niedziela, 23 marca 2014

Naszyjnik w toalecie

Jakieś dwa lata temu. Miał dwa latka.
Nocnika nigdy nie używaliśmy. Siedział na desce, ewentualnie asekurowany za rączki. Mieliśmy wynalazek zatytułowany nakładka na deskę dla dzieci. Czasami korzystał.
Poranek był zakręcony. Akurat sprzedawaliśmy auto, przyjechał rano gość, z miejsca wziął,  jeszcze jechaliśmy po zimowki do garażu, do pracy się spóźnię, zamieszanie pełne. Dochodzę do pracy, telefon z domu od Najbardziej Zaradnej
- Mamy problem. Przyjedź. Jaś włożył sobie przez głowę nakładkę na WC. I ma naszyjnik. Nijak nie mogę mu zdjąć tego !
Oho , łatwiej włożyć niż zdjąć :)
Cóż, niczym Superman ruszam rodzinie na ratunek obmyślając metody pomocy rodem z McGyvera. Wchodzę, akurat przed chwilą udało im się rozwiązać problem. Nie ma jak porządne nożyczki. A Jasiek był już na tyle znudzony naszyjnikiem, że na chwilę zastygł w bezruchu. Bo największym problemem nie była nakładka, tylko jego ruchliwość wykluczająca użycie ostrego narzędzia.
Obyło się bez interwencji strażaków :)

1 komentarz:

  1. O! Czyli jest jeszcze jakaś psota na którą moi nie wpadli? ;) Zuch tata :D

    OdpowiedzUsuń