Powoli rzeźbię makietę pastwiska dla krówek. Opornie mi to idzie, ciągle robota jest odkładana, bo czas zmęczenie lenistwo.
Przyznaję, że poległem na temacie wysokiej trawy na dużym obszarze. Zupełnie nie ta technika.
Metoda żyłki wędkarskiej jest dobra na pojedyncze kępki rosnące przy płocie. Wygląda nieźle, ale pokryć tym duży obszar gęsto i równomiernie - robota głupiego. W dodatku trawki są zbyt sztywne, a to jest makieta do zabawy, a nie stania w gablocie. Metoda drobnych nitek - nitki nabierają całe kleju, sztywnieją i leżą zamiast stać. I wyszedł teren płaski. Pewnie najłatwiej byłoby przykleić kawałek odpowiednio pomalowanej wycieraczki. Na przyszłość spróbuję to zrobić inaczej. Teraz trudno, do zabawy wystarczy. Chyba że coś szybkiego wymyślę...
W ramach ograniczenia powierzchni trawiastej powstało kilka kretowisk.
Bańki na mleko gotowe, podrdzewiałe, przybłocone, za to w środku bielutkie ciepłe mleczko.
Gałąź na drzewo gotowa, czeka na przyklejenie zielonych liści. Z jabłek rezygnuję. A może nie ?
Znalazłem niewielki głaz narzutowy. Nawet dwa. I kusi mnie trzeci. Jak coś robić, to z rozmachem. Czy zlodowacenie obejmowało też Holandię ?
ławeczka brudna jak przystało na ławeczkę nad rzeczką.
Kwiatki z goździków posadzone. W końcu mamy wiosnę. Jak Jasiek je zobaczył, pierwszym pytaniem było "Tata, a krówki mogą zjeść kwiatki ?".
Czyli prace zostały wznowione pełną parą :) Do świąt muszę skonczyć i już.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz