wtorek, 7 kwietnia 2015

Święcenie palemki

Byliśmy święcić palemki. Jak co roku.

Po drodze pytał tylko, dlaczego świecimy palemke... Z wrodzonym wdziękiem wyjaśnilem mu, że  dlatego, że tak robili nasi rodzice i nasi dziadkowie. Chyba przyswaja ojcowy specyficzny humor, bo zaraz musiał się, upewnić, że jego pradziadek, mityczny idol który walczył na wojnie, też święcił palemki ;)

Po wizycie w kościele Junior poszedł do wanny. Wieczór był po prostu. Wziął do ręki szczoteczkę do zębów.
- Rodzice, popatrzcie, modlę palemką ! Nie, jak to było... O, wiem, święcę palemką !!!
Wszystko mu się pomieszało... Dobrze, że palemka nie zaczęła mu świecić :D
- Jachu, to palemkę się święci, nie palemką !
Niech przyswoi. Jednak specjalnie się tym nie zraził. Ba, pominął moją uwagę wymownym milczeniem, i święcił dalej z zapałem. Łazienkę da się zawsze wytrzeć. Mam nadzieję tylko, że jutro nie oznajmi, że chciałby być ksiądzem...

I tak znalazł mniej ryzykowną zabawę niż w tonący statek. Onegdaj kubkiem od mycia zębów wylewał z tonącego statku wodę...

sobota, 4 kwietnia 2015

W kościółku

Syn  z kościołem i obrzędami religijnymi nie jest obyty. Tak wyszło. A, że  jest ciekawy świata, więc z zainteresowaniem dał się wyciągnąć na święcenie palemek.
Nasze poranne lenistwo, zmiana czasu  i piękna pogoda sprawiły, ze do kościółka dotarliśmy na wieczorną mszę o 18:00. Na której większość obecnych ustala średnią wiekową grubo po 70-tce. I program artystyczny mszy jest dostosowany do publiczności. Trochę nudne dla Juniora i mało zrozumiale. Dla mnie ciekawe etnograficznie ;)
Ok, Młody miał wytłumaczone, że trzeba być grzecznym, nie biegać i nie gadać, może za to próbować śpiewać. I powinien wstawać i klekac ze wszystkimi. Bo tak :)


W sumie dał radę, 45 minut wytrzymał względnie spokojnie, trochę pogadał, coś mu w skrócie tłumaczismy, nie jest źle. Nawet z zaciekawieniem przyglądał się biegowi wydarzeń, jakimś spektaklu. Tylko ja kilka razy ledwo wstrzymalem śmiechoparsk. A kilka razy szukałem gwałtownie pomysłu na wyjaśnienie potencjalnych wątpliwości Juniora. Na szczęście nie musiałem mu tłumaczyć, dlaczego nie może iść po ciasteczko. Spytal tylko, czemu ja nie idę do kolejki po opłatek. Szybko jednak stracił zainteresowanie tematem.
Ale po kolei.

- O, król idzie !
- To jest ksiądz, nie król. Pamiętasz, jak był nas kiedyś po świętach ?
- Ale super musiało być ! Szkoda, że nie pamiętam.

Zachwycił go wystrój wnętrza. Witraże. Liczył krzyżyki na ścianach, obrazach, figurach.
- Patrzcie, tam jest serduszko !
- Gdzie Jaśku ?
- Na biurku, przy którym ksiądz czyta książeczkę !
Zauważył też, że obrazek na suficie jest o tej bajce, którą pan czyta z balkonu.

Oczywiście na zakończenie zamiast się przeżegnać pomachał do księdza, ale to chyba wszystkie dzieci robią. Na obrzędowe pozdrowienie "Idźcie w pokoju Chrystusa" domagał się wyjaśnienia, dokąd ma iść i gdzie Jezus ma swój pokój...
Kilka innych też było pytań...

W dodatku chyba podchwycił specyficzny język obrzędu, stylizowany na górnolotną staropolszczyznę. Tego się obawiam najbardziej. Na razie na uwagę, że za dużo gadał w kościele odrzekł
- Coś Ty ? Milczałem przez wieki !!!

A ja... W krótkich chwilach ciszy zastanawiałem się nad różnicą kościóła wschodniego i zachodniego w odniesieniu do współistotności Ojca i Syna. Do tego jednak trzeba czuć nieźle starogreckie doktryny filozoficzne, a nie teorię mnogości i zasadę działania złącz p-n...

piątek, 3 kwietnia 2015

Zapominalski

Z cyklu "wyjście z przedszkola".

Oczywiście ubierał się 20 minut, trzy razy wracał do sali pożegnać się z panią Bogusią, przypomniał sobie o siusiu i ze musi jeszcze się napić... Norma.

Wyszliśmy  wreszcie z podwórka na ulicę. Oparł się o mur, przybrał poważną minę. Bardzo poważną.
- Kurcze. Tato, musimy wrócić. Zapomniałem samolotu. Wojskowego. Od Kuby dostałem. Zrobił mi z białej kartki.
W takiej sytuacji nie było wyjścia. Pani Bogusia tylko podejrzliwie spoglądała, w czym rzecz... Ale zrozumiała powagę sytuacji... Samolot się znalazł. Zrozumiałem. Był wspaniale pomalowany w zielono-ciemnozielone ciapki. Malowanie z czasów WWII. Muszę ich wprowadzić w zmiany we współczesnej technice kamuflażu ;) Wyszliśmy po raz drugi.
Doszliśmy do świateł na skrzyżowaniu. Rozmawiamy o zaćmieniu słońca. Obserwował z kolezanka zza okna. I nagle, ton poważny...
- Tato, MUSIMY jeszcze raz wrócić. Zostawiłem okulary przeciwsłoneczne.
O żesz... Szybka analiza - jutro weekend, jedziemy w trasę, małżowina założy swoje, junior nie odpuści. Brak focha i maruda w aucie jest tego wart. Wracamy.
- Czego zapomnieliście ? - pani Bogusia ledwo tłumi śmiech...
- Okularów słonecznych...
- Musi pan mieć do niego cierpliwość...
- Oj muszę... ;)
Nic sobie więcej nie przypomniał na szczęście :)

piątek, 20 marca 2015

Baza wojskowa

Najdroższa sercu potrzebuje czasem do pracy jakieś dziwne kreatywne rzeczy zrobić. Nieźle Jej to zresztą wychodzi. Tym razem koncepcja brzmiała - łąka / las / krajobraz na ścianie w barwie lasu. Alzackie klimat. I to niekoniecznie walk WWI, burgundzkiego wina i królestwa Lotaryngii. Dobra, myśl padła na rozwieszenie zieleni gdzieś na ścianie. A facet jak to facet, zaraz w główce kombinuje, jak by tu z okazji skorzystać i jakiś gadżet sobie cichaczem sprawić, że to niby "specjalnie najlepsze dla Ciebie, Kochanie". Więc, całkiem automatycznie, dreptu dreptu w jedyne możliwe miejsce, czyli do tzw demobilu. I co ? Jest !!! Siatka maskująca, woodland, oryginał, kontakt US Army !!! Cena... Bez znaczenia, przecież to kontraktowa !!!
Odbieram smyka z przedszkola. "Jachu, wiesz co mam ? Prawdziwą wojskową siatkę maskującą ! Zrobimy sobie bazę wojskową w pokoju ?". Smyk miał na buźce banana większego niż ja. Chyba większego.
Więc... Raz dwa do domu, trzy krzesła, cztery klamerki i polowa siedziba sztabu jak się patrzy :) oczywiście zaraz
- Tata, chcesz wejść ?
- Nooo...
- To podaj hasło !
Upssss...
- Tata, ustaw obok działka przeciwlotnicze !!!
- Po co ?
- Bo my jesteśmy Rosja i wojsko Ukraina nadchodzi ! Szybko !
Chyba za dużo telewizji i dyskusji w domu...
- Chłopaki, a co wy macie w tym pokoju, gdzie ja mam usiąść ?
- Mama, w naszej bazie, tylko podaj hasło !

Koniec końców, siatka maskująca nie spełniła swojej pierwotnie przewidzianej roli. Za to z Młodym juz knujemy, co z nią będziemy robić w wakacje...

piątek, 7 listopada 2014

Wiadomości drogowe

W samochodzie Młody uwielbia słuchać wiadomości. Ze szczególnym uwzględnieniem prognozy pogody i informacji drogowych. Muszę wtedy zrobić głośno i być cicho, żeby wszystko dobrze słyszał. Akurat byliśmy po podróży do miasta Łodzi.

Wieczorem bawiliśmy się wozami strażackimi. Na podłodze.
- Tata, jedź swoim wozem tam pod ścianę, wybuchł pożar !
- Gdzie Jasiu ten pożar  ?
- Nie slyszales Tata ? NA KRAJOWEJ SIÓDEMCE !

Nie udało mi sie zachować powagi...

czwartek, 6 listopada 2014

W lesie

Ciepły weekend, jedziemy na działkę do Oli. Będzie ognisko, kiełbaski, ziemniaki, same pyszności.
A przy okazji - zabrałem Jasia z Olą do lasu na mały spacer. Grzybów pewnie nie znajdziemy, ale może coś ciekawego zobaczymy ?
Przed drogą zrobiliśmy szybkie szkolenie - nic nie podnosimy, nie zrywamy, nie zjadamy, na widok grzyba wołamy mnie, zachowujemy się cicho żeby nie przeszkadzać zwierzątkom.
Wchodzimy w las. Właściwie to jeszcze jesteśmy na leśnej drodze. I się zaczęło...
- Tata, Michał, znaleźliśmy patyki, musimy pozbierać do ogniska !!!
W trzy minuty torba na grzyby była pełna patyków. Bardzo różnorodnych, jak to w lesie mieszanym. Ustalił się przy okazji podzial obowiązków - oni szukają skarbów, ja je dźwigam. Dość naturalny podział.
Potem szukali pieńków. Pieńków mocy. Jasiek wchodził na nie i czerpał energię.Podczas ładowania wydawał z siebie dziwne piski i bulgoty.
Na szczęście po szkoleniu z muchomorów każdy grzyb obchodzili z daleka. Dużo ich nie było. Ot, jakieś opieńki, tzw psiaki, muchomorki. Nic jadalnego. Czyli nie musieliśmy szukać w torbie między patykami miejsca na grzyby...
Za to Ola znajdowała kwiatki. "Patzcie, jakie piękne". I bach - wrzosy i mech zaczynają tworzyć bukiecik. Ochrona przyrody ? Oj, ciężko dziewczynce wytłumaczyć...

- Tata, a kto tak poniszczył mech, przecież jest pod ochroną ?!
- Dziki, drogie dzieci...
- Jakie dziki ?
- No, takie niegrzeczne Peppy, ktore mieszkają w lesie ;)

- A co to za dół ?
- Dzieci, nie wchodzimy do niego !!!
Cóż, okolice Radzymina, teren wydarzeń z 1920 r. Nie będę im wciskał ciemnoty o formach polodowcowych ;)
- Tu była kiedyś wielka bitwa i to jest dziura po bombie. Nie wolno do niej wchodzić, bo coś może wybuchnąć.
Procedury i odruchy bezpieczeństwa staram się sączyć mu do głowy od kołyski. Kto wie, kiedy się przydadzą.
- Tata ! To tutaj też mój pradziadek walczył o Polskę ?
Wstyd przyznać, ale nie wiem gdzie go wtedy rzuciło... Ale dzieci przynajmniej na dół nie zeszły szukać kosteczek.

Wróciłem z dziećmi na działkę. Znajomi kompletnie nie rozumieli, czemu po spokojnym spacerze z dziećmi wśród przyrody wyglądam jakbym przekopał pole. I tylko dziwnie patrzyli, gdy z torby zamiast grzybów wyjąłem stos kijaszków...

sobota, 1 listopada 2014

Halloween

W tym roku tak skromnie i na szybko. Ale musiała być i straszna, i uśmiechnięta. Żeby pluszowy Homek się nie przestraszył...