Kolejna odsłona aktu pt odbieram dziecko z przedszkola.
Miało dziecko świetny humor. Szczególnie w szatni. Wymyślił sobie, że na podłodze jest grząski piasek. Pustynia. I nóżki mu grzęzną, rozjeżdżają się. Burza piaskowa. Idzie drobnymi krokami, siada, podnosi się, cofa, znosi go na boki. Widowisko urządził lepsze niż teatralna pantonima. Usiadłem po prostu na ławce i czekałem, oglądałem spektakl. W końcu doszedł i się ubrał. Trochę to trwało.
Zaaferowani nowym pomysłem zabawy, trochę rozmawiając o pustyni, wyszliśmy z przedszkola. Doszliśmy do furtki, zerkam w dół, coś mi nie pasuje. Ocho, na nogach wciąż są kapcie. Cóż, zapomnieliśmy, przeoczyliśmy. Wracamy ;) Na szczęście normalnym już krokiem.
Tylko pani w przedszkolu patrzyła na nas wzrokiem "następni nieprzytomności, jednak zauważyli" ;)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 15 października 2014
Kapcie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz