Wziąłem się do roboty, może uda mi się zostać bohaterem we własnym domu. Rok temu poszło mi całkiem nieźle, czas na drugi raz w życiu. Naszkicowałem jakąś wykrzywioną gębę, staram się mniej więcej trzymać planu. Kolejne nieuważne cięcia i ostrość narzedzia każą go modyfikować. Palce całe jeszcze. Opinelek trochę za słaby na grubość dyni. Jasiek wpada do kuchni, patrzy, i wybiega z krzykiem
- Uciekam, chowam się, tam jest STRRRASZNA DYNIA, a Tata trzyma ostry nóż !!!
Poczułem się jak przyczyna telefonów na "błękitną linię". Czy też niebieską ?
Ło, niezła dynia!
OdpowiedzUsuńMy jakoś nie mamy jednak przekonania do dyniowo-halołinowych zabaw ;)
Ja też nie jestem fanem tego przeszczepu kulturowego. Ale się przyjął, nie walczę z rzeczywistością. A frajda dla Młodego ogromna, więc... nagiąłem się. Przy podstawowym założeniu rozdzielenia tradycji. Zabawa w Dynie weekend porze przed, Wszystkich Świętych obchodzimy normalnie.
Usuń