poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Muzeum Kolejnictwa

Co by tu zrobić ze słoneczną wiosenną sobotą ?
Bieżącym tematem była przywieziona przez Babcię kolejka elektryczna, więc naturalnym pomysłem było Muzeum Kolejnictwa.
Byliśmy tam jakiś rok temu. Było fajnie, wchodziliśmy do różnych wagonów i lokomotyw, biegaliśmy między nimi, oglądaliśmy ogromne koła, kręcił wajchami i zaworami, obaj byliśmy bardzo zadowoleni. Ale to było raczej na zasadzie: pobieragać, podotykać, pokręcić.
Teraz - trochę podrósł już i dojrzał - od progu pełen zachwyt, nie wiedział, w którą stronę patrzyć.
- Tata, patrz, jaki fajny model lokomotywy ! A ten jeszcze lepszy ! I tutaj, patrz, koń ciągnie pociąg ! Zrób mi przy nich zdjęcie ! Chodź zobaczyć tamte !
Oczopląs i ekstaza. Patrzył, oglądał, liczył koła i kominy. Wszystko go interesowało, wszystkim chciał się pobawić. Zachwyt i zainteresowanie. Obejrzeliśmy pociągi z różnych okresów i przeszliśmy do tzw skansenu.
- A będziemy mogli wejść do pociągów ?
Na szczęście kilka jest udostępnionych do zwiedzania "od środka". Muzeum okazało się fajniejsze od placu zabaw. Wokół sami tatusiowie z synami w wieku mniej więcej jaśkowym, więc Junior szybko sobie towarzystwo do zabawy znalazł. Utknęli w którejś z lokomotyw i zaczęli wspólną zabawę. Nie chaotyczne bieganie i szarpanie dźwigni, każdy sobie, ale właśnie wspólną zabawę. Tylko było słychać ich pokrzykiwania
- Sprawdź, czy na torach nie ma kamieni.
- Hamujemy, człowiek na torach !
- Możemy jechać, sypcie węgiel, Tata, otwórz palenisko.
- Stop, dworzec. Pasażerowie, proszę szybko wsiadać, pociąg odjeżdża do Wrocławia
- ...
I nieśmiałe pytania któregoś z ojców
- Synku, wyjdziemy stąd dzisiaj ?
- NIE ! - padała niezmienna odpowiedź :)

W końcu wyszli... Idziemy dalej.

Pociąg pancerny nie wzbudził zainteresowania. Może dlatego, że nie można do niego wejść ?  Albo strzelaczki były schowane pod brezentem ? Za to ja sobie, trochę w biegu, obejrzałem ten rarytas. Za kilka lat pewnie Jaśka zafascynuje stalowy potwór. Może lepiej by się prezentował w plenerze, przy wlocie do schronu kolejowego, jaki kiedyś gdzieś w polskich lasach widziałem ?

W biegu go obejrzałem, bo Jasiek gnał ku tzw. wagonowi motorów SNileśtam. Czyli kolejnemu pociągowi, w którym można się świetnie bawić.  Z nową grupką kilkuletnich miłośników kolei szybko opanował kabinę maszynisty. Ku szczęściu i uldze tatusiów, kabina nie zawierała ciężkich klap paleniska mogących przyciąć palce, a jedynie wajchy i przełączniki. A przede wszystkim - ławki dla pasażerów, których rola została im przeznaczona. Chwila oddechu :)

Po dłuższym czasie udało mi się przekonać do wyjścia na peron. Zanurzyliśmy się jeszcze na chwilę w świat makiet. Oczywiście musieliśmy każdą włączyć, zobaczyć jak jeżdżą pociągi.
- Tatuniu, kupisz mi taką makietę ?
Trafił w czuły punkt :)
- Nie Jasiu, nie kupimy. Sami zrobimy !
- Super ! Dzisiaj ?
Mogłem się spodziewać takiej reakcji... Kiedyś na pewno spróbujemy sił w tej dyscyplinie :) Musimy tylko popracować nad Najwspanialszą z Żon. Żeby z miejsca nie ostudziła naszych zapałów kategorycznym
- A gdzie to postawicie ?
I krótkim
- Ile kosztuje taki wagonik ?

Po jakichś dwóch godzinach zacząłem kierować Syna delikatnie ku wyjściu.
- Tata, ale mi się jeszcze nie znudziło !
To doskonale wiem. Jednak czekały nas jeszcze zakupy. Musiałem mu za to solennie obiecać, ze niedługo znowu tam pójdziemy.
- Czyli jutro ?

Wiedziałem, że Juniorowi tam się spodoba. Ale nie spodziewałem się, że aż tak :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz