Rozwijamy powoli temat zabawy w pociąg. Kilka dni temu zapropinowałem mu przejazd do Kanady. Czemu tam ? Pewnie echa moich młodzieńczych lektur o traperach, misiach grizzly, Wielkiej Stopie i całkiem świeżego wirtualnego zauroczenia takim ślicznym nożykiem jak Canadian Belt Knife :) Skądś trzeba czerpać inspiracje do zabaw ;) Zaczynamy zabawę, ustawiamy krzesła, fotel i zydelek IKEA'owski w rzędzie wsiadamy, zaczynam ruszać ku Kanadzie, a ten smarkacz zaczyna swoją zabawę, niekoniecznie spójną z moją koncepcją. Musi zatankować, zatrzymać się przed szlabanem, spotkać się z konduktorem, mieć współczesną lokomotywę z przyciskami a nie parowóz pełen zaworów. I oczywiście musi być wypadek, żeby strażacy mogli przyjechać. Zmęczony byłem, strzeliłem focha i odpuściłem. W tą zabawę nie będę się bawił i już ! Mam po dziurki w nosie strażaków i szlabany. A poza tym chcę go wyrwać z zaklętego kręgu współczesności i pokazać inny świat.
Zaczęliśmy negocjacje. Ustaliliśmy, że następnego dnia pobawimy się w podróż pociągiem. Bez wypadków i strażaków. Ale nie do Kanady. Wybierzemy się w podróż do rycerza Mike'a !
Następnego dnia ustawiliśmy w pokoju pociąg z krzeseł i fotela i ruszyliśmy w drogę. Najpierw przez puszczę pradawną, leśne mateczniki. Obserwowaliśmy niedźwiedzie, lisy, zające, żubry jelenie i... wiewiórki. Nawet próbowaliśmy oszczepem upolować bobra, ale ten uciekł. Po chwili wyjechaliśmy na pola malowane zbożem rozmaitem, przypatrując się znojowi chłopstwa feudalnego. Na szczęście udało mi się barwnie opisać konika ciągnącego lemiesze ;)
Wreszcie dotarliśmy pod zamek. Mury fosa most zwodzony. Zwięzła wymiana zdań z wartownikami, zgrzyt łańcuchów mostu na fosie, podnoszonej kraty, jesteśmy u celu. Ja udałem się do karczmy na kawę, syn mógł zająć się wreszcie naprawą koła w pociągu :)
A przy kolacji zaczęliśmy planować wyprawę do Afryki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz