piątek, 28 marca 2014

Kolejka elektryczna

Ponad pół roku temu Młody u Babci w pawlaczu wypatrzył kolejkę elektryczną z mojego dzieciństwa. Oczywiście zapragnął jej natychmiast. Udało mi się go przekonać, że to zabawka dla większych dzieci, jeszcze zbyt delikatna. Niby zrozumiał. Średnio raz w miesiącu pytał, czy jest już duży i może dostać tą kolejkę.
Niedawno na hasło "Babcia do nas przyjeżdża" pierwszą Jego reakcją było "A czy przywiezie ten pociąg ?". Widać było, że to jedno z największych Jego marzeń. Odpuściłem wymogi wiekowe, trudno, najwyżej się zniechęci albo połamie wagoniki, które i tak zabawach moich i mojej siostry nie są nówkami. Ach, te zabawy w katastrofy kolejowe :) Babcia, chcąc uszczęśliwić Wnusia, nie miała nic przeciwko targaniu pudeł pociągiem przez pół kraju. Babcie tak mają ;)
Kolejkę trzeba było oczywiście od razu rozłożyć, zszedł ze mną do piwnicy po zasilacz mimo późnego wieczoru, nie było opcji "poczekajmy do jutra". Rozkładamy. Jasiek cały rozemocjonowany, zachwycony, niecierpliwy. Ja pogrążony we wspomnieniach zabaw sprzed 30 lat. Kobiety patrzą na nas z niepokojem, czy nie powtórzą się klasyczne, znane z rodzinnych historii,  scenki, gdy Tata kupił mi kolejkę, kazał mi iść spać i bawił się nią do czwartej nad ranem. Sam w pierwszej chwili chciałem dzwonić po kumpla ;)
Jeździ ! Po blisko 30 latach w pawlaczu działa ! I to w miarę dobrze. Oczywiście, większość torów wymaga prostowania i czyszczenia. Lub wymiany. Zaczepy wagoników do poprawy. Ale nie jest źle, nawet wagon osobowy wciąż świeci :) Junior zachwycony, przede mną trochę prac precyzyjnych, żeby pociąg zbyt często się nie wykolejał i wagony nie odczepiały. Najważniejsze, że jeździ. Mamy bazę do poprawek i rozbudowy. Czyli nowe hobby. Skończyło się lepiej niż w przypadku mojego toru wyścigowego, który wylądował w piwnicy z wnioskiem, że w bliżej nieokreślonej przyszłości kupię mu nowy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz