Sam nie wiem dlaczego nie pozwoliłem mu podejść do żołnierzy. Może dlatego, że przewidywałem, że spytałby ich o możliwość wypróbowania strzelaczki. Ciekawe, czy oparliby się jego sile perswazji ?
Akurat trafiliśmy na przemarsz dookoła szczątków pałacu dla rozruszania kości. Głośny zachwyt Juniora nad stukającymi podkutymi butami spowodował, że wojak z zapałem wpatrywał się w drugą stronę. Młody, próbował za wszelką cenę zachować regulaminową powagę... Ciężka służba.
Skoro atrakcje przeminęły, Jasiek dopadł kawałek płaskiego granitu. W sam raz dla karetki ! Gnała na sygnale wkoło podestu, nic sobie nie robiąc ze sztucznej nadętej powagi miejsca, hałasując głośno. Aż w końcu nie zmieściła się w zakręcie, spadła w przepaść... i z braku podręcznego śrubokrętu musieliśmy przełożyć ponowną instalację baterii na powrót do domu...
Mam nadzieję, że prochy poległych na wszystkich frontach, z reguły młodych chłopaków, uśmiechnęły się do Jaśka wspominając własne pociechy... I podziękowały mu za przerwanie kilkudziesięcioletniej nudy napuszonej uroczystościami ku czci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz