piątek, 3 kwietnia 2015

Zapominalski

Z cyklu "wyjście z przedszkola".

Oczywiście ubierał się 20 minut, trzy razy wracał do sali pożegnać się z panią Bogusią, przypomniał sobie o siusiu i ze musi jeszcze się napić... Norma.

Wyszliśmy  wreszcie z podwórka na ulicę. Oparł się o mur, przybrał poważną minę. Bardzo poważną.
- Kurcze. Tato, musimy wrócić. Zapomniałem samolotu. Wojskowego. Od Kuby dostałem. Zrobił mi z białej kartki.
W takiej sytuacji nie było wyjścia. Pani Bogusia tylko podejrzliwie spoglądała, w czym rzecz... Ale zrozumiała powagę sytuacji... Samolot się znalazł. Zrozumiałem. Był wspaniale pomalowany w zielono-ciemnozielone ciapki. Malowanie z czasów WWII. Muszę ich wprowadzić w zmiany we współczesnej technice kamuflażu ;) Wyszliśmy po raz drugi.
Doszliśmy do świateł na skrzyżowaniu. Rozmawiamy o zaćmieniu słońca. Obserwował z kolezanka zza okna. I nagle, ton poważny...
- Tato, MUSIMY jeszcze raz wrócić. Zostawiłem okulary przeciwsłoneczne.
O żesz... Szybka analiza - jutro weekend, jedziemy w trasę, małżowina założy swoje, junior nie odpuści. Brak focha i maruda w aucie jest tego wart. Wracamy.
- Czego zapomnieliście ? - pani Bogusia ledwo tłumi śmiech...
- Okularów słonecznych...
- Musi pan mieć do niego cierpliwość...
- Oj muszę... ;)
Nic sobie więcej nie przypomniał na szczęście :)

piątek, 20 marca 2015

Baza wojskowa

Najdroższa sercu potrzebuje czasem do pracy jakieś dziwne kreatywne rzeczy zrobić. Nieźle Jej to zresztą wychodzi. Tym razem koncepcja brzmiała - łąka / las / krajobraz na ścianie w barwie lasu. Alzackie klimat. I to niekoniecznie walk WWI, burgundzkiego wina i królestwa Lotaryngii. Dobra, myśl padła na rozwieszenie zieleni gdzieś na ścianie. A facet jak to facet, zaraz w główce kombinuje, jak by tu z okazji skorzystać i jakiś gadżet sobie cichaczem sprawić, że to niby "specjalnie najlepsze dla Ciebie, Kochanie". Więc, całkiem automatycznie, dreptu dreptu w jedyne możliwe miejsce, czyli do tzw demobilu. I co ? Jest !!! Siatka maskująca, woodland, oryginał, kontakt US Army !!! Cena... Bez znaczenia, przecież to kontraktowa !!!
Odbieram smyka z przedszkola. "Jachu, wiesz co mam ? Prawdziwą wojskową siatkę maskującą ! Zrobimy sobie bazę wojskową w pokoju ?". Smyk miał na buźce banana większego niż ja. Chyba większego.
Więc... Raz dwa do domu, trzy krzesła, cztery klamerki i polowa siedziba sztabu jak się patrzy :) oczywiście zaraz
- Tata, chcesz wejść ?
- Nooo...
- To podaj hasło !
Upssss...
- Tata, ustaw obok działka przeciwlotnicze !!!
- Po co ?
- Bo my jesteśmy Rosja i wojsko Ukraina nadchodzi ! Szybko !
Chyba za dużo telewizji i dyskusji w domu...
- Chłopaki, a co wy macie w tym pokoju, gdzie ja mam usiąść ?
- Mama, w naszej bazie, tylko podaj hasło !

Koniec końców, siatka maskująca nie spełniła swojej pierwotnie przewidzianej roli. Za to z Młodym juz knujemy, co z nią będziemy robić w wakacje...

piątek, 7 listopada 2014

Wiadomości drogowe

W samochodzie Młody uwielbia słuchać wiadomości. Ze szczególnym uwzględnieniem prognozy pogody i informacji drogowych. Muszę wtedy zrobić głośno i być cicho, żeby wszystko dobrze słyszał. Akurat byliśmy po podróży do miasta Łodzi.

Wieczorem bawiliśmy się wozami strażackimi. Na podłodze.
- Tata, jedź swoim wozem tam pod ścianę, wybuchł pożar !
- Gdzie Jasiu ten pożar  ?
- Nie slyszales Tata ? NA KRAJOWEJ SIÓDEMCE !

Nie udało mi sie zachować powagi...

czwartek, 6 listopada 2014

W lesie

Ciepły weekend, jedziemy na działkę do Oli. Będzie ognisko, kiełbaski, ziemniaki, same pyszności.
A przy okazji - zabrałem Jasia z Olą do lasu na mały spacer. Grzybów pewnie nie znajdziemy, ale może coś ciekawego zobaczymy ?
Przed drogą zrobiliśmy szybkie szkolenie - nic nie podnosimy, nie zrywamy, nie zjadamy, na widok grzyba wołamy mnie, zachowujemy się cicho żeby nie przeszkadzać zwierzątkom.
Wchodzimy w las. Właściwie to jeszcze jesteśmy na leśnej drodze. I się zaczęło...
- Tata, Michał, znaleźliśmy patyki, musimy pozbierać do ogniska !!!
W trzy minuty torba na grzyby była pełna patyków. Bardzo różnorodnych, jak to w lesie mieszanym. Ustalił się przy okazji podzial obowiązków - oni szukają skarbów, ja je dźwigam. Dość naturalny podział.
Potem szukali pieńków. Pieńków mocy. Jasiek wchodził na nie i czerpał energię.Podczas ładowania wydawał z siebie dziwne piski i bulgoty.
Na szczęście po szkoleniu z muchomorów każdy grzyb obchodzili z daleka. Dużo ich nie było. Ot, jakieś opieńki, tzw psiaki, muchomorki. Nic jadalnego. Czyli nie musieliśmy szukać w torbie między patykami miejsca na grzyby...
Za to Ola znajdowała kwiatki. "Patzcie, jakie piękne". I bach - wrzosy i mech zaczynają tworzyć bukiecik. Ochrona przyrody ? Oj, ciężko dziewczynce wytłumaczyć...

- Tata, a kto tak poniszczył mech, przecież jest pod ochroną ?!
- Dziki, drogie dzieci...
- Jakie dziki ?
- No, takie niegrzeczne Peppy, ktore mieszkają w lesie ;)

- A co to za dół ?
- Dzieci, nie wchodzimy do niego !!!
Cóż, okolice Radzymina, teren wydarzeń z 1920 r. Nie będę im wciskał ciemnoty o formach polodowcowych ;)
- Tu była kiedyś wielka bitwa i to jest dziura po bombie. Nie wolno do niej wchodzić, bo coś może wybuchnąć.
Procedury i odruchy bezpieczeństwa staram się sączyć mu do głowy od kołyski. Kto wie, kiedy się przydadzą.
- Tata ! To tutaj też mój pradziadek walczył o Polskę ?
Wstyd przyznać, ale nie wiem gdzie go wtedy rzuciło... Ale dzieci przynajmniej na dół nie zeszły szukać kosteczek.

Wróciłem z dziećmi na działkę. Znajomi kompletnie nie rozumieli, czemu po spokojnym spacerze z dziećmi wśród przyrody wyglądam jakbym przekopał pole. I tylko dziwnie patrzyli, gdy z torby zamiast grzybów wyjąłem stos kijaszków...

sobota, 1 listopada 2014

Halloween

W tym roku tak skromnie i na szybko. Ale musiała być i straszna, i uśmiechnięta. Żeby pluszowy Homek się nie przestraszył...

środa, 15 października 2014

Kapcie

Kolejna odsłona aktu pt odbieram dziecko z przedszkola.
Miało dziecko świetny humor. Szczególnie w szatni. Wymyślił sobie, że na podłodze jest grząski piasek. Pustynia. I nóżki mu grzęzną, rozjeżdżają się. Burza piaskowa. Idzie drobnymi krokami, siada, podnosi się, cofa, znosi go na boki. Widowisko urządził lepsze niż teatralna pantonima. Usiadłem po prostu na ławce i czekałem, oglądałem spektakl. W końcu doszedł i się ubrał. Trochę to trwało.
Zaaferowani nowym pomysłem zabawy, trochę rozmawiając o pustyni, wyszliśmy z przedszkola. Doszliśmy do furtki, zerkam w dół, coś mi nie pasuje. Ocho, na nogach wciąż są kapcie. Cóż, zapomnieliśmy, przeoczyliśmy. Wracamy ;) Na szczęście normalnym już krokiem.
Tylko pani w przedszkolu patrzyła na nas wzrokiem "następni nieprzytomności, jednak zauważyli" ;)

wtorek, 14 października 2014

Do lekarza

Coś Młodego zaatakowało. Konkretnie gorączka i gardło.
- Rodzice, zimno mi i wszystko mnie boli. Główka brzuszek nogi pupa i uszka.
Znaczy dreszcze. Tak delikatne raczej, gorączkę sprawnie opanowaliśmy. Ale do lekarza iść trzeba.
- Tata, a będziesz mnie niósł do lekarza na barana ?
- Czemu ? Duży jesteś już !
- Bo jestem chory, nie mam siły, wszystko mnie boli i poprzednio mnie niosłeś...
Poprzednio znaczy w marcu. Ten to ma pamięć... Tylko wtedy miał prawie 40 stopni i był przestraszoną kupką nieszczęścia. I ważył odrobinę mniej. I było zimno na dworze.
Dobra, wynegocjowałem 1/3 drogi. Wilk syty i owca cała. Zbliżamy się.
- A do którego gabinetu pójdziemy ? Bo ja nie chcę do dwójeczki, tylko do jedynki.
- A co za różnica ?
- W dwójeczce robią zastrzyki i to nie jest fajne
Ten to ma pamięć... Rozwiałem jego obawy. Tym razem będzie bez zastrzyku.
Wizytę załatwiliśmy szybko i sprawnie. Wracamy.
- Tata, musimy wejść do kiosku ! Byłem dzielny i w nagrodę kup mi gazetę o samolotach 2 :)
Ten fragment poprzedniej wizyty u lekarza też zapamiętał. Czyli wpadliśmy w schemat :)