czwartek, 31 października 2013

Makieta - prace w drewnie

Jak już wspominałem, odezwał się we mnie zapał modelarski. Z niepokojem go obserwuję, bo to i kosztowne hobby, i czasochłonne, i mogą to być pierwsze oznaki kryzysu wieku średniego :)
Junior ma kilka traktorków, przyczepy do przewozu drewna, co wzbudziło we mnie myśl o zrobieniu mu makiety lasu. Ot, prostej, do zabawy, taki playground scenery. Jakaś podstawa z deski, namalujemy trawę i drogę, kilka drzewek zabawkowych i gotowe.
Jaki rozmiar ? Bóg raczy wiedzieć... Mniej więcej ustawiliśmy na podłodze autka, wzięliśmy miarkę - Junior uwielbia mierzyć, szczególnie włączony telewizor - ups, spory kawał deski potrzeba. Szybki skok do Obi, jest idealna półka 30 x 60. Skok połączyliśmy z tradycyjną zabawą na traktorkach. Po dwóch dniach żonę zaintrygowało, skąd mamy taką deskę ? Oczywiście dowiedziałem się, że mogłem przy okazji kupić dawno wymyślone rolety na okna...
Tylko na tą deskę autka muszą jakoś wjechać. Trochę wysoka. Pilniki w dłonie, trzeba zeszlifować podjazd. A nawet dwa. Z obu stron. Wjazd i wyjąć. Wjazd będzie od drogi, wyjazd do głębokiego lasu, koncepcja mi ewoluuje. Młody szaleje z pilnikiem w ręce, może będzie z niego mężczyzna :) Ja za to nerwowo pilnuję, żeby piłował tam, gdzie ja to zaplanowałem. I niekoniecznie po własnych palcach. Deska okazała się jakaś taka twarda i mało podatna na obróbkę, więc... Junior zajął się zaraz oglądaniem bajki, a ja w pocie czoła szlifowałem. Pomagał mi o tyle, że na każdą prośbę podawał mi autko żebym mógł sprawdzić, czy kąt natarcia jest już odpowiedni. Długo okazywało się, że jeszcze nie...
Autko wjeżdża bezproblemowo, nawet z długą przyczepą. Wątpiąc w podatność laminatu na wikol, postanowiłem zedrzeć go z deski. Pomysł głupi, jak się potem okazało... Pierwszą próba pilnikiem zakończyła się kompletną klapą. Szło trochę lepiej, do pierwszej krwi. Nie ma co ryzykować. Jedziemy do sklepu po sprzęt. Oczywiście wyprawa nie mogła odbyć się bez stałego elementu gry, czyli zabawy na traktorkach. Wracamy zaopatrzeni w profesjonalne dłuto. Na pewno wiele razy w życiu mi się przyda ;) Za to zdejmowanie okleiny idzie jak po maśle ! No, może nie do końca... Wyrzeźbiłem dwa place przeładunkowe, drogę między nimi... i odcisk na palcu przekonał mnie, że warto podjąć próbę klejenia bezpośrednio na laminacie :) Drugim argumentem był znudzony synuś wskakujący mi co chwilę na plecy z dzikim okrzykiem stawia stwora z leśnych ostępów. Wczuł się w klimat. Z siedzącym na plecach zbirem trudno operuje się dłutem...
Dnia następnego ambicja wygrała z leniem. Co to za dukt leśny bez kolein ! Zanim Junior wstał, bladym świtem, wziąłem się za żłobienie rowków po kołach. Od radu zrobiłem nierówności terenu i wgłębienia na kałuże. łatwa robota. Junior za to wstał i z miejsca oznajmił, że w nocy ktoś nam zepsuł makietę, bo tu są dziury. Może to myszki ?!

A ja sobie zdałem sprawę, w co się władowałem, i ile roboty jeszcze przed nami...

cdn...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz