wtorek, 22 kwietnia 2014

Niedziela Palmowa

Niedziela palmowa. W sumie fajne swięto, radosne, z oprawą kolorowych tradycyjnych palemek tworzy ogromne możliwości bycia atrakcją dla dzieciaków. Wiwatowanie, machanie palmami, kolory i śmiech. Idąc tym tropem wybraliśmy się do kościółka. Na mszę dla dzieci. I co ?
Krótka procesja przed kościołem, z palmami. Chaotyczna, ksiądz coś podśpiewywał, ot, tłumek idący bez ładu i składu przed siebie jak stado owiec.
Weszliśmy do kościoła. Tłum siedzi. Zwłaszcza starsze panie. Bez wnucząt. Pewnie pora mszy dla dzieci najlepiej im się wpisuje w rytm dnia. Albo doszły do wniosku, że zdziecinnienie starcze upoważnia je do udziału akurat w tym nabożeństwie. Stanęliśmy więc obok, Młody Chrześcijanin przycupnął na podstawie kolumny. Przynajmniej siedzi. Tylko jakaś staruszka spoglądała wzrokiem pt "Jak można dziecku na to pozwolić w kościele".
Msza jak msza. Raczej rzadko bywamy w kościele, więc dla Jaśka to jakaś nowość, atrakcja. Msza idzie swoim rytmem - kolejne czytania zgodnie z rytuałem, czekam cierpliwie na kazanie. Czytania jak to czytania, dla dziecka kompletnie nudne i niezrozumiałe. Pomiędzy nimi pieśni. Cóż... Wydawało mi się, że to msza dla dzieci. A dobór repertuaru tak bezpłciowy... Ani to piosenki dla dzieci lub choćby młodzieży, ani zestaw tradycyjny znany ogółowi wiernych. Równie mizerny jak tzw polska scena muzyczna oferowana w popularnych rozgłośniach radiowych. Nędza, Panie.
Młody wyjmuje z kieszeni maskotkę i zaczyna się bawić. Nie dziwię mu się, sam mam ochotę wyjąć telefon i sobie pograć ;) Starsza Pani zaczyna pokazywać nas koleżance szepcząc jej coś do ucha, pewnie o złym wychowaniu i karze boskiej...
Kazania w ogóle brak. Pewnie na rzecz procesji.
Jedyną atrakcją dla Młodego było cykliczne klękanie, obserwowanie koleżanki z przedszkola 5 ławek przed nami i delektowanie się rytuałem.
Nawet nie próbowałem mu tłumaczyć, że w kościółku bywa fajnie i Bozia jest ciekawa.
A podobno Salezjanie specjalizują się w wychowaniu młodzieży.

Czy to tak trudno zorganizować w tygodniu jedną mszę dla DZIECI ? Na której ksiądz w miarę możliwości skróci rytuał. Na której dzieci pomachają i powiwatują palemkami ? Na której będą piosenki o Bozi dzieciach barankach słońcu i radości z wiary i świata ? Na której zamiast kazania ksiądz porozmawia z dziećmi, wciągnie je w misterium, pożartuje, przedstawi dzieje biblijne w formie baśni. Na której dzieci będą przed ołtarzem, a nie siedzieć kątem na zabytku architektury albo kamiennej podłodze. Na której zapomną o maskotce w kieszeni. Albo pokażą maskotce fajne miejsce...
Bo jak inaczej przekonać, pokazać cztero latkowi, że fajnie jest zaprzyjaźnić się z Bozią ? I dziwią się potem, że duch w narodzie upada, że kościół pusty, i w ogóle ludzie daleko od Boga i moralności...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz