Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2014

Książeczka na dobranoc

Czytamy. Codziennie. Przed snem. Chwalebne. Rozwija zainteresowania, nawyk, miłość do książki i pragnienie wiedzy. I oczywiście wyobraźnię. Jest jednak jedno "ale". Wybór lektury.
Oczywiście podświadomie chcę mu czytać baśnie i książeczki z mojego dzieciństwa. Bo dziecko lubi bajki. Najbardziej te, które rodzice lubili w dzieciństwie. Na pewno lubi. Tak było zawsze. Od zarania dziejów.
Bajki i wierszyki klasyczne. Czerwony kapturek i Pimpuś sadełko, Jaś i Małgosia i Kot w butach. Do tego baśnie z różnych stron świata, o królewiczach, zwierzętach i czarach. Kilka przeszło, ale większość budzi protest, bo nudne i oderwane od rzeczywistości.
Do tego Tatko ma koncepcje, żeby mu czytać o Eskimosach, rycerzach i Mongołach, a nie Murzynkach i chińskich smokach. Ot, protacka i egoistyczna projekcja własnych pasji i wspomnień na dziecko. Tu mi się udało, bo z 300 stron baśni z różnych stron świata czytamy kilkadziesiąt z Syberii, okolic bieguna i ludów tatarskich. O wielbłądach i małpkach nie lubi :) Sukces jest.
Mamy też punkt wspólny w postaci współczesnych książeczek dla dzieci. Jasiek uwielbia przygody słonia Elmera, pomysły Alberta Albertsona ("Tatuś, a jaki jest tytuł oryginału"), lisa Felka z zajęczycą Tosią czy Chrupka i Miętusa. I pewnie jest sporo podobnych :) Też się przekonałem do tych książeczek. Śmiejemy się razem, nie pachną strychem i anachronizmami. I uczą w przystępny współczesności sposób.
A ja próbuję mu przemycić np. Muminki i zachwycić go postacią Włóczykija. To mi się akurat udaje. W przeciwieństwie do Kubusia Puchatka...
A gdzie to "ale" ?
Jest sobie taka seria książeczek "Mądra Mysz". Z reguły o różnych pojazdach i zawodach. Książeczki niemieckie, z innej rzeczywistości. Sama mentalność i dokładność opisów budzi lekki zgrzyt w słowiańskiej chaotycznej duszy. Nasączone słownictwem fachowym, dla mnie też obcym, jak wóz asenizacyjny, przyłącze hydrantowe, czy futerał na zapasowy magazynek do broni służbowej. Poza tym w Polsce rzadko na wakacje leci się gdzieś samolotem, czy płynie promem do Szwecji. Nie te realia. Książeczki w sumie ciekawe i niegłupie. Tylko bardziej mi kojarzą się z podręcznikiem, niż bajką do snu. Czemu on ich nie chce w dzień, tylko do snu ?! Jak już musi być Mądra Mysz, to czemu woli o strażakach lub rajdowcach, a nie rybakach i marynarzach ? Ile razy można ten sam podręcznik czytać ?! Pewnie mu się potem śnią wozy strażackie i pługopiaskarki zamiast kotków i misiów...

Zazwyczaj jednak zawieramy kompromis. Czytamy przed snem dwie książeczki. Moją i Jego. Najpierw baśń, potem Mądrą Mysz. Tylko Najwspanialsza pyta, czemu usypianie zajmuje nam tyle czasu :)

wtorek, 4 lutego 2014

Książka o rycerzach / Beowulf

Jak Jaś był malutki...
Mamy zdjęcie, jak trzymając na rękach dwumiesięczne stworzonko czytam Pieśń o Rolandzie. Rodzina się nabija, że biednemu dziecku skrzywię psychikę i wyrośnie na takiego dziwaka jak ja :)
Lubię historię. Lubię zanurzyć się czasem w średniowieczne teksty źródłowe, dzieła wielkie ważne i piękne, które nie wiedzieć czemu są pomijane w szkołach. W imię korzeni antycznej Grecji i Cesarstwa Rzymskiego, pomijamy ogrom  spuścizny europejskiej. W głowie brzmią mi słowa jakiegoś nauczyciela, że piramidy, koloseum i akropol, Arystoteles i Owidiusz to wpływy obce. Żeby przyjrzeć się w muzeach zbitym garnkom, grotom włóczni i naszyjnikom z epoki Mieszka. Bo to jest nasza przeszłość, lufie północy Europy. I od wielu lat odkrywam ich urok, niuanse, kunszt. W wielkich muzeach Europy konsekwentnie omijając mumie, posągi Zeusa i rzymskie papirusy. Na rzecz szarych skór, toporów i run. Z każdym rokiem coraz bardziej podziwiając kunszt rzemiosła i sztuki ludzi, którzy wg szkolnych lekcji siedzieli w ziemiankach zbierając jagody. Słowian, Pomorzan, Wikingów, plemion germańskich. I uświadamiam sobie, że istniała tu bogata kultura, sztuka, wiedza skryta w mrokach dziejów. W końcu Mieszko nie wziął się znikąd.
I na fali tej mojej fascynacji czasem trochę nieznanym, trochę pomijanym, odkryłem staroskandynawskie Eddy. Wspaniałe dzieła, na miarę Homera. Uchyliłem zasłonę bogatej kultury. I na tej fali postanowiłem wreszcie przeczytać Beowulfa, odprysk germańskich mitów.

I w głowie mi pojawił się chory, szalony pomysł. Przecież to książka o rycerzu i smoku ! W dodatku w miarę zrozumiały przekład, przystępny. Więc - czemu by nie spróbować przeczytać tego dziecku ? Oczywiście na żywo dostosowując treść i język do dziecka możliwości. I snując potem opowieść o tym, co czytalem.

Rozdział pierwszy. Słuchał bo słuchał. Ale nagle wypalił
- A po co i dokąd ten król popłynął ?
Acha, czyli coś dociera. Więc krótki wykład zrobiłem o mitologii.
Za kilka godzin rzuciłem, z ciekawości
- Jasiek, a co to jest Walhalla ?
- To takie niebo gdzie płyną statkiem starzy Wikingowie i dzielni wojownicy !
Byłem w szoku.
Następnym krokiem będą Walkirie, Odyn i może nawet Rangarok, ichniejsza wizja Apokalipsy ?

Tylko się zastanawiam, co o takiej edukacji powie Najwspanialsza, będąca fachowcem w zakresie edukacji przedszkolnej...

------------------------------

A wieczorem na pytanie co dziś czytamy szybko odrzekł
- Może tą twoją książkę o rycerzu ?