, że Najgospodarniejsza i Najpraktyczniejsza z żon czasem mimochodem wspomni, że fajnie byłoby zbudować mu makietę. I coraz mniej uzywa swojego ulubionego argumentu "a gdzie my to będziemy trzymać ?". Do tego stopnia,, że ja jestem w stanie pójść na kompromis i odstąpić od skali H0 na rzecz praktycznej TT. Bo co do faktu, że kiedyś zbuduje z nim makietę nie mam wątpliwości ;) Może za rok, może za dwa, zobaczymy.
I niestety zrozumiał, że przy kasie to nie eksponaty tylko sklepik. W dodatku stoi w nim kilka zabawek pt Tomek i przyjaciele oraz chińskie wyobrażenie o kolejce elektrycznej. Udało nam się jednak ukierunkować jego zakupoholizm na książkę. Raczej dla mnie niż bajkę o ciuchciakach. Czyli album lokomotyw jeżdżących po polskich drogach żelaznych od ich początku. Polskich konstrukcji. W okresie ostatnich 100 lat. Ja z zainteresowaniem poczytałem i czegoś się dowiedziałem. Jasiek przez trzy dni oglądał z zapałem zdjęcia i do snu kazał sobie czytać opis jednej, losowo wybranej. Przy okazji wtajemniczyłem go w zasadę działania kotła i tłoków. Przynajmniej w zarysie. I podczas następnej wizyty będziemy rozpoznawać lokomotywy i może coś mu o każdej będę umiał opowiedzieć :-)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
poniedziałek, 8 września 2014
Muzeum kolejnictwa po raz enty
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Muzeum Kolejnictwa
Co by tu zrobić ze słoneczną wiosenną sobotą ?
Bieżącym tematem była przywieziona przez Babcię kolejka elektryczna, więc naturalnym pomysłem było Muzeum Kolejnictwa.
Byliśmy tam jakiś rok temu. Było fajnie, wchodziliśmy do różnych wagonów i lokomotyw, biegaliśmy między nimi, oglądaliśmy ogromne koła, kręcił wajchami i zaworami, obaj byliśmy bardzo zadowoleni. Ale to było raczej na zasadzie: pobieragać, podotykać, pokręcić.
Teraz - trochę podrósł już i dojrzał - od progu pełen zachwyt, nie wiedział, w którą stronę patrzyć.
- Tata, patrz, jaki fajny model lokomotywy ! A ten jeszcze lepszy ! I tutaj, patrz, koń ciągnie pociąg ! Zrób mi przy nich zdjęcie ! Chodź zobaczyć tamte !
Oczopląs i ekstaza. Patrzył, oglądał, liczył koła i kominy. Wszystko go interesowało, wszystkim chciał się pobawić. Zachwyt i zainteresowanie. Obejrzeliśmy pociągi z różnych okresów i przeszliśmy do tzw skansenu.
- A będziemy mogli wejść do pociągów ?
Na szczęście kilka jest udostępnionych do zwiedzania "od środka". Muzeum okazało się fajniejsze od placu zabaw. Wokół sami tatusiowie z synami w wieku mniej więcej jaśkowym, więc Junior szybko sobie towarzystwo do zabawy znalazł. Utknęli w którejś z lokomotyw i zaczęli wspólną zabawę. Nie chaotyczne bieganie i szarpanie dźwigni, każdy sobie, ale właśnie wspólną zabawę. Tylko było słychać ich pokrzykiwania
- Sprawdź, czy na torach nie ma kamieni.
- Hamujemy, człowiek na torach !
- Możemy jechać, sypcie węgiel, Tata, otwórz palenisko.
- Stop, dworzec. Pasażerowie, proszę szybko wsiadać, pociąg odjeżdża do Wrocławia
- ...
I nieśmiałe pytania któregoś z ojców
- Synku, wyjdziemy stąd dzisiaj ?
- NIE ! - padała niezmienna odpowiedź :)
W końcu wyszli... Idziemy dalej.
Pociąg pancerny nie wzbudził zainteresowania. Może dlatego, że nie można do niego wejść ? Albo strzelaczki były schowane pod brezentem ? Za to ja sobie, trochę w biegu, obejrzałem ten rarytas. Za kilka lat pewnie Jaśka zafascynuje stalowy potwór. Może lepiej by się prezentował w plenerze, przy wlocie do schronu kolejowego, jaki kiedyś gdzieś w polskich lasach widziałem ?
W biegu go obejrzałem, bo Jasiek gnał ku tzw. wagonowi motorów SNileśtam. Czyli kolejnemu pociągowi, w którym można się świetnie bawić. Z nową grupką kilkuletnich miłośników kolei szybko opanował kabinę maszynisty. Ku szczęściu i uldze tatusiów, kabina nie zawierała ciężkich klap paleniska mogących przyciąć palce, a jedynie wajchy i przełączniki. A przede wszystkim - ławki dla pasażerów, których rola została im przeznaczona. Chwila oddechu :)
Po dłuższym czasie udało mi się przekonać do wyjścia na peron. Zanurzyliśmy się jeszcze na chwilę w świat makiet. Oczywiście musieliśmy każdą włączyć, zobaczyć jak jeżdżą pociągi.
- Tatuniu, kupisz mi taką makietę ?
Trafił w czuły punkt :)
- Nie Jasiu, nie kupimy. Sami zrobimy !
- Super ! Dzisiaj ?
Mogłem się spodziewać takiej reakcji... Kiedyś na pewno spróbujemy sił w tej dyscyplinie :) Musimy tylko popracować nad Najwspanialszą z Żon. Żeby z miejsca nie ostudziła naszych zapałów kategorycznym
- A gdzie to postawicie ?
I krótkim
- Ile kosztuje taki wagonik ?
Po jakichś dwóch godzinach zacząłem kierować Syna delikatnie ku wyjściu.
- Tata, ale mi się jeszcze nie znudziło !
To doskonale wiem. Jednak czekały nas jeszcze zakupy. Musiałem mu za to solennie obiecać, ze niedługo znowu tam pójdziemy.
- Czyli jutro ?
Wiedziałem, że Juniorowi tam się spodoba. Ale nie spodziewałem się, że aż tak :)
niedziela, 8 września 2013
Na torach
Wspomnienie z wakacji :)
Sam w dzieciństwie jeździłem z kolegą tramwajami po Wrocławiu. Zafascynowani przyglądaliśmy się, jak przestawiają się zwrotnice, szczególnie automatyczne. Dlatego na widok nieczynnej linii kolejowej nie mogłem odpuścić i dokładnie pokazałem synowi, jak to działa i kilka razy osobiście przestawiliśmy położenie rozjazdu. Byliśmy z siebie dumni :)
A swoją drogą, mieliśmy chrapkę na przejażdżkę wąskotorówką. Ale okazało się, że linia jest nieczynna, bo od kilku lat do zakończenia remontu brakuje 300 metrów torów. Specyficzne dla naszego kraju...