sobota, 2 listopada 2013

Makieta - gleba i trawa

... cd ...
Bez skrótu poprzedniego odcinka :)

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że wciągnąłem się w rzeźbienie w drewnie, a Młody siedzi i czeka, kiedy wprowadzi autka na makietę :) Czas wyhamować własny egoistyczny zapał i wciągnąć Go w zabawę. Hmmm, od czego by tu zacząć ???
Podstawka wyrzeźbiona, zaczynamy wspólnie tworzyć tło, przyziemie, warstwę najniższą lasu. Wiem, wiem, moglibyśmy wziąć pędzelki, namalować zieloną trawę, brązowa ziemię i już. Ale nie, przecież muszę mu pokazać coś więcej, jak powoli powstaje dzieło, ile się trzeba męczyć, żeby zrobić coś fajnego. Nie ma chłopak lekko z nadgorliwym rodzicem...
Przystępujemy więc do eksperymentu. Bierzemy klasyczny wikol, rozsypuję w miseczkach kawę, kakao i inkę, przywdziewamy rękawiczki gumowe - i obaj z zapałem bierzemy się do roboty. Zabarwiamy klej. Smarujemy nim wyznaczony teren. Jaśkowi trochę niewygodnie, rękawiczki ciut duże, palce w połowie zwisają swobodnie. Ale z zapałem rozprowadza klej, o dziwo trzymając się wyznaczonych granic. Jest dobrze. Potem posypujemy klej półproduktami napojów, i wcieramy znowu.
Dumni z efektów pracy, rozzuchwaleni sukcesem,bierzemy się za poszycie lasu. Dopadamy kuchnię, mamy przyprawy. Zielone ! Suszony koperek, pietruszka. Do tego trochę trocin po robieniu podjazdów. Więc zaczynamy wspólnymi siłami robić bałagan. Zgodnie z pomysłem włączenia go w zabawę. Najpierw wysypujemy wszystkie znaleziska na talerzyki. Czyli ja otwieram, Jaś wysypuje. Na talerzyki również. Potem tworzymy różne mieszanki surowców. Według mojej koncepcji proporcji. Zauważam, że runo leśne wyrasta na podłodze i całkiem nieźle wygląda. Po co ja mozolnie rżnąłem tą deskę, skoro moglibyśmy wykleić las na podłodze ? Małżonka i tak wspomina coś o remoncie ;)
Więc zakładamy rękawice i bierzemy się za klejenie. Junior przejęty nową aktywnością trzyma się moich wskazówek, w której części deski którą mieszankę kleimy. Deska zaczyna przypominać ziemię porośniętą trawą i kwiatami, z leżącymi gdzieniegdzie suchymi liśćmi. Sukces. Młody zaczyna przypominać potwora z bagien. Męskim ruchem, wrośniętym już chyba w DNA, co chwilę wyciera ręce w spodnie, drapie się rękawiczką pełną kleju i zielska po głowie, opiera nogę o świeżą podróbę ściółki leśnej. Deska zaczyna wyglądać profesjonalnie, znacznie lepiej i naturalniej niż jakbyśmy użyli posypek modelarskich. Podłoga też. Podobnie jak Jaś. Właściwie to mam duży dylemat, czy najpierw sprzątać syna czy podłogę. Krótka analiza sytuacji, zaczynam od dziecka. Poszło sprawniej niż się spodziewałem :) W przeciwieństwie do podłogi, przy której Junior postanowił aktywnie mi pomagać. Odbyło się to w sposób zbliżony do pomocy przy praniu. Udało nam się jednak ogarnąć sytuację przed powrotem płci pięknej. Baza makiety prawie gotowa, czegoś mi jednak brakuje. Mimo, że Młody zaczął już na nią wprowadzać autka. Ale o tym w następnym odcinku :)

... cdn ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz