Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezpieczeństwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2014

Na drodze

W przedszkolu dzieci miały temat o ruchu drogowym. Przepisach i zasadach na ulicy. Ze szczególnym naciskiem na przechodzenie przez ulicę i znaki drogowe.
Przechodzenie przez ulicę mamy opanowane. Oczywiście, jeżeli Jaśko nie ma głowy czymś innym zaprzątniętej. "Tata, możemy iść, nic nie jedzie. Ale Ty już nie musisz patrzeć !". Samodzielność i duma z bycia Starszakiem każą mu przejąć rolę przewodnika stada. W końcu już potrafi ! I Tatko nie musi go sprawdzać...
Czasem na przejściu ze światłami zada głośno pytanie z gatunku trudnych. "A dlaczego ten Pan przechodzi na czujnym świetle ? Przecież tak nie wolno !". Pozostaje mi ciche tłumaczenie, że nie wszyscy są grzeczni, że można mieć wypadek lub dostać mandat. Takie typowe wciskane dzieciom banialuki. Ale od pierwszego takiego pytania staram się nie przechodzić na czerwonym, gdy w zasięgu wzroku jest jakieś dziecko. Swoją argumentację przy okazji wzmocnię opowieścią, jak to dawno temu sam radośnie na czerwonym świetle wbiegłem wprost pod jakiegoś busa, zaliczyłem kilkunastometrowy lot swobodny..  i kolejną migawkę świadomości miałem ze trzy dni później...
Tak, znaki drogowe ma opanowane. Tak przy okazji różnych podróży. Na czerwonym nie wolno i już. Nie jest to zbyt wygodne, bo... "Tato, czemu przejechałeś na żółtym świetle ? Trzeba się przecież zatrzymać !". Policjant czasem wyrozumiale wysłucha bąkania o późnożółtym. Jasiek nie. "Tata, daję Ci mandat i już ! Koniec i kropka !".
Kiedyś w samochodzie zacząłem mu pokazywać i objaśniać znaki drogowe. Temat chwycił. Dorobił się jakiejś gry o znakach. Ma komplet znaków do samochodzików. Podkładkę pod talerz ze znakami. I coś tam jeszcze. I wdraża swoją wiedzę w życie. W samochodzie. Bardziej rygorystycznie niż Najwspanialsza, która jest w miarę wyróżniała odnośnie prędkości ;) Zresztą, ja sam jeżdżę raczej po emerycku, czasem tylko mnie trochę poniesie ;) Świadomość pasażera w foteliku znacznie ogranicza różne pomysły za kółkiem. A pasażer...
- Tata, to jest ograniczenie prędkości ! Ile tam jest napisane ?
No to mu czytam nieświadom Jego celu, powiedzmy
- Osiemdziesiątka :)
- A ile my jedziemy ?
Szybkie spojrzenie na licznik. Ups...
Dylemat moralny. Odkłamać dziecko i powiedzieć "sześćdziesiąt" ? Nawet nie wiem, na ile ze swojego siedzidełka widzi licznik... Ryzykowne. Powiedzieć wymijająco "jeden jeden zero" ? Dać mu przykład odwagi cywilnej i powiedzieć uczciwie i zrozumiale ?  Nie ma czasu na analizy, noga z gazu, lekko hamulec.
- Znowu za szybko jechałeś ! To niebezpieczne, musisz zwolnić ! Tata, mandat i sto punktów karnych !
O żesz, na własnej krwi wyhodowany ! Ale w duchu mam nadzieję, że za niecałe dwadzieścia lat choć trochę przejmie mój styl jazdy, taki z gatunku przezorny i ostrożny. No, niektórzy mówią na to inaczej ;) W każdym razie bez nadmiaru brawury fantazji i zaufania do maszyny i innych...

A na marginesie. Przy okazji tematu "bezpieczeństwo na drodze" mogliby dodać hasło "bez fotelika nie jadę". Czasem patrząc w szyby samochodów zadziwia mnie brak wyobraźni wobec nieprzewidywalnego. Były na MiniMini reklamy "Klub pancernika klika w fotelikach". I wydaje mi się, że trzeba o tym dużo i głośno. Nie tylko do dorosłych, ale niech dzieciaki też to wymuszają na rodzicach.
Kiedyś nie było fotelików. Ba, nie było pasów z tylu. I jak byłem malutki, siedziałem sobie z tylu obserwując drogę między fotelami. Tata ostro zahamował i fruuu... Szczęśliwie wylądowałem na jego stopach. Ale równie dobrze lot mogłem zakończyć na szybie Dużego Fiata...

piątek, 18 kwietnia 2014

Bezpieczeństwo dziecka - sprawa T.

Przycichła w mediach tzw. sprawa T. Temat przytłumiły wydarzenia z pobliskiej zagranicy. Media muszą z czegoś żyć, kreować tematy i emocje społeczne, taka ich rola w końcu. Trochę na marginesie rzucił mi się w oczy, zwłaszcza w mediach - nazwijmy je - popularnych i niskich lotów, właściwie bezpośrednie nawoływanie do samosądu. Ciekawe, czy jakiś sąd się takimi treściami zainteresował.
Abstrahując od wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat... Gość popełnił straszną zbrodnię, dostał czapę. Czasy były inne, poziom rozpoznawania i podejście do dewiacji w kodeksie inne. Na fali idealizmu czasu przemian wyrok został zmieniony na niewspółmiernie niski. Początkujący rządzący, niesieni ideałami humanitaryzmu nie przewidzieli, że w więzieniach siedzą nie tylko polityczni, ale i zwykli zbrodniarze. I o zasadzie, że normy, prawo czy procedury wyznacza się na podstawie najbardziej drastycznych, skrajnych przypadków. A nie rutynowych.
Abstrahuję także od stanu więziennictwa. Od faktu, że resocjalizacyjna funkcja kary ma sens jedynie w przypadku gościa, który raz się zapomniał i wsiadł po piwie do auta. Albo nerwy mu puściły i dał w mordę kochankowi żony czy sąsiadowi. W życiorys pewnych grup społecznych okresowa odsiadka jest wpisana tak, jak w życie zwykłego człowieka co jakiś czas przeprowadzka czy zmiana pracy. O wymiarze odwetowym nie ma mowy, jeżeli przestępstwa gospodarcze są często karane surowiej niż kradzież czy zabójstwo. Pozostaje często wymiar jedynie izolacyjny, prewencyjny...

Sprawa przycichła, chyba została zakończona ku uldze społeczeństwa. Czasy dziś są inne, nadzór nad dziećmi też. W głowach wielu rodziców pojawiły się dylematy, niepokoje. Jak uchronić dziecko przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Prawdopodobieństwo nikłe, ale trzeba dmuchać na zimne.
I zachowac umiar. Z jednej strony znam ludzi, którzy bezmyślnie zagłębiają się wieczorami z podwórka kiepskich dzielnic i są bardzo zdziwieni, że wracają bez portfela i z wybitym zębem. Z drugiej są i tacy, co po zmroku nie pójdą sami do sklepu na rogu.
Jak dziecku wdrożyć zasady ostroznosci ? Tak, aby go nie skrzywdzić na całe życie. Aby wiedział, czuł, gdzie jest jego indywidualna granica bezpieczeństwa na całe życie.
Żeby nie wiał w panice od staruszki która powie "ale masz ładną czapeczkę", ale umiał twardo powiedzieć "nigdzie z panią nie pójdę". I nie pchał się w miejsca, gdzie może problemy.
Granica zaufania do ludzi. Nie można być odludkiem, nie wolno ich się bać. Ale musi umieć zadbać o swoje interesy i bezpieczeństwo. W życiu to się bardzo przydaje.